strona główna | książki | miesięcznik

Prawdziwi mężczyźni także cierpią na depresję

Wielu mężczyzn cierpiących na depresję uważa, że jest to oznaka słabości lub ułomności. Ja jednak zawsze czułem się podbudowany, ilekroć dowiadywałem się o tym, że jakiś wielki człowiek cierpiał na depresję. Okazuje się, że także bardzo wielu ludzi opisanych na kartach Biblii, łącznie z królem Dawidem i Salomonem, cierpiało na depresję.

W dzieciństwie moim idolem, tak jak idolem wielu amerykańskich chłopców, był Roy Rogers, jednak dzisiaj prawdziwymi bohaterami nie są dla mnie Clint Eastwood, John Wayne czy Arnold Schwarzenegger. Nie wzruszają mnie również tacy bohaterowie filmowi jak Indiana Jones, Robocop czy którykolwiek z Terminatorów. Moimi bohaterami są John Wesley, Charles Spurgeon, Jan Kalwin i Marcin Luter. Jeśli ktoś chce, może dodać do tej listy Abrahama Lincolna, Winstona Churchilla, Martina Luthera Kinga i Nelsona Mandelę.

Wszystkie ci mężczyźni poza tym, że byli sławni, wiedzieli dobrze, co to depresja, ponieważ doświadczyli jej osobiście. I nie mam tu na myśli lekkiej chandry, lecz poważną depresję. Wszyscy oni, mimo długotrwałych i dotkliwych okresów melancholii, uczynili wielkie rzeczy dla Boga. Nie tylko wydobyli się z depresji, ale także, podobnie jak apostoł Paweł, przemienili to, co było dla nich "uciskiem", w siłę która pomagała im rekompensować okresy przygnębienia i smutku. Najbardziej zdumiewające jest jednak to, że potrafili oni pokonać własną depresję w czasach, kiedy nikomu nie śniło się jeszcze o żadnej terapii. Byli osamotnieni w swoich zmaganiach. Prawdę powiedziawszy, aż do lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku, każdy, kto cierpiał na poważną depresję i nie lądował prędzej czy później w zakładzie psychiatrycznym, mógł mówić o szczęściu.

W tamtych czasach z poważną depresją nie było żartów. Jeszcze stosunkowo niedawno, kiedy zaczynałem pracę jako terapeuta, leki przeciwdepresyjne były zupełną nowością, a ich działanie nie do końca sprawdzone, co powodowało, że były one zastrzeżone tylko dla osób cierpiących na bardzo poważne depresje lub depresje o charakterze psychotycznym. Pod niektórymi względami pierwsze leki przeciwdepresyjne powodowały skutki uboczne gorsze od samej depresji! Na szczęście żadne, nawet najbardziej poważne epizody depresyjne nie trwają cały czas. Epizod depresyjny (takiego, trochę mylącego słowa używają specjaliści) może trwać najdłużej dwa lub trzy lata, a to znaczy, że są okresy wytchnienia od choroby. Dawniej jednak hospitalizowano pacjentów właśnie na tak długi okres czasu, ponieważ byli oni wówczas całkowicie niezdolni do życia.

Pamiętam jak w pierwszym roku mojej praktyki terapeutycznej przyszedł do mnie pacjent cierpiący na głęboką depresję. Pierwszą rzeczą, jaką należało w takiej sytuacji zrobić, było dowiedzieć się od jak dawna znajduje się w tym stanie, ponieważ na tej podstawie można było wnioskować jak długo będzie jeszcze cierpiał. Ustaliłem, że znajdował się w stanie depresji od prawie dwóch lat. Nie pomagały żadne lekarstwa, a terapia elektrowstrząsowa przyniosła jedynie krótkotrwałą ulgę. Pamiętam, że powiedziałem mu wówczas, że jego atak depresji prawdopodobnie potrwa jeszcze tylko pół roku lub co najwyżej rok i moja diagnoza obu nam dodała otuchy. Oczywiście wiedzieliśmy, że nastąpią nieuchronnie kolejne ataki, ale i tak cieszyliśmy się z tych drobnych chwil szczęścia. Obecnie sytuacja jest pod tym względem o wiele lepsza. Nawet w wypadku ciężkich depresji, nie trzeba już stosować hospitalizacji i wciąż trwają prace nad jeszcze lepszymi i bardziej skutecznymi lekami przeciwdepresyjnymi.

Trudno w to uwierzyć, ale na depresję cierpiało wielu sławnych ludzi. Niektórzy historycy sugerują nawet, że stanowi ona dla takich osób rodzaj otrzeźwienia i przeciwwagę dla ich poczucia wszechmocy, sprowadzając ich z powrotem na ziemię. Wielcy ludzie, którzy cierpieli na depresję to między innymi Goethe, Bismarck, Tołstoj, generała Robert E. Lee oraz dziesiątki pisarzy i poetów. Zwłaszcza poeci wydają się być szczególnie podatni na depresję. Czy to wewnętrzne cierpienia czynią ich wielkimi poetami czy też bycie poetą czyni nas bezbronnym wobec wewnętrznych cierpień? Nie wiadomo.

Spośród żyjących w naszych czasach wielkich, cierpiących na depresję ludzi najbardziej zapadł mi w pamięć Winston Churchill. Churchill, człowiek, którego wiele pomysłów i przedsięwzięć do sześćdziesiątego roku życia prawie zawsze kończyło się klapą, trafił na swój moment w historii, kiedy wybrano go, by ocalił Imperium Brytyjskie przed napaścią Hitlera. Ojciec Churchilla oraz pięciu z siedmiu diuków Marlborough, przodków brytyjskiego premiera, także cierpiało na depresję, co wskazuje wyraźnie na jej genetyczne przyczyny. Churchilla dręczyły całe życie napady depresji i pogrążał się wówczas w mrocznej melancholii, którą nazywał swoim "czarnym psem". Każdego dnia mozolnie wypełniał swoje obowiązki modląc się o ulgę w cierpieniu, która nigdy nie nadeszła.

Roy Rogers (1911-1998) - "śpiewający kowboj", amerykański aktor i piosenkarz, często występujący w westernach ; b. popularny w Stanach Zjednoczonych w latach 1940- 1960 XX wieku (przyp. tłum.).

Charles Haddon Spurgeon (1834-1892) - słynny angielski kaznodzieja Kościoła Baptystów; jego cechujące się często humorem kazania cieszyły się ogromną popularnością.

powrót

© 2002-2007 Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze