Palec ojca
Dość powszechne jest myślenie o wprowadzaniu dzieci w wiarę w kategoriach czegoś, co trzeba im jakoś dać, ale czego związek z tzw. realnym życiem jest luźny, a w każdym razie niepewny czy niejasny.

W pewnym sensie jestem za młody, żeby pisać ten tekst. Mam trzydzieści jeden lat, czworo dzieci (z których jedno dopiero w drodze), najstarsze jest siedmiolatkiem. Nie mogę jeszcze wiedzieć, czy jestem dla nich dobrym nauczycielem wiary. To się okaże dopiero wtedy, gdy zaczną podejmować pierwsze dojrzałe decyzje. Nie mogę też wiedzieć, na ile słuszne jest moje rozumienie roli ojca, a z tego w dużej mierze wynika to, co – będąc ojcem – mówię czy robię. Mogę więc jedynie podzielić się refleksjami opartymi na codziennej praktyce (której rezultaty są niepewne) i kilkoma myślami natury ogólnej, co do których żywię nadzieję, że są słuszne. Tak też należy czytać moje słowa.

Tylko matka?

Kilka lat temu natknąłem się na zdanie, które bardzo mocno utkwiło mi w pamięci: „Nauczyłem się, że kiedy nowo narodzone dziecko chwyta swą maleńką dłonią po raz pierwszy palec ojca, trzyma się go już zawsze”. Na różny sposób można odczytywać te słowa. Z jednej strony to wielce trafna metafora zadania wpisanego w naturę ojcostwa, polegającego na stworzeniu dziecku właściwego systemu punktów oparcia i odniesienia. Z drugiej strony mówi o odpowiedzialności z tym związanej: jeśli ten system będzie wadliwy, oparty na nieprawdzie, moje dzieci do końca życia będą doświadczały jego skutków. Nauka wiary bardzo ściśle wiąże się z tak rozumianym zadaniem ojca, mało tego, stanowi jego rdzeń i istotę.

Zżymam się zawsze, ilekroć słyszę w kontekście homiletycznym albo szerzej: kaznodziejskim – a zdarzyło mi się to ostatnio co najmniej kilka razy – (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Tomasz Dekert - ur. 1979, religioznawca, pracownik Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego, wykładowca w Wyższej Szkole Filozoficzno-Pedagogicznej "Ignatianum", żonaty, ojciec czwórki dzieci, mieszka w Rajbrocie koło Bochni. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

NADWYŻKA

NIECH NAS GNIECIE

Bodajbyś cudze dzieci...

List do prezesa Coca?Coli

Godzina przyjścia Pana


komentarze



Facebook