Archwium > Numer 445 (09/2010) > (O)cena religii > Nie ma życia na parafii

Nie ma życia na parafii
Całe szczęście, że potrafimy dostrzec negatywne strony szkolnej katechezy, bo możemy jakoś temu zaradzić. Najgorzej byłoby, gdybyśmy piali z zachwytu, że jest świetnie.

Kiedy 20 lat temu katecheza wracała do polskich szkół, mówiło się raczej o tym, co na tym zyskają uczeń, rodzina i Kościół. Biskupi podkreślali, że nauczanie religii w szkole to powrót do tradycji, wszak przez wiele lat katecheza w szkole była. Zlikwidowali ją komuniści, walcząc o państwo świeckie, w którym nie ma miejsca dla Boga. Powrót katechezy był więc niejako przypieczętowaniem tego, że żyjemy już w wolnym, demokratycznym kraju. Hierarchowie zaznaczali, że nie jest to decyzja arbitralna, że poprzedzona została sondażami przeprowadzonymi wśród rodziców i duchownych, którzy chcieli, aby dzieci obok matematyki, języka polskiego i przyrody mogły się uczyć w szkole również religii.

Blaski i cienie

Niewątpliwym atutem tego pomysłu była strona organizacyjna przedsięwzięcia: w parafiach brakowało salek katechetycznych – szkoła gwarantowała, że katecheza będzie się odbywała w przyzwoitych, a niejednokrotnie o wiele lepszych warunkach niż do tej pory. Zyskiwali też rodzice, z których zdejmowano obowiązek przyprowadzania czy dowożenia dzieci na katechezę. Niektórym wydawało się też, że obecność katechetów w szkole, zwłaszcza osób duchownych, wpłynie na morale grona pedagogicznego i – przede wszystkim – uczniów.

Nie bez znaczenia było to, że katecheci świeccy mieli być wynagradzania tak jak inni nauczyciele, co znowu było pewną ulgą dla parafii, szczególnie tych mniej zamożnych. Wzrastał też prestiż katechety, który stawał się w szkole takim samym nauczycielem, jak pozostała część grona pedagogiczn (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo W drodze 2016). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Patrząc na Was, odpoczywam

W dobrych zawodach wystąpiłem...

Minuta trwa całe wieki

KTO JE UKRADŁ?

Przez nich świeci światło


komentarze



Facebook