Duszpasterz
Znamienne pozostaną na zawsze słowa zanotowane przez ks. Jerzego po spotkaniu z prymasem Glempem: "Zarzuty mi postawione zwaliły mnie z nóg. SB na przesłuchaniach szanowała mnie bardziej".

W latach stanu wojennego nie lubiłem ks. Jerzego Popiełuszki i nimbu, który go otaczał. Irytował mnie i zawsze miałem do niego dystans. Właściwie nie do niego samego, bo go nigdy nie spotkałem, ale do bogoojczyźnianej atmosfery, z jaką kojarzył mi się kościół na warszawskim Żoliborzu. Kilkakrotnie mogłem pojechać na msze za ojczyznę, które ks. Jerzy odprawiał w kościele św. Stanisława, ale nie chciałem tego uczynić. Wolałem się trzymać od nich z daleka. Zajrzałem tam tylko raz podczas pielgrzymki Jana Pawła II do Polski w 1983 roku – nie dlatego, by dotknąć przestrzeni Popiełuszki, a jedynie by przejść z przyjaciółmi śladami zamordowanego Grzegorza Przemyka. Nie znaczy to, że nie utożsamiałem się z wartościami, które głosił ks. Jerzy, bo uczestniczyłem w działaniach konspiracyjnych i szczerze pragnąłem pokonania komuny. Jednak miałem odczucie jakiejś przesady, zbyt wielkiej kondensacji.

Wszystko zmieniło się po zamordowaniu ks. Jerzego przez funkcjonariuszy SB. Z niepokojem słuchałem wieści, które docierały po jego porwaniu, choć nie zdziwił mnie fakt, że został zabity. Śledziłem potem proces toruński, a gdy zaczęły się ukazywać zbiory jego kazań, książki ukazujące jego postać i życie, starałem się je na bieżąco czytać.

Ksiądz Jerzy prawdziwie bliski stał mi się dopiero wtedy, gdy sam przyjąłem świecenia kapłańskie, gdy poznałem smak posługi duszpasterskiej. Okazało się, że szukając wzorców dla mojego kapłaństwa, mogę z powodzeniem się odwoływać do kapelana Solidarności. Doskonałym momentem do podsumowania mojej relacji z księdzem Jerzym Popiełuszką stał się film Wieczyńskich Popiełuszko. Wolnoś (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Paweł Kozacki OP - ur. 1965, prowincjał polskich dominikanów, duszpasterz, przez wiele lat redaktor naczelny miesięcznika "W drodze". Mieszka w Warszawie (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Słabością i siłą

NIKT MNIE TEGO NIE UCZYŁ

MIŁOSIERDZIE DLA NIEMORALNYCH

DZIĘKUJĘ

KOCHAM CIĘ, MÓJ WROGU


komentarze



Facebook