Kartki z dziennika
Pytam Anto o wojnę. Siedzimy u niego w małej celi. Był wtedy w Zagrzebiu. Ich nie tknęło, choć jeden z braci zginął. Podobno przez przypadek. Ale czy tak można mówić o wojnie? Przypadek?

Dzień pierwszy

„Croatia – be inspired”, sztandarowy slogan turystyczny opisujący atrakcje, które czekają na przybywających. I jeszcze taki, który zauważyłem na autostradzie: „Chorwacja – mały kraj na wielkie wakacje”. To niedaleko stąd Papież wołał: „kto może do końca odczytać tę kartę waszych dziejów, narody bałkańskie, i twoich dziejów, Europo?”. Mocne słowa, które mówił na gruzach miasta, a wspomnienia wojny były bardzo świeże. Ale to nie wszystko, bo w końcu najważniejsze wtedy, w Sarajewie w 1997 roku, brzmiało – „Powstań, masz rzecznika wobec Ojca, Jezusa Chrystusa Sprawiedliwego (…) Tylko On potrafi nam przynieść pokój zrodzony z miłości i skłonić nas do przebaczenia i pojednania”.

Wjeżdżamy nocą. Podnoszę zmęczoną głowę i choć jeszcze nic nie widać, kierowca informuje, że zaraz Zagrzeb. Rozmawiam ze starszą kobietą siedzącą obok. Mieszka tu od dwudziestu ośmiu lat. Nie wyobraża sobie powrotu do kraju. Poprawia się szybko, bo to tu jest jej kraj. Pytam o wojnę. Na chwilę milknie. Potem mówi, przeszukując wspomnienia, że właściwie się nie bała i cały czas mieszkała w domu, tu w Zagrzebiu. Tylko córkę z dzieckiem odesłała do Polski, gdy z okien domu zobaczyła, jak ustawiają artylerię i jak strzelają. Wtedy się bała. „Ja o tym nigdy nikomu nic nie będę umiał powiedzieć” – kończy swój jednostronicowy dziennik z wojny w Sarajewie jeden z mieszkańców. (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Roman Bielecki OP - ur. 1977, dominikanin, absolwent prawa KUL oraz teologii PAT, redaktor naczelny miesięcznika "W drodze", mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Drodzy Czytelnicy,

Drodzy Czytelnicy,

Drodzy Czytelnicy,

SYCYLIJCZYK

Drodzy Czytelnicy,


komentarze



Facebook