Co widzimy, co słyszymy?
Iz 35,4-7a Ps 146 Jk 2,1-5 Mk 7,31-37

W te wakacje płynąłem statkiem. Rejs ze Świnoujścia do Kopenhagi, pierwszy raz tak daleko. Elegancki prom, noc na morzu, po horyzont rozpostarty atłas wody, żadnej zmarszczki. Długie refleksy zachodzącego słońca kładły się na bezkresnej płaszczyźnie. Wyglądało to jak gigantyczna scenografia teatralna.

Następnego dnia zwiedzaliśmy miasto. Zwarta grupa turystów, podobna do tych, które tak śmieszyły mnie we Wrocławiu. Dziarskim krokiem zaliczaliśmy kolejne, zaznaczone na mapie czerwonym flamastrem miejsca warte zobaczenia. Melancholijna syrenka na kamiennym cokole, o który rozbijały się fale, pałac Rosenborg w pachnących różami królewskich ogrodach, Amalienborg i wykrzykujący komendy gwardziści w wielkich futrzanych czapach, dom Andersena, którego baśnie naznaczyły moje dzieciństwo skłonnością do nostalgii, tysiące kanałów, jachtów, starych żaglowców i rowerów.

Zobaczyć, wszystko trzeba zobaczyć, zapamiętać, zrobić zdjęcie. Przez moment uległem wrażeniu, jakby całe to miasto było przygotowane dla nas do zwiedzania. A przecież ludzie żyli tu swoim życiem. Oni byli tu u siebie, a my staliśmy się jedynie przypadkowymi widzami ich codzienności.

W naszej grupie był Krystian. Autystyczny chłopak w towarzystwie mamy o zmęczonej twarzy, stukającej butami na bardzo cieniutkich obcasikach. Krystian robił wrażenie nieobecnego, kiwał się, mruczał coś sam do siebie, czasem siadał na ziemi albo nagle zaczynał głośno klaskać. Gdzie był? Co słyszał? Nie mieliśmy dostępu do jego świata. Przecież to nie ma sensu, męczyć tak dzieciaka, który i tak nic nie rozumie, denerwowała się przewodniczka, paląc cienkie, damskie papierosy. Ależ on rozumie, on wie, byliśmy już w Wenecji i Rzymie, odpowiadała mama o zmęczonej twarzy i dało się wyczuć, że nie pierwszy raz musi się tak tłumaczyć. Czy miała jakieś dojście do jego wnętrza, jakiś szczątkowy kontakt, niewielkie przeczucie? A może wierzyła, że nowe wrażenia coś otworzą, uchylą drzwi i wąski promień światła wydobędzie cokolwiek z mroku zamkniętego pokoju?

„Otwórz się” – powiedział Jezus do głuchoniemego. Na boku, osobno, palce włożył w uszy, śliną dotknął języka. Bliski kontakt, niemal intymne dotknięcie. Ile trzeba, żeby przywrócić nas rzeczywistości? Zakończyć spektakl w teatrze lęków, zawrócić nas z ucieczki w światy misternych konstrukcji wyobraźni?


Wojciech Czwichocki OP - ur. 1966 w Bydgoszczy, dominikanin. Duszpasterz grupy postakademickiej 3/4, opiekun grupy medytacyjnej. Mieszka we Wrocławiu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Antyreklama

Arkadia czy królestwo Boże

Widz i uczestnik

Była sobie bajka

CV lub notka o autorze


komentarze



Facebook