Widz i uczestnik
Iz 50,4-7 Ps 22 Flp 2,6-11 Mk 14,1-15,47

Parę lat temu uczestniczyłem w pracach Scholi Teatru Wiejskiego Węgajty. Przygotowywaliśmy wspólnie i przedstawialiśmy średniowieczne, łacińskie dramaty liturgiczne. To była niezwykła przygoda. Najpierw warmińska wieś, dokąd zjeżdżaliśmy się z różnych części Polski, a nawet Europy. Tam się wszystko rodziło. Warsztaty chorału gregoriańskiego, choreografia, kostiumy, rekwizyty, długie rozmowy i dyskusje o misteryjnych źródłach teatru, o tym, że przedstawiany dramat jest integralną częścią liturgii, o roli zgromadzonej w kościele publiczności. Potem wyjeżdżaliśmy, czasem do olsztyńskiej katedry, czasem dalej, do Warszawy, do tynieckiego opactwa, a nawet do malowniczych tyrolskich wiosek czy olśniewającej zabytkami Florencji. Mimo różnic jedno było podobne. Wszędzie przychodzili widzowie. Chcieli zobaczyć przedstawienie. Niecierpliwili się w czasie monotonnych łacińskich nieszporów, których częścią był prezentowany przez nas dramat liturgiczny. Nie mogli zrozumieć, że trzeba wyjść z ławek, żeby w bocznej kaplicy zobaczyć, jak Jezus zstępuje do otchłani, jak z hukiem otwiera drzwi i wyprowadza uwięzionych. Nie wiedzieli, że można na koniec przejść w tanecznych pląsach w procesji i wyśpiewać z wszystkimi radość, którą się poczuło w sercu. Byli widzami. Przyszli, żeby zobaczyć, ocenić, wzruszyć się albo odejść w poczuciu rozczarowania, że się zmarnowało wieczór. Nie wiedzieli, że można więcej. Nasze zaproszenie, by poczuli się pełnoprawnymi uczestnikami misterium, przyjmowali z pewnym skrępowaniem. Może tylko z dziećmi było inaczej.

Niedziela Palmowa jest początkiem Wielkiego Tygodnia. W czasie mszy św. czytamy znacznie dłuższy niż zazwyczaj fragment ewangelii, opis męki i śmierci Jezusa. Nie jest to zwyczajne odczytanie. Podział na role sprawia, że przekaz staje się bardziej żywy, nawet jeśli słowa „Ukrzyżuj Go” brzmią nieco piskliwie z powodu mutacji głosu lektora. Jest inaczej niż zwykle. Być może o to wyrwanie nas z rutyny w przeżywaniu, nie tylko liturgii, ale w ogóle wiary, najbardziej chodzi. Tajemnice Wielkiego Tygodnia to sedno naszej „sprawy z Bogiem” – męka, śmierć na krzyżu, pusty grób. Przez całe lata możemy być widzami i nawet wzruszać się w odpowiednich momentach, i wciąż nie wiedzieć, że można więcej.


Wojciech Czwichocki OP - ur. 1966 w Bydgoszczy, dominikanin. Duszpasterz grupy postakademickiej 3/4, opiekun grupy medytacyjnej. Mieszka we Wrocławiu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Była sobie bajka

Nieznany Znany

Arkadia czy królestwo Boże

Antyreklama

Szczęściarze


komentarze



Facebook