Strażnicy świtu
Iz 35,1-6a.10 Ps 146 Jk 5,7-10 Mt 11,2-11

Dużo radości przynosi dzisiejsza niedziela. Przy ołtarzu rzadko używany, różowy kolor szat liturgicznych. Pomysł jego zastosowania wziął się z obserwacji nieba. Kto cierpiał na bezsenność albo nocą podróżował samochodem, wie, że gdy nad ranem poczyna ona przechodzić w dzień, świt różowi niebo. Przełamanie adwentowego fioletu znaczy, że do końca zbliża się czuwanie i blisko już Święta.

Strażnikiem świtu jest Jan Chrzciciel. Sam mówi o sobie, że jest głosem – pierwszym taktem, który zawiera myśl symfonii, ale nie jest jeszcze symfonią. Prorok jest dźwiękiem w ciszy, na pustyni, gdzie oczekiwanie i tęsknota często mieszają się z zagubieniem i beznadzieją. Dlatego Bóg lubi obdarzać człowieka zadaniem Jana Chrzciciela. Prorok podobny jest do świtu, rozjaśnia niebo dla tych, którzy nie potrafiąc czuwać, padają ze zmęczenia albo gubią się w bezsenności, tracąc nadzieję. Dzisiaj dziękuję więc za zwiastunów poranka. Myślę o Janie Pawle II, po którego śmierci ktoś zauważył, jak dobry musi być Bóg, skoro z Papieżem było tak wspaniale. Myślę o Matce Teresie z Kalkuty i zaskakującej książce o jej cierpieniu. Po lekturze ktoś ze wzruszeniem opowiadał o pociesze, którą niesie życie tej zakonnicy, ponieważ także ona doświadczała Boga jako nieobecnego.

Ale myślę też o znajomej, która dawno temu podarowała mi książkę. Odłożyłem ją na półkę, bo chociaż gorąco namawiała do lektury, wciąż nie znajdowałem na nią czasu. Niedawno, szukając inspiracji do kazania, natrafiłem wzrokiem na okładkę i zacząłem czytać. To opowieść o przyjaźni Adrienne von Speyr i Hansa Ursa von Balthasara. Ona, żona i lekarka. On, kapłan i teolog. Spotkali się w latach 40. poprzedniego wieku. Adrien nie znajdowała w swojej protestanckiej tradycji zrozumienia dla mistycznych objawień, którymi Bóg zaskakiwał ją od dziecka. Hans Urs wprowadził ją do Kościoła katolickiego, a ona obdarzyła go przekazanym przez Boga przesłaniem, że Kościół stał się zbyt teoretyczny i nie czerpie już siły z trwania na klęczkach przed majestatem Boga. Dziękuję Bogu za ich przyjaźń, o której czytam i z każdym zdaniem chcę przerwać lekturę, by pójść przed Tabernakulum. Tak właśnie rodzi się w człowieku Bóg. A wszystko dzięki temu, że ktoś nie uchylił się od zadania Jana Chrzciciela, proroka i, namawiając mnie, bym zaczął czytać, powtarzał, że Boże Narodzenie jest tużtuż.


Wojciech Prus OP - ur. 1964, dominikanin, doktor patrologii, studiował w Krakowie i Rzymie, przez osiem lat był dyrektorem Wydawnictwa "W drodze", obecnie jest duszpasterzem wspólnoty Lednica 2000. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Budzik, szafa i inne talenty

IZABELA TĘSKNI ZA RAJEM

ŚWIATŁOCZULI

Tęsknota i przyjaźń (1)

PYTANIE DO SAMEGO SIEBIE...


komentarze



Facebook