Archwium > Numer 423 (11/2008) > Poronienie - zrozumieć rodziców po stracie > Tak trudno zobaczyć w nas cierpiących rodziców

Tak trudno zobaczyć w nas cierpiących rodziców
Wchodzę na USG. Obok leży kobieta i słucha bicia serca swego dziecka, podczas gdy ja muszę słuchać słów obcesowego lekarza: "No tak, poroniła pani". Pielęgniarka pyta: "A dlaczego pani płacze, nie chce pani zostać w szpitalu?". Odpowiadam, że płaczę, bo właśnie straciłam moje dziecko. Widzę tylko jej zdziwione spojrzenie.

Jestem mamą pięciorga dzieci… To brzmi tak dumnie, tak szczęśliwie. Ale…

Gdy ktoś przygodnie spotkany zapyta, ile mam dzieci, odpowiadam: dwoje. Mówię, że mam dwoje dzieci, a w środku wszystko krzyczy: To nieprawda, mam pięcioro dzieci. Pięcioro!!!

Styczeń 1997 roku. Moje pierwsze dwie kreseczki. Zaplanowaliśmy sobie i oto jest Maleństwo. Tak po prostu. Cieszymy się na to, co nas czeka, już widzimy dziecięcy pokoik, wózek, białe łóżeczko. Ot, takie zwykłe oczywiste myśli szczęśliwych przyszłych rodziców.

Czerwiec 1997 roku. Wracamy do domu po wizycie w szpitalu. Dzidziula nieźle nas nastraszyła. Baliśmy się, że to już, a to dopiero 27. tydzień. Ale już dobrze, jesteśmy znowu w trójkę w domu zaopatrzeni w lekarstwa i zapewnienia „Wszystko będzie dobrze”. Muszę tylko leżeć, ale to żaden problem. Leżę obstawiona lekami, rozmawiam z Dzidziulą. Wszelki strach został zagłuszony tabletkami i wiarą, że nic złego się nie stanie. Bo przecież takie rzeczy wydarzają się innym ludziom, gdzieś tam w nieokreślonym bycie.

Wrzesień 1997 roku. Znów szpital, bo to już. Mąż usiłuje zasugerować położnej, że coś nie tak. Ona macha uspokajająco ręką, „Spokojnie, jeszcze czas”. Nagle wielki popłoch, tętno zanika, ogólna bieganina, nerwowa dyskusja lekarza i położnej… Ja leżę, a wszystko gdzieś poza mną, jestem dziwnie spokojna, bo głęboko przekonana, że nie może być inaczej niż dobrze.

Tym razem mieliśm (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.

     


zobacz także

Chwilowo opętani

Pojednanie po sekretach i kłamstwach

Stosunek Kościoła do niewolnictwa

Nie wyć z wilkami

NIEWIDZIALNE DZIEŁA MIŁOŚCI


komentarze



Facebook