Obrazy Ledóchowskiej
Lb 21,4b-9 Ps 78 Flp 2,6-11 J 3,13-17

Jakiś czas temu zaintrygowała mnie informacja, że święta Urszula Ledóchowska malowała. Niedługo po ślubach wieczystych została wysłana przez przełożonych, by uzupełniać pedagogiczne wykształcenie, i brała lekcje rysunków. Myślałem z podziwem o szerokości spojrzenia sióstr Urszuli Ledóchowskiej. Jej malarstwo musiało przecież wymagać czasu i nakładów finansowych.

Bardzo chciałem zobaczyć jej obrazy, sądząc, że będzie to jeden ze sposobów spotkania się ze świętą. Okazją stał się pobyt w Pniewach, podczas dni skupienia jednej z grup gromadzących się przy naszym poznańskim klasztorze. Oglądałem dzieła ukazujące Zwiastowanie, Maryję Królową Wszechświata, ale najbardziej poruszył mnie Chrystus ukrzyżowany. Znajduje się na lewej ścianie kaplicy grobu Matki Urszuli. Zbawiciel ukazany jest na bardzo ciemnym, wręcz czarnym tle, z prześwitami jaśniejszej zieleni. Żadnej perspektywy, krajobrazu, jakby wychodził z ciemności. Takie tło przywodzi na myśl ludzkie doświadczenie pustki. Kojarzy się z opisywanym przez Księgę Rodzaju bezładem sprzed stworzenia świata, chaosem, do którego niekiedy wracamy przez grzech. Na obrazie ta otchłań wypełnia się jasnością, a Krzyż jest jak lampa. Nie wiem, czy święta myślała o liturgicznym dniu podwyższenia Krzyża, tworząc swoją pracę. Przedstawiła jednak tajemnicę Zbawienia, wyrażaną cytatem z proroka Izajasza „w Jego ranach jest nasze zdrowie”. Otchłań ludzkiej ciemności, wypełniona Krzyżem, zostaje oswojona.

Jednak po okresie krakowskim Urszula przestała malować. Jej siostry mówią, że nie miała na to czasu i możliwości. W roku 1907, mając 42 lata, podjęła jakby drugie powołanie. Wyjechała z Krakowa do Rosji, do Sankt Petersburga, żeby zajmować się dziećmi i młodzieżą polskiej emigracji, otaczając opieką także liczne sieroty. Z czasem swoimi działaniami objęła pobliską Finlandię. Przyglądając się jej pracy, napisał wtedy o niej pewien duński dziennikarz: „jest kobietą małą, wątłą, o rysach subtelnych, oczach pełnych ognia i włosach śnieżnych [...]. Ruchy i sposób odzywania się świadczą o woli niezłomnej, której istnienia nikt nie podejrzewałby w osobie tak filigranowej”. Ta filigranowa zakonnica najskuteczniejsze duszpasterstwo zwykła nazywać apostolstwem uśmiechu. Patrząc na wielkość jej dzieła, trudno się oprzeć wrażeniu, że Krzyż Chrystusa, namalowany kiedyś na obrazie, potem został wywyższony w niej samej. Uśmiechem swojego życia opowiadała, że ciemność nie tylko można oswoić, ale z Chrystusem ukrzyżowanym staje się ona jasnością.


Wojciech Prus OP - ur. 1964, dominikanin, doktor patrologii, studiował w Krakowie i Rzymie, przez osiem lat był dyrektorem Wydawnictwa "W drodze", obecnie jest duszpasterzem wspólnoty Lednica 2000. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

ŚWIATŁOCZULI

O CIERPLIWOŚCI BOGA I DOJRZAŁOŚCI CZŁOWIEKA

Wstydliwa fotografia

Znaleźć właściwą miarę

JESTEM TRĄBĄ


komentarze



Facebook