Bliźniacy
Dz 2,42-47 Ps 118 i 14 1 P 1,3-9 J 20,19-31

Tomasz apostoł, którego tradycja – chyba niestety – zapamiętała pod imieniniem Niewiernego Tomasza, zostaje nam dzisiaj w Ewangelii przedstawiony za pomocą nieco tajemniczego greckiego słowa: Didymos. Oznacza ono kogoś podobnego, wyglądającego tak samo, jak ktoś inny. Najprościej byłoby przetłumaczyć je jako bliźniak. Wskazuje to, że Tomasz miał pewnie jakiegoś brata bliźniaka i właśnie w ten sposób go zapamiętano – nie znamy go, Ewangelia nic o nim nie wspomina, ale właśnie ten szczegół utkwił w pamięci uczniom.

Myślę jednak, że nie pomijając faktu rzeczywistego bliźniactwa Tomasza, można potraktować to określenie jako znak czegoś zupełnie innego. Może to przydomek, który nadali mu chrześcijanie, aby wskazać na jego podobieństwo do Chrystusa? Oczywiście nie zewnętrzne, ale podobieństwo ducha. W końcu nazwa chrześcijanie również wskazuje na podobieństwo wierzących do Chrystusa. Byłoby czymś niezwykle pięknym, abyśmy w taki sposób upodabniali się do Niego, by nazywano nas Jego bliźniakami. Aby ludzie, patrząc na nas, czasem nawet nas nie znając, doznawali poczucia, że jesteśmy bliźniaczo podobni do naszego Pana.

Warto zauważyć, w jakim kontekście poznajemy Tomasza jako bliźniaka Jezusa. Widzimy scenę dotykania ran Zmartwychwstałego, które pobudzają wiarę Tomasza i sprawiają, że wyznaje on Jezusa jako Pana i Boga. Skoro nazwano Tomasza bliźniakiem, może wobec innych ludzi Tomasz wykonywał ten sam gest, który wobec niego uczynił Pan. Może Tomasz dawał innym przystęp do swoich ran, do swoich słabości, które zostały przemienione przez zmartwychwstanie Chrystusa. I zobaczono w tym gest bliźniaczo podobny do gestu Pana. Zobaczono, że dawanie innym przystępu do siebie, do tego, co bolesne, co może było przyczyną hańby, a jednocześnie zostało dotknięte łaską przemienienia, która objawiła się w zmartwychstaniu Chrystusa, może budować wiarę innych. Wiarę w ich własne uzdrowienie, w uwolnienie od zła i grzechu.

W niedzielę miłosierdzia może warto zobaczyć, że miłosierdzie możemy sobie nawzajem okazywać, dając innym przystęp do naszych ran i słabości, które, mamy nadzieję, są przemieniane przez zwycięstwo Chrystusa. Miłosierdzie niekoniecznie przychodzi przez to, co silne i zdrowe, przez tych, którzy są święci i wolni od słabości, ale przez kroczenie razem, w towarzystwie naszych słabości. Czy jesteśmy bliźniakami Chrystusa, którzy próbują naśladować Jego gesty, gesty miłosierdzia? Gesty dotykania swoich ran?


Adam Szustak OP - ur. 1978, dominikanin, wędrowny kaznodzieja, przez kilka lat duszpasterz akademicki krakowskiej "Beczki", prowadzi stronę www.langustanapalmie.pl, mieszka w Łodzi. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Za pierwszym razem?

Milion złotych

Żeby się Pan Bóg zarumienił

Ukryte pręgi

ŻÓŁW I KOGUT


komentarze



Facebook