Test nadziei
Iz 35,1-6a.10 Ps 146 Jk 5,7-10 Mt 11,2-11

Jan Chrzciciel kiedyś żył surowym życiem proroka, nawoływał ludzi do nawrócenia, bezkompromisowo głosił prawdę, odważnie zapowiadał sąd, był głosem nadchodzącego Boga, a teraz tkwi bezbronny, zamknięty w więzieniu. Kiedyś ciągnęły do niego tłumy, podejrzewając, że to on jest oczekiwanym mesjaszem, dziś zaś uwięziony przez Heroda, zapomniany przez ludzi zadaje pytanie: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?”. Szarańcza i miód leśny okazały się wykwintnymi daniami wobec więziennego chleba. Żar skalistej pustyni miejscem komfortowym wobec ciemności Herodowego lochu. Trudniejsze od fizycznej udręki są długie dni rozmyślania o sensie przepowiadanej nadziei, której spełnienia nie widać, i całkiem ludzkiego pytania, czy jego posłannictwo miało sens, czy się nie pomylił. Przecież wszystko miało wyglądać inaczej.

Podobna jest sytuacja tych, którzy zawierzyli swoje życie Bogu, a nie odnaleźli w szczęścia. Mimo marzenia o rodzinie nie znaleźli męża albo żony. Mimo wielu lat przepracowanych w służbie ludziom nie doczekali się wdzięczności. Kiedyś aktywnie uczestniczyli w życiu Kościoła i społeczności, dziś rozciągnięci na szpitalnych łóżkach, odrzuceni przez dzieci, zdradzeni przez przyjaciół, zamknięci przez starość w domach, przeżywają dramat samotności, walczą z ciemnościami zalegającymi w sercu.

Łatwo zawierzyć Bogu, gdy świat stoi otworem, a „pustynia i spieczona ziemia rozkwita i wydaje kwiaty i lilie polne”, prorokować, gdy nadzieja na spełnienie zapowiedzi jest tak wyraźna, jakby miały zrealizować się już jutro. Znacznie trudniej, gdy nie ma już czasu na wypełnienie oczekiwań, gdy w gruzach leży dzieło życia, gdy wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że nie będzie radości. Niełatwo żyć wiarą w sens swojej misji, gdy głosiło się sprawiedliwy sąd Boży, a Jezus przynosi dobrą nowinę o miłosierdziu, gdy zapowiadało się wyzwolenie więźniom, a Ten, który miał przynieść zbawienie, nie robi nic, by wybawić kuzyna gnijącego w więzieniu. Nieprzypadkowo św. Jakub musi umacniać pierwszych chrześcijan: „Trwajcie cierpliwie…”, „nie uskarżajcie się, bracia…”.

Błogosławiony, który dokonał wielkich rzeczy, a nie zwątpił wtedy, gdy niczego już światu nie mógł zaoferować. Dane mu będzie spotkać Boga innego niż człowiecze wyobrażenia, opuszczonego przez przyjaciół, bezradnego wobec ludzkiej wolności. Wtedy zostanie napełniony światłem, którego nie zgaszą żadne ciemności.


Paweł Kozacki OP - ur. 1965, prowincjał polskich dominikanów, duszpasterz, przez wiele lat redaktor naczelny miesięcznika "W drodze". Mieszka w Warszawie (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

DZIĘKUJĘ

Na krawędzi

MROK SZKICOWANY ŚWIATŁEM

WIĘKSZY SMUTEK

Odwrotny kierunek


komentarze



Facebook