Przebić krąg
Mdr 11,22-12, 2 Ps 145 2 Tes 1,11-2,2 Łk 19,1-10

Istnieje szalenie niebezpieczne doświadczenie grzechu, które skazuje na bycie poza kręgiem dotychczasowych relacji, a wręcz doprowadza do wyrzucenia na bruk życia społecznego. Ten stygmat, którym może być publiczny skandal albo otwarte sprzeniewierzenie się powszechnie przyjmowanym wartościom (kolaboracja, zdrada), zamyka szczelnie człowieka w jego świecie zdrady i grzechu. Człowiek wówczas staje się mały – we własnych oczach, a może jeszcze bardziej w spojrzeniu innych.

Niebezpieczeństwo tej sytuacji polega na tym, że trzeba szybko przebić przeklęty krąg potępienia i osądu, który dramatycznie stygmatyzuje człowieka, odbierając mu godność i wiarę w dobro, i jeszcze bardziej pogrążając w otchłani zła. Niestety, brakuje często na horyzoncie tych, którzy by go zniszczyli, ożywili nadzieję, zapalili światło prawdy, która wyzwala, a nie bezpardonowo powala.

Dlatego zadziwia, ileż desperacji i woli walki było w Zacheuszu. Ten celnik doskonale wiedział, że nie ma nikogo, kto by chciał go przyprowadzić do Jezusa. Zdawał sobie sprawę, że został już skreślony przez swoich ortodoksyjnych braci i siostry z Izraela.

Wspiąć się na zacheuszowe drzewo to wyjść z tłumu, który o tobie zapomniał i cię przekreślił. To pokazać innym jeszcze raz swoją małość i nieporadność, zaryzykować fałszywy krok i jeszcze boleśniejsze ośmieszenie, tylko po to by ujrzeć Jezusa.

Jednak Mistrz z Nazaretu zawsze dostrzeże nawet najbardziej żałosne szamotanie się ludzkiej nadziei na drzewie, które już za chwilę może stać się drzewem zbawienia albo pozostać drzewem śmierci. Dlatego, wspinając się na zacheuszowe drzewo, warto wsłuchać się w głos Jezusa, a nie w jęk zbulwersowanego tłumu. Jedno zdanie Jezusa rozbija przeklęty krąg grzechu Zacheusza, z którego ten wychodzi uzdrowiony, to znaczy gotowy na pojednanie ze sobą i ludźmi, których skrzywdził.

Potrzeba nam zacheuszowego drzewa, by ujrzeć i usłyszeć Jezusa, bo czasami tłum pobożnych i małość moralna nie pozwala dostrzec w swoim grzesznym życiu Zbawiciela.

Dlatego prośmy o odwagę Zacheusza, ale także prośmy o to, by nasze życie stawało się drzewem, na które niejeden Zacheusz będzie mógł się wspiąć i zejść z niego uzdrowiony.


Michał Adamski OP - ur. 1977, dominikanin, przeor klasztoru św. Jacka w Warszawie. Autor książek "Przejść pustynię, czyli od rozpaczy do nadziei" (2006) oraz "Miłość, która się spóźnia" (W drodze, 2012). (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

ZWYCIĘSTWO O SMAKU PORAŻKI

BÓG ŻYWY CZŁOWIEKA ŻYJĄCEGO

Najgorsze miejsce jest zajęte

Morza naszych wnętrz

Wierna miłość przy łożu boleści


komentarze



Facebook