Chrystus bez karabinu
Dz 14,21-27 Ps 145 Ap 21,1-5a J 13,31-33a.34-35

Chrześcijanie mają się wzajemnie zachęcać, by wytrwać w wierze, bo przez wiele ucisków przyjdzie nam przejść. Nasza wiara nie jest komfortową polisą ubezpieczeniową, chroniącą nas przed bólem życia i oferującą natychmiastowe ulgi w cierpieniu. Nasza wiara nie rośnie wraz z nami w rajskim ogrodzie, podlewanym łaską Bożą typu instant. Wiara nasza jest kierunkowskazem w drodze powrotnej do naszego domu, ukazującym wędrowcowi horyzont nadziei.   Może zrodzi się wówczas pokusa, by przestać trwać w wierze, by nie tyle wytrwać, ile przetrwać. Tak się budzą nasze wielkie i małe rewolucje, w świetle których Bóg się nie sprawdza, nie zdaje egzaminu z naszego życia. Wtedy tęsknimy – może już nie za złotym cielcem, ale za bliskim Chrystusem z karabinem na ramieniu. Takim, jakiego namalował niejaki Carlos Alonso po zabójstwie Che Guevary. Obraz ten zrobił wielką karierę w Ameryce Łacińskiej, stając się symbolem człowieka, który z bronią w ręku sam walczy o swoją sprawiedliwość i lepszy świat bez łez i ucisku, nie czekając na czasy ostateczne, czyli niedzisiejsze.

Takie plakaty Chrystusa–rewolucjonisty rozwieszali na murach i rozprowadzali na ulicach studenci w krajach dyktatury wojskowej. Ale taki obraz niejeden z nas i teraz niesie w sercu. Zwłaszcza wtedy, kiedy nie da się już żyć i wierzyć jednocześnie, kochać i trwać, ale chce się porzucić, by przetrwać.   Wtedy, kiedy Boga nie można odnaleźć w świecie, chociaż się Go szuka. Boga, za którym nie da się iść, chociaż by się chciało, bo to Bóg niknący w wielkich mrokach dziejów i w mozolnej codzienności walki o naszą ludzką godność. Bóg ginący wraz z zdesperowanym rewolucjonistą w wielkich lasach łacińskiej Ameryki. Bóg ginący wraz z terrorystą na przedmieściach katolicko– –protestanckiego miasta. Bóg ginący z fanatykiem w samochodzie pułapce na orientalnym targowisku. Bóg umierający w rodzinie zapitej na śmierć. Bóg zabity, zanim się narodzi wraz z dzieckiem – pomyłką losu.

Jednak Stwórca zostawił ślad, dzięki któremu można Go odnaleźć. Jeden przyblakły, wątły znak na krętym szlaku, który mówi: kochać tak, jak On kochał! Kochać siebie wzajemnie, tak jak On pokochał! Tylko po tym nas poznają, tylko po tym Boga poznają. Tylko tak świat uwierzy. Tylko po tym Boga odnajdą. Wszystko inne nie wytrwa, nie przetrzyma, nie ostoi się. Tylko miłość rozbroi naszego ludzkiego„Chrystusa” z karabinem na ramieniu.

Miłość wszystko przetrzyma. Tylko miłość może przetrwać.


Michał Adamski OP - ur. 1977, dominikanin, przeor klasztoru św. Jacka w Warszawie. Autor książek "Przejść pustynię, czyli od rozpaczy do nadziei" (2006) oraz "Miłość, która się spóźnia" (W drodze, 2012). (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

BÓG ŻYWY CZŁOWIEKA ŻYJĄCEGO

Przebacz to Chrystusowi

ZWYCIĘSTWO O SMAKU PORAŻKI

Miłość, która zejdzie na samo dno

Zapalaj innych


komentarze



Facebook