Jestem miłością
Wj 3,1-8a.13-15 Ps 103 1 Kor 10,1-6.10-12 Łk 13,1-9

Czas naszego życia jest czasem podarowanym nam po to, abyśmy wypełnili go czynionym przez nas dobrem. Tak można by podsumować główną ideę dzisiejszego fragmentu Ewangelii. Co prawda ludzie, którzy przynieśli informację o śmierci Galilejczyków, spodziewali się raczej wytłumaczenia zagadki cierpienia, a zwłaszcza nieszczęść, które spadają na niewinnych ludzi. Jezus jednak jakby nie chce o tym rozmawiać. Zmierza do czegoś innego, mówi: każdego, także was może spotkać nieszczęście, i to gorsze niż tych, którzy zginęli w katastrofie. Tym nieszczęściem jest bezowocność życia. Przeświadczenie, że żyło się po nic, zupełnie bez sensu, że życie przeżyte i już dokonane nie miało żadnej wartości, bo nie przyniosło dobrego owocu.

Bez wątpienia tak pesymistyczne spojrzenie jest przesadą. Życie każdego człowieka ma wartość i trzeba by dokonać niewyobrażalnego zła, aby ją nadwerężyć. Ale inaczej spogląda na swoje życie człowiek, który dokonał wiele dobra, a inaczej ten, kto wspominając, co się stało, widzi głównie zło. Dobrze przeżyć własne życie to wielka sztuka. Jak tego dokonać?

Przede wszystkim to Pan Bóg pierwszy wychodzi nam naprzeciw, ukazując drogę dobrego życia. Obdarza każdego z nas powołaniem i objawia swoje imię, tak jak w przypadku Mojżesza, o którym opowiada Księga Wyjścia. Poznając imię Boga – „Jestem, który jestem”, Mojżesz widzi także, kim sam ma się stać jako człowiek stworzony na Boży obraz. Istnieje zasadnicza różnica pomiędzy filozoficznym czy teologicznym pojęciem Boga a Jego imieniem. Pojęcie ma na celu zrozumienie, czym coś jest, co w przypadku Boga jest możliwe tylko w ograniczonym zakresie. Imię nie pyta o istotę jakiejś rzeczy – jest po to, aby rzecz nazwać, ustanowić relację. Bóg objawia swoje imię, aby można było Go wzywać. „Jestem” oznacza zatem „jestem dla was”, „jestem, aby pomagać”. W tym imieniu wyraża się bliskość Boga, Jego pragnienie przebywania pośród swojego ludu. Wiele lat po wydarzeniach opisanych w Księdze Wyjścia św. Jan Ewangelista rozwinie treść imienia Bożego i napisze: „Bóg jest miłością”.

Bóg jest bliski człowiekowi po to, aby i człowiek ze swej strony stał się bliski Bogu. A Bogu staje się bliski człowiek, gdy, tak jak Bóg, „jest dla”. Gdy potrafi przeżywać swoje życie jako dar dla bliźniego. Gdy wiara przynosi w życiu owoce poprzez miłość i dobro.


Grzegorz Chrzanowski OP - ur. 1965, dominikanin. Wykładowca filozofii w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym oo. Dominikanów oraz na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II. Mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

WIELKOŚĆ CZŁOWIEKA

MĘDRCY ZE WSCHODU

Ateista może być zbawiony

SŁABOŚĆ

WŁADZA STĄPANIA PO WĘŻACH I SKORPIONACH


komentarze



Facebook