Kochać i okazywać miłość
Bóg oddaje nam dzieci na wychowanie, ale nie na własność. One same nawiązują z Nim kontakt albo nie - mądrość rodziców polega na tym, by dać swoim dzieciom narzędzia, które pozwolą im dotrzeć do Najwyższego, a nie wpychać Mu je na siłę w objęcia.

Ojcze Wojciechu, drogi Wojtku,

prosisz mnie, bym napisał o wychowywaniu dzieci do wiary, ale mnie – ojcu dwóch córek – nic mądrego do głowy nie przychodzi. Gubię się w banałach typu: „dobrze jest się wspólnie modlić” albo: „coniedzielna msza spaja rodzinę”. To prawda, dobrze jest się modlić, a Eucharystia spaja, ale moje wątpliwości dotyczą zupełnie czego innego.

Po pierwsze, moja starsza córka jest dziś gdzieś na obrzeżach Kościoła: nie uczęszcza na msze, nie modli się, żyje w konkubinacie i nie zamierza zmieniać tego stanu rzeczy. Krótko mówiąc, 23–letnia Marysia jest nominalną katoliczką, ale żyje w oderwaniu od Kościoła. I nie szuka drogi powrotu, bo czuje się zawiedziona i sfrustrowana jego słabościami. Jest – jak wiele osób w jej wieku – wyczulona na upolitycznienie czy zwykłą głupotę niektórych księży, ale nie dostrzega własnej hipokryzji. Gdy ją spytasz, czy w tym beznadziejnym polskim Kościele chciałby ochrzcić swoje dzieci albo wyjść za mąż, to oczywiście odpowie, że tak i że chciałaby, żeby było podniośle i pięknie.

Rozmawiam z nią często na te tematy i staram się uczulić przynajmniej na głos zdrowego rozsądku – ze średnim skutkiem. Marysia miała w swoim życiu różne okresy religijne: na czas przystąpiła do pierwszej komunii św. i bierzmowania, potem w ramach buntu pod koniec średniej szkoły przestała chodzić do kościoła i na lekcje religii, następnie nagle zapała (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.

     


zobacz także

Kościół w ćwierćwiecze pontyfikatu Jana Pawła II (cz. 2)

Rany czy blizny?

Wydziedziczony

Ewangeliczne świadectwa boskości Pana Jezusa

Znamię Bestii


komentarze



Facebook