Normalni święci
Ap 7,2-4.9-14 Ps 24 1 J 3,1-3 Mt 5,1-12a.

„Potem ujrzałem, a oto wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojących przed tronem i Barankiem” (Ap 7,9).

Są różne przepisy – na zdrową żywność, na konserwację butów przed wędrówką w góry, na nalewkę z aloesu... Jest również mnóstwo mądrych książek i pouczeń na temat tego, jak zostać świętym. Mówią nam, która szkoła duchowości szybciej do tego prowadzi. Znamy również spowiedników i ojców duchownych, którzy swoich podopiecznych z nadzwyczajnym poświęceniem przygotowują do rychłej kanonizacji. Jednak w tym wszystkim pojawia się podstawowe pytanie – jakie miejsce zajmuje Pan Bóg w moim codziennym życiu? To On przecież powiedział: „Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty”. Świadomie więc chcę być święty, bo to jedyne, sensowne i normalne rozwiązanie w moim życiu.

Chrystus tłumaczył swoim słuchaczom, którymi drogami dochodzi się do świętości: na początek, podążając śladem ośmiu błogosławieństw, a potem, gdy już dorośniesz duchowo, to może i śladem krzyża.

Spotkaliśmy w życiu wielu ludzi, którym nie zależało na tym, że podczas ich pogrzebu wywieszono napis: Subito santo. To dobrze, że tak uhonorowano papieża, ale moją osobą, moim dorobkiem życiowym i tzw. zasługami ani sobie, ani mnie nie zawracajcie głowy. Po co robić tyle zamieszania? Pogrzeb się przedłuży! Być dobrym dla innych, pomóc, jak potrafię, podzielić się tym, co jeszcze mam, nie zadzierać nosa, zrezygnować z czegoś na rzecz innych, pójść do spowiedzi, jeśli sumienie gryzło, a bez komunii świętej ciężko chodzić po ziemi nawet po ćwiczeniach w siłowni itd. – to przecież takie normalne, ludzkie.

Ewangelia, a szczególnie osiem błogosławieństw – to recepta na normalność dla każdego człowieka, który ma w sobie odrobinę uczciwości i wrażliwości na otaczający go świat i jego potrzeby. Tym, którzy przenieśli się do wieczności, nie przyszło do głowy, kiedy byli jeszcze między nami, aby policzyć swoje „ataki świętości” czy zastanawiać się, na którym są już schodku do nieba.

Wierzymy, że chodzą teraz po niebieskich pastwiskach i dalej zastanawiają się na tym, czy oprócz kontemplacji Pana Boga można coś jeszcze wymyślić dla tych, z którymi byli na ziemi. To przecież takie normalne, ludzkie.

Możemy i my dołączyć do tego wielkiego tłumu błogosławionych, który św. Jan Apostoł zobaczył przed tronem i Barankiem, jeżeli jako wierzący będziemy na ziemi normalni.

     


zobacz także

Ślepiec

GŁOS Z KRYJÓWKI

WYŚWIĘĆMY, TYLKO CO DALEJ

WĘDROWNA IKONA

Więcej niż pokolenie


komentarze



Facebook