Archwium > Numer 398 (10/2006) > Dominikanie na niedziele > Rządzenie zaczyna się w sercu

Rządzenie zaczyna się w sercu
Iz 53,10-11 Ps 33 Hbr 4,14-16 Mk 10,35-45

Dwóch apostołów chciało władzy dla siebie, a pozostałych dziesięciu im tego zazdrościło. To jasny dowód na to, że władza nie jest rozumiana jako służba. Pan Jezus znów pozostał sam.

Władza traktowana jako służba stara się odpowiedzieć na potrzeby tych, którzy są jej powierzeni. Zaczyna się zawsze od wsłuchiwania się i nazywania tego, czego potrzebują ci, za których przyjęło się odpowiedzialność. Tak sprawowana władza zakłada też minimalną wolność w stosunku do siebie, bo sprawujący rządy nie może narzucać swoich celów i dbać tylko o własne korzyści. Pan Jezus dodaje, że rządzenie wymaga gotowości na przyjęcie cierpienia, które wynika chociażby z niemożności przewidzenia rezultatów swoich działań oraz zwykłej ludzkiej niewdzięczności.

Traktowanie władzy jako służby jest sprawą serca. Nie zależy ona od systemu politycznego, w którym przyszło nam żyć. Można ją tak traktować zarówno w demokracji, jak i w monarchii. Bez znaczenia jest również sfera działalności – można kierować się służbą, sprawując rządy w państwie, w mediach, w biznesie, rodzinie lub Kościele. To najważniejsze zaczyna się zawsze w sercu. O jakości rządzenia decyduje wrażliwość na ludzką dolę i niedolę.

Demokratyczna procedura nie gwarantuje wyłonienia wyłącznie tych, którzy w swojej działalności kierują się służbą. Wyborcy nie zawsze są przygotowani na podjęcie właściwych decyzji, często kierują się powierzchownymi opiniami. Nieraz dają się zwieść obietnicom populistów i manipulacjom specjalistów od public relations. Oczywiście zdarzają się szczęśliwe zbiegi okoliczności, gdy wybór pada na kogoś, kogo rzeczywiście cechuje zdolność do pełnienia prawdziwej służby, ale procedura nie daje nam tej pewności.

Koncentracja na służbie nie musi oznaczać stuprocentowej skuteczności działań. Sługa chce odpowiadać na realne potrzeby powierzonych sobie osób, ale nie na wszystko ma wpływ. Również Pan Jezus nie wszystkich uzdrowił, nie wszystkich nawrócił, a niektórzy nawet „przestali z Nim chodzić”. Dla Jego królestwa nieskuteczność i porażka były bez znaczenia, bo ono jest zbudowane na miłości i prawdzie. Sługa, którego stać na wierność miłości i prawdzie, współtworzy coś, co trwa na wieki. Ani chwilowy sukces, ani drobna porażka nie odwodzą go od służby tym, których pokochał.

     


zobacz także

Cisza

Opowieści o swoich drogach

Dwa doświadczenia

Opowiadanie o potopie

Brat Stanisław


komentarze



Facebook