Bóg woła po imieniu
1 Sm 3,3b-10.19 1 Kor 6,13c-15a.17-20 J 1,35-42

Liturgia słowa przypomina mi dwa rodzaje kłopotliwych sytuacji, które dość często przytrafiają mi się w życiu. Jako duszpasterz szkół średnich i katecheta spotykam się z wieloma młodymi ludźmi. Bardzo często pamiętam ich twarze, kojarzę, w jaki sposób się ubierają, w jaki sposób się poruszają lub jak mówią, ale niestety mam tę wadę, że z trudem przychodzi mi zapamiętywanie ich imion. W takiej sytuacji nie wiem, co mam powiedzieć. Próbuję tak prowadzić rozmowę, żebym nie musiał wypowiedzieć imienia danej osoby. Niekiedy jest jeszcze gorzej: zamiast „Kasiu” mówię „Aniu” albo zamiast „Krzysiek” mówię „Grzesiek”... Wtedy zdarza mi się widzieć na twarzy tego człowieka zdziwienie, lęk i smutek. Tego smutku w oczach drugiej osoby najbardziej się boję.

Imię w Biblii ma ogromne znaczenie. Dla Izraelitów imię nie było tylko prostym określeniem osoby bądź rzeczy, lecz przede wszystkim opisywało rolę, jaką ta osoba bądź rzecz odgrywały w świecie. Bóg dokonuje stworzenia, nadając nazwy wszystkim stworzeniom: określa, co jest dniem, co nocą, co niebem, a co ziemią. Przepiękne jest biblijne opowiadanie, w którym Bóg poleca, aby Adam nadawał imiona otaczającym go stworzeniom, i dopiero wtedy nabierają one sensu i znajdują swoje miejsce w świecie. Każde imię nadawane dzieciom w Izraelu wyrażało przyszłą działalność nowo narodzonego bądź było zapowiedzią jego powołania. Na tym nie kończy się biblijna przygoda z imieniem. Pan Bóg, gdy mówi do człowieka, gdy pragnie go posłać, gdy chce go wybrać, zawsze zwraca się do niego po imieniu. Bóg woła Samuela i woła go po imieniu. Chce go wybrać do wielkich i wspaniałych rzeczy, chce zmienić jego życie i zapewne nie chce go przestraszyć i wzbudzić w nim lęku, więc woła go po imieniu.

Nie inaczej czyni Jezus. Jezus to mistrz mówienia do człowieka po imieniu. Bardzo często w kontaktach z ludźmi, którzy pragną z Nim rozmawiać, którzy chcą prosić Go o coś, zwraca się do nich po imieniu. Jezus idzie też dalej: nadaje nowe imię. „A Jezus, wejrzawszy na niego, powiedział: »Ty jesteś Szymon, syn Jana; ty będziesz nazywał się Kefas« – to znaczy: Piotr” (J 1,42). Spotkanie z Jezusem jest więc spotkaniem, które przemienia. Stanowi zachętę do tego, abyśmy mieli uszy, oczy i serca otwarte na wołanie Pana Boga, bo On chce zamieszkać w naszych sercach. Zachętę, abyśmy do siebie zwracali się po imieniu, bo tak do nas zwraca się sam Bóg. Zachętę też do tego, abyśmy przez cały rok pamiętali o cieple, dobru i serdeczności, które przyniosło Boże Narodzenie.

     


zobacz także

Pytanie z podtekstem

PIEKŁO BOGÓW

HEJ, MAŁODUSZNI

TRASA SZEŚĆ ZET

ŻYCIE BEZUŻYTECZNE


komentarze



Facebook