Siewca
Iz 55,10-11 Rz 8,18-23 Mt 13,1-23

Popularne przysłowie mówi: Co człowiek sieje, to i żąć będzie. Odzwierciedla ono sytuację człowieka, który mimo uwikłania w przeróżne sytuacje, pozostaje, czy chce czy nie chce, odpowiedzialny za swoje czyny i słowa. Przypowieść o siewcy wskazuje na radykalną konsekwencję wcielenia: Bóg stał się człowiekiem, a to oznacza, że przyjął ludzkie ograniczenia, zgodził się na warunki, w których działamy wszyscy. Należy do nich ryzyko drogi, ryzyko skały, ryzyko cierni – ryzyko klęski, niepowodzenia, zawodu. Należy do nich zgoda na powolny, niedostrzegalny wzrost. Miłość Boga objawia się w Jego uczestnictwie i zaangażowaniu mimo możliwości odrzucenia i zlekceważenia ze strony ludzi. Stając się Siewcą, Bóg ryzykuje, a przez to wszelkie ryzyko w Bogu może odnaleźć swój sens i swoją wartość.

Jego Słowo „nie wraca bezowocne”, chociaż owoce nie zawsze są dostrzegalne dla wszystkich. Podobnie jest z każdym dobrem, które zaryzykujemy w naszym życiu. To ryzyko właśnie, ta wspaniałomyślna rozrzutność sprawia, że stajemy się podobni do Niego samego, nadaje też moc naszym czynom i słowom. Wiemy, co chcemy siać, i wiemy, co przyjdzie nam zbierać. Żaden fatalizm nie ma do nas, chrześcijan, przystępu: już wiemy, że nic, co dobre i piękne, nie będzie zmarnowane. W nadziei już jesteśmy tymi, którzy zbierają, nawet wtedy, gdy wydaje się, że nic na żniwa nie wskazuje. Już sama nadzieja jest ważnym znakiem. Upodabnianie się do Boga przez ryzykowanie dobra wypełnia słowa z Listu do Rzymian: Stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych. Bezinteresowna i wspaniałomyślna miłość jest miejscem objawienia, jest czasem błogosławieństwa dla nas i dla tych, którzy są wokół nas. Jest miejscem i czasem budowania Królestwa: może tylko budzeniem tęsknoty za nim, a może jednak także odważną próbą jego realizacji.

Niepostrzeżenie też ma szanse być stokrotnym, sześćdziesięciokrotnym lub trzydziestokrotnym plonem słowa Bożego w nas, kolejnym dowodem jego prawdomówności i kolejnym powodem, aby Jemu na nowo zaufać. Sami dla siebie możemy się stać świadkami, wypełniając tym samym wolę naszego Ojca: „Jego słowo dokona tego, co On chce, i spełni pomyślnie swoje posłannictwo”, prowadząc nas i innych do wspólnoty z Bogiem, do Jego chwały.


Piotr Napiwodzki OP - ur. 1972, dominikanin, dr teologii Uniwersytetu Fryburskiego, rektor Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Dominikanów, mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Czy sukcesja to sukces?

Pochwała ogłoszeń

Cóż mam z tobą uczynić?

Na tym się Kościół nie kończy

W Kościół wierzyć nie trzeba


komentarze



Facebook