Twoja pomoc
Am 6,1a.4-7 1 Tm 6,11-16 Łk 16,19-31

„Biada beztroskim na Syjonie (…) nic się nie martwią upadkiem domu Józefa…” (Am 6,1.8). „Żył pewien człowiek bogaty (…) u bramy jego pałacu leżał żebrak…” (Łk 16,19.20).

To oczywiste, że Polska przestała być krajem względnie równo dzielonej biedy. Są bogaci i są biedacy, a pomiędzy nimi wielu średnio zamożnych. Pomoc socjalna państwa się zmniejszyła i, niezależnie od oceny tego faktu, oznacza to, że tym bardziej potrzebna jest Twoja pomoc. Dziś Bóg swoim Słowem chce obudzić obojętnych na biedę i niesprawiedliwość.

Dla Żydów i pierwszych chrześcijan (i nie tylko tych pierwszych) pomoc ubogim, jałmużna, była podstawowym i niemal oczywistym działaniem płynącym z wiary i z przykazania miłości Boga i bliźniego. Była czymś normalnym. Jeśli dla nas jest rzeczą nadzwyczajną i jakby dodatkową, to być może dlatego, że tkwimy w mentalności socjalistycznego państwa, które zwalnia ludzi ze wzajemnej troski. Z niej jednak nie można zostać zwolnionym. Jesteśmy za siebie odpowiedzialni. Idziemy do Boga razem. Solidarność należy do cnót chrześcijańskich. Przecież „kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi” (1 J 4,20).

Pomoc staje się właściwie naszym obowiązkiem, kiedy drugi człowiek jest w skrajnej potrzebie, a nikt inny nie chce mu pomóc. Sprawa jest już całkiem jasna, jeśli mamy nadwyżki, którymi możemy się podzielić. Kiedy jednak nie jest to obowiązkiem, jaką część „swojego” można oddać? Jeden procent? Dziesięć? Trzecią część? Więcej? Nie wiem. Nie ma jednak żadnego sposobu, żeby odebrać moc ewangelicznej radzie Pana Jezusa – „daj każdemu, kto cię prosi” (Łk 6,30). Nie wszyscy są powołani do prowadzenia własnym sumptem kuchni dla ubogich, ale każdy jest powołany do tego, żeby się duchowo zmierzyć z tymi słowami Chrystusa. Bo w gruncie rzeczy nie chodzi przecież o pieniądze, ale o to, żeby drugi człowiek mógł się znaleźć w przestrzeni naszego życia i żeby się tym życiem podzielić. Dać jego cząstkę. Otworzyć je.

Jeśli próbujemy żyć wyłącznie dla własnej satysfakcji, prowadzi to do osamotnienia i ostatecznie – donikąd. Kto pilnuje tylko swojego ogródka, niech się nie dziwi, jeżeli żar urządzanego w nim grilla już tu, na ziemi, będzie w sobie miał coś z ognia małej, zupełnie prywatnej gehenny frustracji i nudy.

Tak jednak nie musi być. Bo „więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu” (Dz 20,35). Dając, stajesz się podobny do Boga – Dawcy. Do Tego, który zaprasza, by poprzez przykazanie miłości stać się podobnym do Niego. Jeśli więc tego chcesz – „zachowaj przykazanie nieskalane…” (1 Tm 6,14).


Michał Golubiewski OP - ur. 1975, dominikanin, dr teologii. Uczy w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym Dominikanów w Krakowie. Pracował w Instytucie Tomistycznym Polskiej Prowincji Dominikanów w Warszawie. Obecnie pracuje w Wydawnictwie W drodze w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Pobłogosławione gruzy

Czekając na lato

SZKLANKA Z OCEANEM

Rozpoznać Boga

ISKRA Z KRZEMIENIA


komentarze



Facebook