Archwium > Numer 373 (09/2004) > Rozmowy w drodze > Nie wolno nam się zadomowić

Nie wolno nam się zadomowić
Wciąż musimy sobie przypominać o początkach naszego zakonu. Nie powstaliśmy po to, żeby wygodnie żyć, ale po to, by być w drodze. Powstaliśmy, by być kaznodziejami w drodze.

W swoim liście do zakonu napisał Ojciec takie zdanie: „Obecnie, sprawując posługę znacznie bardziej »koczowniczą«, odwiedzając wspólnoty w różnych krajach, z zupełnie innego punktu widzenia odkrywam »wielobarwną symfonię«”. Jak ona wygląda? Czy od czasu, kiedy został Ojciec generałem, zmieniło się Ojca patrzenie na zakon? Czego nowego dowiedział się Ojciec o zakonie?

Do dnia, w którym zostałem wybrany na generała, moja znajomość zakonu w dużej mierze ograniczała się do mojej prowincji w Argentynie. Potem przez wiele lat studiowałem w Rzymie prawo kanoniczne na naszym dominikańskim uniwersytecie Angelicum. Mieszkałem wtedy w klasztorze, w którym swoją siedzibę ma kuria generalna. Zajmowałem się sprawami materialnymi klasztoru i pomagałem sekretarzowi generała. W 1987 roku na prośbę Timothy’ego Radcliffe’a, który był wtedy generałem zakonu, zostałem prokuratorem generalnym i członkiem rady generalnej zakonu. Wtedy po raz pierwszy zetknąłem się z zakonem powiedziałbym w znaczeniu powszechnym. To doświadczenie powiększało się dzięki wielu spotkaniom z generałem, który po powrotach z wizytacji dzielił się swoimi spostrzeżeniami. Jako pracownik kurii zatwierdzałem akta kapituł poszczególnych prowincji, a w sposób szczególny zajmowałem się trudnymi sprawami braci, którzy kierowali swoje prośby do kurii. Jedni prosili o różnego rodzaju dyspensy, a inni o zwolnienie z zakonu. Można powiedzie (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.

     


zobacz także

Na nowo odkryjmy różaniec

Ukryte ziarno naszego Zakonu

Uzdrawiająca naiwność

Światło jest Drogą

Kiedy Bóg przychodzi


komentarze



Facebook