Moc powrotu
Dz 2,1-11 1 Kor 12,3b-7.12-13 J 20,19-23

Bez Niego Kościół dawno już przestałby istnieć i opowiadać ewangelię. Straciłby też żywotność wyrażającą się w nieustannym rodzeniu ludzi do wiary, odnawianiu poczucia sensu czy w sprawowaniu sakramentów. Prawdopodobnie suma grzechów ludzi Kościoła popełnionych teraz i dawniej wzbudziłaby absolutną niechęć do eklezjalnych instytucji. Aż strach pomyśleć, o ile uboższy byłby świat, nasza europejska historia i kultura bez Chrystusa.

Być może pierwsi uczniowie nie znaleźliby w sobie siły i odwagi, by o Jezusie opowiedzieć i wyruszyć w drogę do tych, którzy Go jeszcze nie znali, dlatego zmartwychwstały Pan stanął pośród ich niepokoju i lęku i na tym kruchym fundamencie zbudował Kościół. Tchnął na nich Ducha, pozwalając scalać i leczyć to, co w człowieku chore przez grzech. W tym działaniu zawarty jest odblask tchnienia z raju, poprzez które Bóg uzdalnia stworzonego przez siebie Adama do życia. Teraz to Chrystus „czyni wszystko nowe”. Wie jednak, że to stawanie się nowym będzie drogą, na której człowiek nieraz pobłądzi, bo ludzka miłość i wiara bywają chwiejne, apostołowie otrzymują więc dar odpuszczania grzechów, który w chwilach pogubienia i ciemności pozwoli wrócić. Sam Duch Święty jest Mocą powrotu, jest dynamiką wszelkiej odnowy.

Św. Paweł dopowie, że „różne są dary łaski”, ale wszystkie dla wspólnego dobra, dla budowania jednego ciała, albowiem w Chrystusie staliśmy się sobie bliscy. Obcość i wrogość została przełamana i przemieniona przez Zmartwychwstałego. Skarbce wiary otwarte na każdego, kto spragniony; nie ma już lepszych i gorszych, Żydów czy Greków, wolnych i niewolników – jeden Duch przenika i ożywia wszystko.

Takie myślenie ułatwia odkrycie niezasłużoności daru wiary, prostego faktu, że raczej zostałem pochwycony, niż posiadłem, a to czyni mnie sługą braci. Taka jest logika Ducha Świętego, który jednoczy Mistyczne Ciało. Do każdego przychodzi z właściwym i najbardziej potrzebnym Kościołowi darem. Świętując zatem dzień Pięćdziesiątnicy, możemy spojrzeć na tę różnorodność z wdzięcznością, każdy bowiem z nas ma rozmaite dary i talenty, a jednak wszystkie mogą stać się wspólnym bogactwem. U Boga dawanie i tracenie jest zdobywaniem, tylko puszczenie w obieg i wymiana albo uzupełnianie się czyni mnie bogaczem. Otwarcie się na drugiego człowieka, wyjście ku niemu z otrzymanym darem, z językiem, którego nauczy Duch Święty, to dalszy ciąg ruchu rozpoczętego w wieczerniku. I niech ten ruch trwa, a jeżeli co nieświęte – obmyj, „oschłym wlej zachętę, ulecz serca ranę”.


Tomasz Zamorski OP - ur. 1970, dominikanin, rekolekcjonista, doktor teologii. Pracował w Krakowie jako duszpasterz młodzieży, w Warszawie w Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia. Wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego oo. Dominikanów w Krakowie. Mieszka w Łodzi. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Cud powszedni

Więcej niż metafora

Gry Piłata

Nie jestem Martą Robin

Meldunek z Kafarnaum


komentarze



Facebook