Bóg ryzykuje
Dz 5,12-16 Ap 1,9-11a.12-13.17-19 J 20,19-31

Niedziela miłosierdzia. Tuż po radosnej uroczystości Zmartwychwstania wracamy do naszej ludzkiej biedy, ale już inaczej. Ludzkie niepoukładania prześwietlone są Bożą mocą, by łatwiej było uwierzyć, że dobro jest silniejsze od zła.

Jak mówi dzisiejsza ewangelia, Pan Jezus wszystkim nam dał moc przebaczania. Jesteśmy sobie nawzajem powierzeni, to znaczy, że możemy bliźnich wykluczyć z naszego świata albo do niego przywrócić. Widząc zdrady przyjaciół, odejścia, człowiek zastanawia się, dlaczego tak się dzieje. Dlaczego ludzie ranią się w sposób okrutnie ostateczny. Czy naprawdę nie ma szansy, perspektywy uleczenia ran i porozumienia? Dobrze przecież wiemy, że sami nie jesteśmy lepsi. To, że niektórym z nas nie przydarzyły się w życiu straszne zdrady, nie znaczy, że nie jesteśmy do nich zdolni. Nosimy w sobie wszystkie grzechy świata. Ludzkie przebaczenie jest mizerne, dlatego tak ważna jest nadzieja, której nie mielibyśmy bez Chrystusa. Kiedy w życiu zostaje tylko ból, żałość i niezdolność naprawienia krzywd, człowiek widzi, jak bardzo Go potrzebuje.

Bóg szanuje naszą wolność, jest gotowy czekać, dając nam prawo do błędu, wycofuje się, kiedy ktoś próbuje Nim manipulować, szantażować Go, zmusić do udowodnienia miłości. Dziś druga strona medalu: Pan Bóg czasem wchodzi w nasze życie mimo drzwi zamkniętych! Tak wszedł w życie Pawła z Tarsu, niewiernego Tomasza i wielu innych. To jest dopiero miłosierdzie! Zaryzykować oskarżenie o brak tolerancji, wtrącanie się, wykorzystywanie przewagi. Wszystkie te mechanizmy obronne dobrze znamy z ludzkich relacji. Coraz trudniej cokolwiek powiedzieć ludziom ze strachu przed oskarżeniem o wścibstwo i ocenianie. Ileż to razy człowiek sobie tłumaczy, że przecież jeśli ktoś potrzebuje pomocy, to sam o tym powie. Problem w tym, że ludzie zamknięci w swoim cierpieniu przeważnie nie potrafią wydobyć słowa, chowają się w swoich skorupkach, żebrząc w duchu, żeby ich ktoś zauważył i domyślił się, że boli.

 Dlaczego Pan Jezus wkracza mimo drzwi zamkniętych w życie tylko niektórych ludzi? Ulega żądaniom Tomasza, a nie wkracza w życie na przykład Piłata, Annasza czy Kajfasza. Oznacza to pewnie, że niezależnie od ludzkiego zamknięcia warunkiem przyjścia jest gotowość i pragnienie zmiany. I chyba tylko tyle, nawet jeśli do końca nie wierzymy, że nasze życie może się zmienić. Przyjście Pana „mimo drzwi zamkniętych” uświadamia mi, jak bardzo pragnę, by Bóg nie słuchał mojego „sam sobie poradzę”.


Jarosław Głodek OP - ur. 1965, dominikanin, doktor politologii, socjusz prowincjała, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Pamiętajcie

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój...

Co czyni człowieka radosnym

Manana. Dobrze, że jest jutro?

SILNIEJSZA NIŻ ŚMIERĆ


komentarze



Facebook