Rozczarowani i obdarowani
Iz 55,6-9 Rz 1,20c-24 Mt 20,1-16a

Spełniane przeze mnie w klasztorze obowiązki sprawiają, że od czasu do czasu najmuję kogoś do pracy. Umawiam się z furtianami i kucharkami, murarzami i praczkami, instalatorami kanalizacji i Internetu. Zauważyłem, że ludzie, którzy znajdują zatrudnienie, podchodzą do pracodawcy w dwojaki sposób. Pierwsza grupa przekonana o swojej fachowości potrafi bardzo się cenić, stawiać warunki, pilnować zapłaty. Mam wrażenie, że traktują mnie jak kogoś, komu trzeba patrzeć na ręce, by ich nie oszukał. Zupełnie inaczej rozmawia się z kimś, kto ma zaufanie, który jest pewny, że dostanie za swoją pracę tyle, ile mu się należy. Pracownicy z obu grup w inny sposób zachowują się podczas wypłaty. Pierwsi narzekają, podkreślają nadzwyczajne trudności, domagają się dodatkowych gratyfikacji, a na koniec odchodzą niezadowoleni i przekonani, że otrzymali za mało. Osoby, które mi ufają, potrafią z radością przyjąć pieniądze, pozostać w serdecznej relacji i deklarować, że chętnie podejmą następne zadanie.

Czytając Ewangelię o robotnikach najętych na początku dnia i tych, którzy zaczęli pracować w winnicy w ostatniej godzinie, mam wrażenie, że ludzie dzielą się na zgorzkniałych i wdzięcznych. Pierwsi są ciągle niezadowoleni ze swojego życia, miejsca zamieszkania, pracy, pogody, towarzystwa, drudzy w tych samych warunkach potrafią dostrzec dobro, zauważyć nową szansę, ucieszyć się tym, co posiadają. Malkontenci skazują się na trudy w podłym świecie, optymiści swoim pojawieniem się przemieniają świat w winnicę.

Pan Jezus w przypowieści o robotnikach w winnicy ostrzega, by nie popsuć szczęścia, wchodząc w piekło rywalizacji, pilnując przewagi czy szukając satysfakcji w poczuciu, że posiada się więcej niż inni. Myśli Boga tak bardzo nie są ludzkimi myślami, a Jego drogi człowieczymi drogami, że spodobało się Mu powołać do winnicy zarówno tych, którzy mieli szczęście w niej się trudzić od pierwszej godziny życia, jak i tych, którzy czynić to będą dopiero w swoich ostatnich chwilach. Królestwo Niebieskie może się okazać za ciasne dla chrześcijan, którzy na ziemi przyzwyczaili się kręcić na wszystko nosem i przyjmować dary jako dobra sobie należne. Skoro denarem jest Chrystus, który daje się cały albo nie daje się wcale, mogą być bardzo niezadowoleni, że dostali tylko Jego, podobnie jak życiowi nieudacznicy, grzesznicy i ateiści. Absurdalność oczekiwania, że otrzymają coś więcej w sytuacji, gdy Bóg jest całym zyskiem, może ich wypchnąć tam, gdzie będą płakać i zgrzytać zębami w poczuciu, że gospodarz ich oszukał.


Jan Kulik OP - ur. 1966, dominikanin, lic. teologii UAM, jest administratorem parafii św. Pawła w Berlinie, tam też mieszka. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Zaproszenie do przyjaźni

Tischner daje do myślenia

ZAUFANIE

Rzecz, którą warto wiedzieć

USPRAWIEDLIWIENI


komentarze



Facebook