Zwierzenia Boga
Wj 34,4b-6.8-9 2 Kor 13,11-13 J 3,16-18

Czy pamiętacie płaszczaki? Takie stworki, które żyją tylko w dwóch wymiarach: mają długość i szerokość. Za nic nie potrafią zrozumieć trzeciego wymiaru. Gdy myślimy o Bogu, jesteśmy do nich podobni. Żyjemy ograniczeni czasem, przestrzenią i myślą, dla której 1+1+1=3. On o sobie mówi nam, że jest jeden i że jest troisty. I że to nie jest ze sobą sprzeczne.

Można zapytać, po co mamy o tym wiedzieć, przecież świat się od tego nie zmieni, a liczy się to, by być dobrym człowiekiem. Po pierwsze, świat nie byłby taki sam, gdyby Bóg nie był Trójcą. Świat nosi na sobie odcisk ręki Stwórcy. My, ludzie, jesteśmy stworzeni na obraz Boży. Gdyby On był inny, my bylibyśmy inni. Gdyby On nie był Miłością – Ojcem, Synem, Duchem, nie byłoby romantyzmu, małżeństwa, wspólnego oglądania wschodu słońca na Turbaczu, piwa z przyjaciółmi... I nie byłoby dobrych ludzi.

Po drugie, takie pytanie jest grubiańskie. Co byśmy myśleli o chłopaku, gdyby zapytał narzeczoną: „Po co mi się zwierzasz?”. Skoro nam tyle powiedział o sobie, to znaczy, że chciał, byśmy to wiedzieli. Odsłonił się przed nami. Ignorować taki dar to odtrącać Jego przyjaźń. Takie zwierzenie nazywamy dogmatem. Św. Tomasz mówił, że jest to zdanie, które „zawiera prawdę, zmierzając ku niej”. Nie osiąga się celu dogmatu poprzez uznanie zawartej w nim prawdy. To dopiero punkt wyjścia. Dogmat jest nakierowany na osobistą relację, spełnia się w przyjaźni z Bogiem. Bóg pragnie, abym nie tylko Go poznał, ale bym uczestniczył w tym, czym On jest. W Jego szczęściu.

Kiedyś uczyłem się średniowiecznego tańca. To niełatwe, potrzeba trzech osób. Po pierwsze, mistrza – niedoścignionego ideału, na którego patrzymy z podziwem i chcemy tańczyć tak jak on. Potrzebny jest również ktoś, kto nauczy nas kroków. Trzeba też kogoś, kto gra odpowiednią muzykę do tańca. Bóg jest niedosiężny, ale mimo to chce, bym Go dosięgnął i sam wychodzi mi naprzeciw. Jest jak baletmistrz, który tańcząc, wyczarowuje światy, relacje i wszystko, co jest. Budzi w nas tęsknotę, zaprasza do swego tańca. Jego Syn Odwieczny, Chrystus uczy, jak stawiać kroki w tym Bożym tańcu – i to jest Ewangelia. A Duch – Miłość Obu tak wielka, że aż osobowa, przygrywa do tańca, to znaczy daje pragnienie, pociąga, pozwala przełamać małoduszność i lęk.

Tajemnica pozostanie tajemnicą. Świętej pamięci brat Gwala z klasztoru krakowskiego w dzień Trójcy powiedział kiedyś jednemu z nas: „Biedni ojcowie, co wy dziś ludziom na kazaniu powiecie? Ale ja wiem, to jest proste!” – i kreśląc na sobie znak krzyża, mówił dalej – „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen”. Proste dla tego, kto się modli.

     


zobacz także

W drodze do Emaus

Boża arytmetyka

Nie chodzi o obronę liturgicznych nowinek

Duch Święty czy masoni?

Obnażyć stopy


komentarze



Facebook