Przymusili Jezusa
Dz 2,14.22-23 1 P 1,17-21 J 24,13-35

Fragment Ewangelii opisujący wędrowanie uczniów do Emaus zwraca uwagę głęboko osobistym charakterem relacji między nimi a Chrystusem. Było to dla obu wędrowców jedno z najważniejszych wydarzeń życia: spotkali Zmartwychwstałego.

Początkowo Jezus zachowuje się jak uczony Rabbi, który przypomina i objaśnia Pisma. Pouczające jest zachowanie uczniów. Zapytani przez Jezusa o przyczynę smutku, oświadczają: „a myśmy się spodziewali, że właśnie On miał wyzwolić Izraela”. Najwyraźniej podzielali rozpowszechnioną wśród ówczesnych Żydów wizję Mesjasza–wodza, który miałby nie tylko wyzwolić kraj spod rzymskiej okupacji, ale uczynić też Izraela prawdziwym mocarstwem. Ten schemat myślenia był tak przemożny, że dopiero, analizując spotkanie z Jezusem, zdali sobie sprawę, iż już podczas rozmowy w drodze „pałały w nich serca”.

Gdy słuchają, jak Jezus objaśnia Pisma i tłumaczy, iż „Mesjasz miał to cierpieć, aby wejść do swojej chwały”, serca już „pałają”, ale rozum, nawykły do schematów, nadąża powoli i z trudnością. I to tak dalece, że sam Jezus musi ich zganić jako „nierozumnych, nieskorych do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy”. To nie pierwszy raz i nie ostatni: wiara swoje, a rozum domaga się swoich praw. Uczniowie pokazują nam istotny moment przezwyciężenia tej dychotomii: nastąpił on wtedy, gdy przymusili Jezusa, aby z nimi został na noc.

Czy człowiek może do czegoś przymusić Boga żywego? Zmartwychwstałego Pana? Znamy takie przykłady. Abraham targował się z Bogiem o liczbę sprawiedliwych, którzy mogliby ocalić miasto. Jakub, wyzwany przez anioła do walki na pustyni, wymusił na nim błogosławieństwo; Mojżesz na Synaju walczył z Bogiem, aby w swym gniewie nie wyniszczył wędrującego (a zarazem błądzącego) ludu Izraela. Te przykłady dają obraz głębokiej wiary i osobistego zaangażowania. Patriarchowie dali świadectwo żarliwej wiary; ogromnie im zależało na tym, co próbowali na Bogu wymusić. Szacunek dla Boga wiązał się z głębokim, serdecznym pragnieniem – ich wiara oraz miłość prawdziwie czyniły cuda.

Z wdzięcznością czytamy ten ewangeliczny epizod: bo spotkanie uczniów ze Zmartwychwstałym Panem rozjaśnia i pogłębia naszą wiarę. Mając na względzie ich doświadczenie, lepiej możemy pojąć wezwanie apostoła Piotra, aby „w bojaźni spędzać czas naszego pobytu na obczyźnie”. Zawiłe są drogi naszego poznawania spraw Bożych i ludzkich. Tak łatwo nie rozpoznać Jezusa, gdy „oczy na uwięzi”, nawet gdy idzie razem z nami. Trzeba nam być bardzo wdzięcznym za dar wiary, trzeba ją szanować i starać się ją pogłębiać.


Marek Pieńkowski OP - ur. 1945, dominikanin, dr matematyki, duszpasterz, kapelan konwentualny ad honorem Związku Polskich Kawalerów Maltańskich. Mieszka w Rzeszowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

SOLIDARNY Z GRZESZNIKAMI

ISTNIEĆ DLA CHWAŁY BOŻEJ

DIABEŁ NIE UBIERA SIĘ U PRADY

CZŁOWIEK NA MAJESTACIE

Co to jest miłość?


komentarze



Facebook