List od Boga
Iz 42,1-4,6-7 Dz 10,34-38 Mt 3,13-17

Biblia jest listem Boga do człowieka — tak nazwał ją jeden ze świętych. Listem do każdego: wykształconego i bardzo prostego (nie mylić z prostakiem), ponieważ „Bóg naprawdę nie ma względu na osobę” (Dz 10,34). Jak delikatna jest przestrzeń między wykształceniem a prostotą — ściślej mówiąc, jak się pokrywa — pokazuje wielka przyjaźń Alberta Einsteina ze śmieciarzem.

W Jezusie On sam zbliża się do stworzonej materii, do człowieka Jana i do wód Jordanu. „Jezus przyszedł z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć chrzest od niego” (Mt 3,13). Jezusa nie przyprowadzają ani nie przynoszą. W rzeczywistości to nie On zostaje ochrzczony. Ochrzczona — uświęcona — zostaje materia. Nad tym, co Bóg niegdyś stworzył i uznał, że jest dobre, rozlegają się Jego słowa chwały: „To jest mój Syn umiłowany” (Mt 3,17).

Wobec widzialnego stworzenia objawia się niewidzialny dotąd Bóg w widzialnej osobie Jezusa. Ten Bóg wskazuje na najprostszą drogę doń prowadzącą, od zachwytu nad stworzeniem do poznania rąk, które je sprawiły. Jakim dostrzegamy Go w Jezusie? „Nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej. Nie zagasi knotka o nikłym płomyku”, ale też „z mocą ogłosi Prawo, nie zniechęci się ani nie załamie, aż utrwali Prawo na ziemi” (Iz 42,2–4). Taki nam się objawił „Syn umiłowany” Ojca. I takiego też pokazał Boga — Ojca. Właściwie Tatusia, bo abba znaczy „tatuś”.

On też wydobędzie nas z ciemności, byśmy w Jego świetle zobaczyli samych siebie. Dostrzeżmy — obyśmy ku własnemu nawróceniu zobaczyli — w czym często widzimy nadzieję, gdy przemówi przez nas mieniąca się mądrością głupota. Odzywa się przede wszystkim wtedy, gdy bardziej cenimy własne, ludzkie pomysły i wynalazki. Pokładamy nadzieję w nich, miast w słowach Pana, w liście Pana. Biblia bowiem pełna jest promieni nieba, blasku gwiazd, bruzd ziemi, zapachu ciężkiego od spiekoty dnia, ale też cuchnącego potu ludzi i zwierząt. Bóg mówi w Piśmie Świętym o sobie, nie pomijając realizmu świata wraz z ludzkim bytowaniem.

W kim i w czym pokładamy nadzieję? Zaiste, czy wielu z nas nie woli żyć złudzeniami ciemności i bezbarwnej szarości, bo spotkanie z samym sobą może być jeszcze bardziej bezbarwne, ciemne i smutne? Czy nie zagubiliśmy sensu naszego chrztu, gdy sam Pan przyszedł do nas?

Bóg napisał list do człowieka, by na zawsze Słowo zamieszkało wśród ludzi (z prefacji na niedzielę Chrztu Pańskiego) oraz by — jak tego dnia się modlimy — „Przybrane dzieci, odrodzone z wody i Ducha Świętego zawsze żyły w Twojej miłości”.


Józef Puciłowski OP - ur. 1939, dominikanin, dr historii, duszpasterz, kaznodzieja, autor wielu książek i artykułów z zakresu historii najnowszej. W latach 70. związany z opozycją antykomunistyczną. Do zakonu wstąpił w 1981 roku. W latach 1996-2004 pełnił funkcję wikariusza generalnego zakonu dominikanów na Węgrzech, wicedyrektor ds. nauki Dominikańskiego Instytutu Historycznego, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Dominikanów, mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Dlaczego oni?

Możliwość budowania dobra

Odsunąć mroki beznadziei

Okruchy (okruszki!) wspomnień

GRANICE KOMPROMISU


komentarze



Facebook