Powrót do domu
Iz 8,23b-9,3 1 Kor 1,10-13.17 Mt 4,12-23

Kiedyś wracałem nocą na Wiktorówki. Mniejsza o grasujące tam wówczas niedźwiedzie, ale ta wszechogarniająca ciemność! Ciemność, mimo bezchmurnego nieba. Czasem wśród konarów drzew prześwit ponad głową — kilka mrugających gwiazd na tle wyjątkowo czarnego firmamentu. Nierzadko przestawałem widzieć cokolwiek, bo gałęzie zasłaniały i to nikłe światło. To okropne otwierać oczy i nic nie dostrzegać. Jedyną pomocą było przypominanie sobie, jak ta droga wyglądała w ciągu dnia, i powolne podążanie na wyczucie. Droga miała wyczuwalny garb między nierównymi koleinami, a po obu stronach czasem krzaki, drzewa, głazy, zbocze — znaki zagubionej w ciemności drogi.

Mieszkańcy kraju mroków. Nawet nie wiadomo, kiedy i jak zatracili naturalność spojrzenia czy uśmiechu i jasność twarzy, teraz przygaszonej pośpiechem i jakimś rodzajem smutku. Tak bardzo światli, a jednak tak wolno i niezdarnie poruszający się w tym, co najważniejsze, w odnajdywaniu prawdy swojego serca, stęsknionego wyraźnie za czymś więcej.

Gdy zamajaczył kontur kaplicy, ucieszyłem się. Jednakże wkrótce poczułem się jak głupie panny z przypowieści. Drzwi bowiem zostały już dawno zamknięte. Było zimno, jak przystało na tatrzańską letnią noc. W końcu udało mi się wyrwać mojego współbrata ze snu i wreszcie ucieszyć się, że ktoś bliski od środka otworzył mi drzwi, pozwalając wejść w krąg ciepła i światła.

Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką. Jakże wielka jest radość ludzi, którzy po długiej, często bardzo skomplikowanej wędrówce przez życie spotkali Kogoś, kto jest drogą do domu, w czyim słowie odkrywa się własne miejsce, w czyim dotknięciu kryje się nie tylko uzdrowienie bólu ciała, ale także serca. „Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele, bo złamałeś jego ciężkie jarzmo”. Ktoś, kto zaprasza, kto przygarnia, wzywa, póki drzwi są otwarte: nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie.

Mieszkańcy kraju mroków. Już nie z konieczności. Czasem tak wyszło, najczęściej z nieświadomości. Nikt im nie powiedział, nie oznajmił dobrej nowiny, że Pan jest naszym światłem i zbawieniem na każdej z ludzkich dróg, odkąd On sam zaczął te drogi przemierzać. Wszystkie drogi. On powołał niektórych do tego, żeby za Nim poszli, a innych, żeby zostali. Na każdej z dróg, nie wyłączając bezdroży, jaśnieje co najmniej przeczucie wiary prowadzące do domu. Do Ojca, który czeka, aż wrócisz.


Michał Mrozek OP - ur. 1975, dominikanin, doktor teologii, wicedyrektor Instytutu Tomistycznego, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Świętość pośród ludzkich spraw

ALBO, ALBO

ŚWIADOMIE I DOBROWOLNIE

Bezcenna perła

SZCZĘŚLIWY LEŃ


komentarze



Facebook