Archwium > Numer 339 (11/2001) > Quo vadis? > Sfilmowany kerygmat

Sfilmowany kerygmat
Kiedy ostatni raz, siedząc w tłumie młodych ludzi, słyszeliśmy w kinie o tym, że ktoś wierzy i kocha Chrystusa? Film o miłości czystej i nieskazitelnej jest dzisiaj zjawiskiem rzadkim. Jeśli wziąć pod uwagę, że konkretny kształt tej miłości wynika z wiary, to mamy dzieło wręcz wyjątkowe.

Quo vadis Jerzego Kawalerowicza nie ma najlepszej prasy. Zarzuca mu się wiele: że potraktował Sienkiewicza zbyt dosłownie, że zrobił typowy film kostiumowy, że jest niespójny, słaby dramatycznie, wreszcie że nie stawia wielkich pytań o zderzenie się cywilizacji i o kondycję współczesnego Kościoła. Opinia o filmie zależy przede wszystkim od tego, czego się w filmie Kawalerowicza szuka, czego się od niego oczekuje.

Antyczne love story

Rozpoczyna się niby klasycznie — jak każda miłość od pierwszego wejrzenia. Marek dostrzega Ligię, gdy ta kąpie się naga przy fontannie w domu Plaucjuszów. Myśli o niej bezustannie, ale i on nie jest jej obojętny. Uczucie jest więc odwzajemnione. W klasycznej intrydze kochankowie po upewnieniu się, że są dla siebie stworzeni, wspólnie stawiają czoło wszystkiemu, co pojawia się na ich drodze do szczęścia. W Quo vadis Winicjusz uświadamia sobie, że jego miłość ma wroga. Jest nim Bóg. To Jemu będzie musiał najpierw stawić czoła.

Od buntu do wiary

W toku akcji Marek ma okazję przyglądnąć się życiu chrześcijan i posłuchać ich słów. Co więcej, ma okazję doświadczyć na własnej skórze (i to dosłownie, bo przecież zostaje opatrzony przez lekarza Glauka) życia chrześcijan. Troska, z jaką się nim opiekują, ich dobroć, a przede wszystkim okazane przebaczenie każą mu zmienić dotychczasowe zdanie o chrześcijanach. Uświadamia sobie, iż krążące o nich plotki nie są prawdą. Wszystko to tworzy — tak to nazwijmy (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Andrzej Draguła - ur. 1966, kapłan diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, doktor habilitowany teologii, profesor na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Szczecińskiego, członek Redakcji i Laboratorium "Więzi", publicysta, stały współpracownik "Tygodnika Powszechnego". Zajmuje się m.in. komunikacją religijną i związkami między religią a kulturą. Mieszka w Zielonej Górze. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Wiara w rytmie hip-hop

BYCIE KSIĘDZEM NIE CZYNI PROROKIEM

PLUDRY, CZYLI SZTUKA (NIE)TOLERANCJI

Tako rzecze Lupa, czyli umieranie nadczłowieka

Kościół, którego szukam


komentarze



Facebook