Archwium > Numer 337 (09/2001) > Czy to wina niebios? > O nadziei, którą odnajdujemy w Bogu

O nadziei, którą odnajdujemy w Bogu
Kataklizm wyzwala ogromne dobro, powiedziałbym lawinę wzajemnej pomocy i ofiarności ludzi oraz łajdactwo wychodzące w najgorszej postaci.

Ojcze Andrzeju, byłeś przełożonym klasztorów w miastach, które dotknęła powódź. Najpierw we Wrocławiu, gdzie wylała Odra. Gdy zostałeś przełożonym w Sandomierzu, z brzegów wystąpiła Wisła. Jakie masz w związku z tym doświadczenia duszpasterskie?

Może zacznę nie tyle od doświadczenia duszpasterskiego, ile od poczucia, że jestem jak prorok Jonasz ze Starego Testamentu. Trzeba go wyrzucić za burtę, ponieważ przynosi nieszczęście. Nie wiem, czy sandomierzanie nie zdecydują się, by mnie wyrzucić za burtę.

Mówiąc poważnie, to nie wiem, czy to zrządzenie Boże, że jestem w miejscach dotkniętych przez podobny kataklizm. Są to jednak dwa bardzo różne doświadczenia. We Wrocławiu byłem w zagrożonym klasztorze, bo stoi on 100 metrów od Odry. Trzeba było wszystko wynosić i zastanawiać się, ile może być wody w kościele. Natomiast św. Jakub w Sandomierzu to jest luksus patrzenia na wodę z góry. Nie musiałem niczego ewakuować, tylko zastanawiać się, w jaki sposób mogę pomóc innym.

Patrząc z innego punktu widzenia, trzeba zauważyć, że klasztor wrocławski był doskonale zorganizowany. Miał swoją strukturę duszpasterską i mógł od pierwszego dnia powodzi — tej, która dotknęła Kłodzko — organizować pomoc. Plac dominikański był miejscem przerzutowym, gdzie ludzie przynosili dary, gdzie zbierało się środki, które trafiały najpierw do Kotliny Kłodzkiej, a potem do samego Wrocławia. W Sandomie (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Andrzej Konopka OP - ur. 1957, dominikanin, jest kapelanem sióstr w Świętej Annie, tam też mieszka. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Braćmi jesteśmy

Stańmy teraz w prawdzie


komentarze



Facebook