Łaska i uczynki
Informację na temat porozumienia Kościoła katolickiego i luterańskiego, jakie zostało podpisane 31 października 1999 roku, dzienniki podały w taki sposób, jak gdyby Kościół katolicki przyznał rację protestantom i wycofał się ze swojej nauki o ważności dobrych uczynków w naszej drodze do zbawienia. Wydaje mi się to nieprawdopodobne, bo przecież wtedy straciłoby sens istnienie Kościoła jako nieomylnego stróża prawdy objawionej. Jednak jestem zdezorientowany tonem doniesień radiowych, toteż oczekuję od Ojca wyraźnej odpowiedzi na dwa następujące pytania: Czy Kościół katolicki nadal wierzy w konieczność dobrych uczynków do osiągnięcia zbawienia? Jeśli tak (a spodziewam się, że tak), to o co właściwie chodzi w osiągniętym porozumieniu?

Najkrócej powiedziałbym tak: mimo różnic w wierze, które nadal dzielą nasze Kościoły — także różnic w wierze na temat usprawiedliwienia — katolicy nie będą już mogli zarzucać luteranom, że odrzucają dobre uczynki, ani luteranie nie będą już mogli zarzucać katolikom, jakobyśmy wierzyli, że zbawienie dokonuje się częściowo dzięki łasce Bożej, częściowo zaś dzięki naszym zasługom. Owszem, różniliśmy się i, niestety, nadal różnimy się w wierze, jednak różnice między nami są — Bogu dziękować! — mniejsze, niż streszczały to, a raczej zniekształcały oba wymienione zarzuty.

Najpierw podam parę informacji faktograficznych. Ostateczna wersja wspólnej deklaracji została opublikowana już w roku 1997, również w języku polskim 1. Dwa następne lata przeznaczono na sprawdzenie przez oba Kościoły, czy wiara każdego z nich jest tam przedstawiona autentycznie. W Kościele katolickim ciężar ten wzięły na siebie najwyższe instancje Stolicy Apostolskiej, przy różnorodnej (to się rozumie samo przez się) konsultacji pasterzy Kościoła. Z kolei Światowa Federacja Luterańska poddała dokument procedurze sprawdzenia przez wszystkie należące do niej Kościoły. Okazało się, że na 89 Kościołów członkowskich, 81 deklarację przyjęło, osiem ją odrzuciło lub w zasadzie odrzuciło 2.

Deklaracja ma swoją trzydziestoletnią historię 3. Podstawowym założeniem podczas pracy nad nią było jednoznaczne wyrzeczenie się jakiegokolwiek majsterkowania przy wierze którejkolwiek ze stron. Wiara, jeśli traktujemy ją poważnie, nie podlega przecież targom, wzajemnym ustępstwom ani grzecznościowym przemilczeniom. Zadaniem teologów skierowanych do pracy nad tą deklaracją było jak najstaranniejsze przypatrzenie się, jaka jest wiara każdego z obu Kościołów na temat usprawiedliwienia oraz obiektywne ustalenie, co katolików i luteranów w tej wierze łączy i co dzieli.

Kolejne komisje, pracujące nad tym tematem na przestrzeni trzydziestu lat (1967–1997) i publikujące kolejno rezultaty swojej pracy 4, doszły ostatecznie do stwierdzenia, że w tym, co fundamentalne, nasza wiara na temat usprawiedliwienia jest wspólna, jakkolwiek nie ma jeszcze między nami w tej sprawie pełnej jedności w wierze. Stąd w dokumencie ostatecznym — po przedstawieniu fundamentalnej jedności w zakresie naszej wiary w usprawiedliwienie — wyodrębniono siedem problemów szczegółowych, w zakresie których, owszem, sporo nas łączy, ale też i niemało dzieli.

Zgodni jesteśmy w tym, co w prawdzie o usprawiedliwieniu jest najbardziej istotne: że pojednanie z Bogiem w całości zawdzięczamy Chrystusowi. To kluczowe dla całej deklaracji zdanie warto przytoczyć dosłownie: „Wspólnie wyznajemy: Tylko z łaski i w wierze w zbawcze działanie Chrystusa, a nie na podstawie naszych zasług zostajemy przyjęci przez Boga i otrzymujemy Ducha Świętego, który odnawia nasze serca, uzdalnia nas i wzywa do dobrych uczynków”.

Właśnie to zdanie spowodowało dziennikarskie dezinformacje, jakoby Kościół katolicki wyrzekł się swojej dotychczasowej nauki o znaczeniu zasługi w naszej drodze do zbawienia. Jeżeli nasze pojednanie z Bogiem jest całkowicie dziełem łaski Chrystusa — że spróbuję odtworzyć logikę owych dziennikarzy — to nie ma już miejsca na nasze zasługiwanie na zbawienie.

W ciągu ostatnich 30 lat wielokrotnie wykładałem przedmiot, który w teologii nazywa się Traktatem o łasce. Podczas tych wykładów nieraz zdarzało się, że jakiś student mnie pytał albo ja to pytanie stawiałem studentom: jak pogodzić wiarę, że tylko Chrystus i tylko moc Jego łaski może dokonać naszego pojednania z Bogiem i obdarzyć nas zbawieniem — a tak Kościół katolicki wierzył zawsze — z wiarą o znaczeniu dobrych uczynków oraz ich zasługiwaniu na życie wieczne?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, lubiłem przywołać wymyśloną przez siebie historyjkę o małym Jasiu, który, wychowywany w pobożnej rodzinie, wiedział od zawsze, że stworzył go Pan Bóg. Otóż w piątą rocznicę urodzin Jaś, ku własnemu przerażeniu, dowiedział się, że urodziła go mamusia. Pod Jasiem jakby się ziemia zapadła. Już nie wie, czy Pan Bóg go stworzył, czy mama urodziła; a może trochę go Pan Bóg stworzył i trochę urodziła mama. „Otóż, Jasiu kochany — opowiadam w tej historyjce — jedno i drugie jest prawdą. Całego ciebie Pan Bóg stworzył i całego mama urodziła. Bóg w taki sposób stwarza człowieka, że rodzi się on ze swoich rodziców”.

Studentom przypominam tutaj klasyczny model całkowitej zależności tzw. przyczyny drugiej od przyczyny pierwszej. Niekiedy podpowiem, żeby zapoznali się z moim artykułem na temat nauki świętego Tomasza o pośrednictwie zbawczym 5. Świętemu Tomaszowi z nadzwyczajną wręcz jasnością udało się pokazać, że łaska Chrystusa, ogarniając człowieka całkowicie, nie przemienia go w bierny kawałek drewna, ale ogarnia go w taki sposób, iż wydajemy dobre czyny, zasługujące na życie wieczne — rzecz jasna, całkowicie dzięki tej łasce. Fascynujące w tym ujęciu jest to, że nie da się świętemu Tomaszowi zarzucić nastawienia polemicznego wobec protestantów, bo żył on przecież 250 lat przed Lutrem.

Owszem, postawa Jasia 6, któremu się wydaje, że naszego pojednania z Bogiem dokonuje częściowo łaska Chrystusa, częściowo zaś nasz własny wysiłek, była w dziejach chrześcijaństwa sprawdzana. Stanowi ona samą istotę powstałej na początku V wieku herezji pelagiańskiej. Kościół katolicki wówczas stanowczo odciął się od tej doktryny. Stało się to zwłaszcza na synodach w Kartaginie (418) i w Orange (529), za sprawą m.in. tak wielkich papieży, jak św. Innocenty I czy św. Leon Wielki, i tak wielkich teologów, jak św. Augustyn czy św. Cezary z Arles.

Protestantyzm jest poniekąd przeciwieństwem pelagianizmu. Ten ostatni przeceniał znaczenie ludzkiej aktywności w naszej drodze do Boga, aktywność Bożą i ludzką stawiał obok siebie jako dopełniających się partnerów. Z kolei twórcy reformacji podkreślali radykalną nieskuteczność jakiejkolwiek aktywności stworzeń w dziele naszego pojednania z Bogiem.

Ulubioną wówczas formułą, za pomocą której protestanci negowali nasze współdziałanie z łaską, była teza, że człowiek przyjmuje łaskę mere passive, czysto biernie. W opracowanej zaś w roku 1577 Formule zgody, włączonej do ksiąg symbolicznych Kościoła luterańskiego, umieszczono nawet tezę, że grzesznik zachowuje się wobec łaski tak biernie, jak klocek drewna albo kamień (art. 22).

Kiedy Sobór Trydencki przypominał katolicką prawdę o naszym współdziałaniu z łaską, przedtem starannie powtórzył dokonane przez Kościół tysiąc lat wcześniej odrzucenie pelagianizmu. W dokumentach tego soboru nie ma ani jednego zdania, które miałoby choćby pozór tej herezji. Warto np. wiedzieć, że zanim w Dekrecie o grzechu pierworodnym (1546) — w jednym jedynym kanonie piątym — sobór sformułował swój sprzeciw wobec protestanckiej nauki o grzechu pierworodnym, najpierw w czterech kanonach powtórzył dawny sprzeciw Kościoła wobec pelagiańskiej nauki na ten temat 7.

Podobnie zredagowano w Trydencie Dekret o usprawiedliwieniu (1547). Sobór wydał go w celu obrony wiary katolickiej, że łaskę, która jest całkowitą przyczyną naszego zbawienia, przyjmujemy zgodnie z naszą ludzką naturą, tzn. z nią współdziałając. Jednak żeby uniknąć dezinterpretacji, Ojcowie soboru zatroszczyli się o podkreślenie, że nasze współdziałanie nie jest partnerskie w stosunku do działania łaski.

Zobaczmy to chociaż przykładowo. „Sobór oświadcza — czytamy w rozdziale piątym Dekretu — że początek usprawiedliwienia u dorosłych należy przyznać uprzedzającej łasce Bożej za pośrednictwem Jezusa Chrystusa, tzn. powołaniu, jakiego Bóg udziela bez żadnych uprzednich zasług... Wszystko dzieje się tak, że gdy Bóg dotknie serce człowieka oświeceniem Ducha Świętego, człowiek ani nie zachowuje się zupełnie biernie, bo przyjmuje natchnienie, które mógłby przecież odrzucić, ani sam bez łaski nie może własną wolą skierować się ku sprawiedliwości. Dlatego kiedy czytamy w Piśmie Świętym: «Zwróćcie się do Mnie, a Ja zwrócę się do was» (Za 1,3), jest to przypomnienie o naszej wolnej woli; a gdy odpowiadamy: «Nawróć nas, Panie, ku sobie, a nawrócimy się» (Lm 5,21), to wyznajemy, że łaska Boża nas uprzedza” 8.

Przytoczmy jeszcze rozdział ósmy: „Kiedy Apostoł mówi, że człowiek jest usprawiedliwiony «przez wiarę» i «bez żadnej zasługi» (Rz 3,22 i 24), to należy te słowa rozumieć tak, jak je stale i zgodnie Kościół katolicki przyjmował i wyjaśniał. Dlatego mówi się, że jesteśmy usprawiedliwieni przez wiarę, ponieważ wiara jest początkiem naszego zbawienia, fundamentem i korzeniem wszelkiego usprawiedliwienia; «bez niej niemożliwą jest rzeczą podobać się Bogu» (Hbr 11,6) ani osiągnąć dziedzictwo Jego synów. Natomiast mówi się, że bez własnej zasługi jesteśmy usprawiedliwieni, bo nic z tego, co poprzedza usprawiedliwienie, czy to wiara, czy uczynki, nie wysługuje samej łaski usprawiedliwienia: «Jeśli bowiem to jest łaska, to już nie jest wynikiem uczynków, bo inaczej łaska nie byłaby już łaską» (Rz 11,61)” 9.

Wystarczy porównać te pouczenia Soboru Trydenckiego z przytoczonym wyżej kluczowym zdaniem Wspólnej deklaracji, żeby się przekonać, że łączy je ta sama wiara. Skoro zaś to drugie wyznajemy wspólnie z luteranami, znaczy to, że nasze zjednoczenie we wspólnej wierze przestaje być czymś tak niewyobrażalnym, jak się dotychczas wydawało.

Owszem, nawet w rozumieniu usprawiedliwienia jeszcze niejedno nas dzieli. Być może dokładne przestudiowanie siedmiu zapisanych w deklaracji odmienności w nauce obu Kościołów doprowadzi do wniosku, że niektóre z nich nie wykluczają pełnej jedności w wierze. Ale czy wszystkie?

Faktem jest, że w oficjalnym dokumencie naszego Kościoła, opublikowanym 16 miesięcy przed podpisaniem Wspólnej deklaracji, zasygnalizowano, że Kościołowi katolickiemu „trudności sprawia wypowiedź, jakoby nauka dotycząca simul iustus et peccator 10 w aktualnej wersji, przedłożonej we Wspólnej deklaracji, nie podlegała już potępieniom dekretów trydenckich o grzechu pierworodnym i usprawiedliwieniu” 11.

W dokumencie tym z całą jasnością przypomniano ponadto, co Kościół katolicki wierzy na temat dobrych uczynków i zasługiwania na życie wieczne: „Kościół katolicki reprezentuje pogląd, że dobre uczynki usprawiedliwionego są zawsze owocem łaski. Lecz jednocześnie i bez zakwestionowania w najmniejszym stopniu totalnej inicjatywy Bożej, są one owocem usprawiedliwionego i wewnętrznie przemienionego człowieka. Można więc powiedzieć, że życie wieczne jest jednocześnie zarazem łaską i zapłatą, której Bóg udziela za dobre uczynki i zasługi” 12.

Jak widzimy, nikt tu przy naszej wierze nie majsterkuje. A zarazem ewidentnie widać, że katolicy i luteranie wzajemnie się do siebie zbliżają. Osobiście widzę w tym — całkiem zwyczajnie — cud. Okazuje się, że dla Boga naprawdę nie ma rzeczy niemożliwych. Doprawdy wolno nam ufać, „że Ten, który zapoczątkował w nas dobre dzieło, dokończy go do dnia Chrystusa Jezusa” (Flp 1,6).

Jacek Salij OP

1 Światowa Federacja Luterańska i Papieska Rada ds. Jedności Chrześcijan, Wspólna deklaracja w sprawie nauki o usprawiedliwieniu (1997). Projekt ostateczny, „Studia i dokumenty ekumeniczne”, 2/1997, s. 67–86. 
2 Uchwałę na ten temat Rady Światowej Federacji Luterańskiej oraz odnośne dokumenty watykańskie, a także oficjalne listy najwyższych dostojników obu Kościołów opublikowano, w: „Studia i dokumenty ekumeniczne”, 2/1998, s. 65–90. 
3 Podstawowe informacje na ten temat, por. „Studia i dokumenty ekumeniczne”, 2/1998, s. 65–66. 
4 Ewangelia a Kościół, czyli tzw. Raport z Malty, w: S. C. Napiórkowski, Wszyscy pod jednym Chrystusem. Ogólnokościelny dialog katolicko–luterański. Część I: lata 1965–1981, Lublin 1985, s. 117–139; Kościół i usprawiedliwienie. Raport z trzeciej fazy Międzynarodowego Dialogu Luterańsko–Rzymskokatolickiego, „Studia i dokumenty ekumeniczne”, 2/1995, s. 43–138. Nie mamy po polsku raportu z katolicko–luterańskiego dialogu teologów amerykańskich pt. Usprawiedliwienie przez wiarę (1983). 
5 Idea pośrednictwa w myśli świętego Tomasza z Akwinu, „W drodze”, 2/1989, s. 3–16. Przedruk: J. Salij, Eseje tomistyczne, Poznań 1995, s. 92–114. 
6 Pozwalam sobie na taki protekcjonalizm wobec doktryny pelagiańskiej, bo wiem, że nikogo w ten sposób nie zranię. Nie widać dzisiaj chrześcijan, którzy by się świadomie uważali za dziedziców pelagianizmu, co zresztą świadczy o szczególnej obcości tej doktryny wobec nauki Ewangelii. 
7 Breviarium fidei. Wybór doktrynalnych wypowiedzi Kościoła, opr. Stanisław Głowa i Ignacy Bieda, Poznań 1989, s. 200–203. 
8 Dz. cyt., s. 315–316. 
9 Dz. cyt., s. 318–319. 
10 Chodzi o luterańską doktrynę, że chrześcijanin jest „zarazem sprawiedliwym i grzesznikiem”. We Wspólnej deklaracji jest ona omówiona w punkcie 4.4. 
11 „Studia i dokumenty ekumeniczne”, 2/1998, s. 75. 
12 Tamże, s. 76.

 


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Niepotrzebna kara

DLACZEGO MAM WIERZYĆ?

Kobieta w chrześcijaństwie

Homoseksualni rodzice?

Czy wolno ochrzcić dziecko bez wiedzy rodziców?


komentarze



Facebook