BYĆ SOBĄ
Kpł 13,1-2.45-46 * Ps 32 * 1 Kor 10,31-11,1 * Mk 1,40-45

Nie ma tak zgorzkniałego, wykolejonego i pozornie bezwartościowego człowieka, którego jeden znak łaski nie mógłby w okamgnieniu odnowić i uczynić pogodnym dzieckiem tego świata. (H. Hesse, Kuracjusz)

Na czym polega największy dramat? Chory na trąd nabiera wstrętu do samego siebie. Nawet jeżeli na poziomie świadomości wydaje się pogodzony ze swoją ułomnością, w obszarze nieświadomości nadal obecne jest piętno kalectwa. Zmiany bywają tak zaawansowane, że człowiek jest niezdolny do akceptowania siebie, a jego umiejętność budowania relacji z innymi ludźmi zostaje wystawiona na ciężką próbę. Tak można streścić słowa wybitnego specjalisty, twórcy nowego sposobu leczenia i opieki na chorymi, założyciela Gandhi Memorial Leprosy Foundation, Hindusa dr. R.V. Wardekara. Jego opis nie pozostawia wątpliwości, dlaczego ta okrutna choroba do dziś stanowi trafny obraz duchowego kalectwa.

Tak jak trąd zmienia człowieka, paraliżuje jego nerwy, utrudnia oddychanie i w końcu szpeci jego wygląd, tak duchowy trąd przynosi niszczące zmiany. Przyczyny bywają rozmaite. Początkiem może być pozornie niegroźny kompromis z jakimś grzechem, rezygnacja z modlitwy czy bagatelizowanie pierwszych oznak duchowego kryzysu. Finał jednak zawsze pozostaje niezmienny. Przestajemy być sobą i nie chodzi tutaj o tandetny frazes, spotykany w reklamowych hasłach, ale o najgłębsze znaczenie tego, kim jesteśmy. Odchodząc od pierwotnego „wyglądu”, zamazujemy jednocześnie podobieństwo do Boga.

Trędowaty z dzisiejszej Ewangelii, wierząc, że Jezus może przywrócić mu dawną godność, prosi Go o oczyszczenie. Jezus, nie każąc długo czekać, uzdrawia chorego, wypowiadając krótkie zdanie: „Chcę, bądź oczyszczony”. Za niepozornym słowem „chcę” kryje się wola Boga wobec Jego dziecka. Wola, która rozciąga się od stworzenia człowieka, obejmuje życie każdego z nas i zmierza aż do zmartwychwstania. Jezusowe „chcę” zaledwie sygnalizuje wypowiedziane z krzyża, znacznie mocniejsze słowo „pragnę” (J 19,28). Jeżeli istnieje serce twarde, tonące w smutku czy pustce i niezdolne do samodzielnego wyrwania się z tego stanu, to na krzyżu Jezus zabiera je do samego źródła istnienia. Na tym właśnie polega zmartwychwstanie. Stać się sobą w najgłębszym sensie. Zmartwychwstanie to stan, do którego zostaliśmy stworzeni. To sytuacja, której chce dla nas Jezus. To przyszłość, za którą mniej czy bardziej świadomie tęsknimy.


Szymon Popławski OP - ur. 1984, dominikanin, rekolekcjonista, mieszka w Łodzi. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

NA JEDNEJ NODZE

POBUDKA

SZTUKA BYCIA NIEUŻYTECZNYM

Zagadka

KOREKTA


komentarze



Facebook