DO DWÓCH KARTEK SZTUKA
Niektórzy traktują kartki do spowiedzi przedślubnej jak voucher, który uprawnia do zjedzenia obiadu i kolacji. Nie wpadli jednak na to, że te posiłki trzeba rozłożyć w czasie.

FOT. ŁUKASZ SMYL


KATARZYNA KOLSKA: Gdy przeglądałam fora internetowe dotyczące ślubów, byłam zaskoczona, że oprócz dyskusji na temat kwiatów, wystroju kościoła, sukienek, limuzyn, wesel i zawiadomień ogromne emocje wzbudza temat spowiedzi. Wie ojciec, co najbardziej interesuje młodych ludzi?

MACIEJ SOSZYŃSKI OP: Może to, w których kościołach księża najmniej się czepiają?

Trafił ojciec. Dlaczego spowiedź przedślubna wzbudza tyle emocji?

Z sakramentem pojednania jest trochę tak, jak z wizytą u lekarza: lubimy trafi ć do takiego, który okaże się sympatycznym, miłym człowiekiem. Ale przede wszystkim szukamy lekarza, który postawi właściwą diagnozę, przepisze odpowiednie leki i nas wyleczy. Może terapia będzie trudna, może będzie wymagała czasu i poświęcenia, ale w efekcie będziemy zdrowi. Przygotowując się do sakramentu pojednania, trzeba sobie zadać pytanie: po co my tam idziemy? Czy szukamy uzdrowienia i prawdziwego spotkania z Panem Bogiem, czy zanosimy kartkę, na której potrzebny jest nam jedynie podpis.

Czy spowiedź przedślubna powinna się różnić od każdej innej spowiedzi?

To zależy od tego, jak ktoś ją przeżywa i jaki ma do niej stosunek. Jeżeli w swoim życiu religijnym praktykujemy sakrament pojednania i jest on sposobem przeżywania naszej wiary i relacji z Panem Bogiem, to spowiedź przedślubna nie jest wówczas niczym nadzwyczajnym. Rangę nadzwyczajności nadają jej ci, dla których przystąpienie do sakramentu pojednania jest wydarzeniem na miarę przewrotu kopernikańskiego. Wtedy zaczynają się różne rozgrywki w konfesjo (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Maciej Soszyński OP - ur. 1972, dominikanin, prowadzi Dominikańską Akademię Małżeńską. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo W drodze 2016). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

A JA BYM CHCIAŁ ENNIO MORRICONE

24 GODZINY NA DOBĘ

Nie wszystko ode mnie zależy

NIE ZAGLĄDAM NIKOMU DO ŁÓŻKA

Stanąć w prawdzie


komentarze



Facebook