DROGA WIARY
Niedziela Wielkanocna, 31 marca 2013 roku

Dzisiaj o Zmartwychwstaniu opowiada ewangelista, z którym długo miałem kłopot. Jan – jako jedyny – mówi o sobie: „Uczeń, którego Jezus miłował”. Cóż to znaczy, pytałem, a inni? Piotr, Jakub, Mateusz nie byli umiłowanymi? Aż kiedyś zrozumiałem, że był z nich najbardziej o tym przekonany. Dlatego, choć umiłowany wśród umiłowanych, tylko on przedstawia się tym imieniem. Wyznawców Chrystusa zaczęto nazwać chrześcijanami, ale Jan pytany o imię odpowiedziałby: ten, którego Jezus miłuje.

Tym bardziej zaskakuje dzisiaj odkrycie, że nie miał on wiary ukształtowanej do końca. Uwierzył dopiero wtedy, gdy wszedł do pustego grobu. A przecież wcześniej ten uczeń – wierny aż po kres – jako jedyny wytrwał pod krzyżem. Dlatego Mistrz przekazał mu Matkę, a jego samego powierzył Maryi. Jednak jego serce musiało przejść drogę od wierności do przyjęcia, że Ukrzyżowany powstał z martwych.

Opowieść Jana o zmartwychwstaniu jest historią tej drogi. Tak dużo w niej ruchu, że jest to właściwie Ewangelia lekkoatletyczna. Najpierw Maria Magdalena biegnie do Piotra i Jana, żeby wykrzyczeć: „Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono”. Wtedy dwaj uczniowie rzucają się w drogę. Biegną razem, ale młodszy Jan jest pierwszy. Zadziwiające, że umiłowany uczeń zatrzymuje się. Czeka na Piotra. Dziwne, bo przecież nie na darmo go wyprzedził. A jednak czeka. Nie chciał wchodzić sam? Nie chciał wchodzić pierwszy? A może pamiętał, że gdzie dwaj albo trzej są zgromadzeni, tam Mistrz jest pośród nich? Tak, do pustego grobu nie wchodzi się samotnie. Próg przekraczają razem Piotr i Jan, czyli Kościół. Najpierw wchodzi Piotr – skała, na którym Kościół jest budowany. A przecież wiara Piotra wciąż potrzebuje pieczęci dojrzałości. Nie wytrwał pod krzyżem, zaparł się Mistrza. Będzie dopiero wypalony ogniem przebaczenia, gdy Zmartwychwstały zapyta po trzykroć: „Szymonie, czy miłujesz Mnie bardziej aniżeli ci?”. A jednak umiłowany uczeń przepuszcza Piotra. Za chwilę staje obok niego i wtedy wierzy. Obaj bowiem nie rozumieli Pisma, mówiącego, „że On ma powstać z martwych”.

Opowieść Jana o zmartwychwstaniu jest też historią mojej drogi wiary. W jaki sposób dzisiaj wchodzę do grobu Jezusa? W Kościele, spotykając Piotra i Jana, słuchając w liturgii głosu umiłowanego ucznia. Widzę go, jak wciąż zatrzymuje się przy grobie i czeka, tym razem na mnie. Jan ujmuje mnie skromnością. Jego wiara, wiara Piotra to nie dzieło herosów. Jak ja, potrzebowali pieczęci dojrzałości. Jak ja, potrzebowali siebie nawzajem, żeby wejść do pustego grobu. Dzisiaj chcę to uczynić razem z nimi, żeby wierzyć. Otoczony modlitwą umiłowanych uczniów przyjmuję słowo Jana i przekraczam próg.


Wojciech Prus OP - ur. 1964, dominikanin, doktor patrologii, studiował w Krakowie i Rzymie, przez osiem lat był dyrektorem Wydawnictwa "W drodze", obecnie jest duszpasterzem wspólnoty Lednica 2000. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Śniło mi się, że spowiadam

ODGADNĄĆ WSPÓŁCZUCIE

Siedemdziesiąty siódmy powrót

NIC SIĘ NIE ZMIENIA

Mapa pielgrzymów


komentarze



Facebook