SKRAJNOŚCI
Niedziela Palmowa, 24 marca 2013 roku

Chciałbym napisać krótki komentarz do pierwszego i ostatniego zdania Bożego słowa czytanego w Niedzielę Palmową.

„Jezus ruszył na przedzie, zdążając do Jerozolimy” – tak zaczyna się lektura. Widzę tu Kogoś zdecydowanego i bardzo konkretnego. Kogoś, kto wie, dokąd chce iść i co ze sobą zrobić. Wyprzedza innych, bo to nie oni przeżyją Jego życie i nie oni wypełnią Jego dzieło. Jest w Jezusie z pierwszego zdania czytań siła i rześkość. Idzie przed siebie jak „młody bóg”. I tu się zaczynam zastanawiać. Czy to tylko Jego przywilej i zachowanie nie do podrobienia? Czy jest w tej postawie cokolwiek do naśladowania? Ile razy nie ruszam z miejsca, bo trzymają mnie ludzkie opinie, strach przed wychyleniem się i zaryzykowaniem samodzielności. To jest paraliż, przez który mogę zmarnować moje życie, powołanie i złożony we mnie przez Boga talent. Niewidzialna pajęczyna strachu może oplatać moje marzenia i skutecznie powstrzymywać mnie przed ich realizowaniem. Nigdzie nie ruszam i donikąd nie dążę, i tylko po cichu wzdycham z tęsknotą, że przecież chciałbym inaczej. Decyzja Jezusa o wejściu do Jerozolimy i wyprzedzeniu pozostałych może być dla mnie wyzwalającą mocą. Dobrze by było, gdybym umiał nazwać po imieniu, co jest moją Jerozolimą i kim są ci, którzy mnie powstrzymują. Jednak najważniejszy jest Ten, który przetarł szlak do zmartwychwstania i ruszył pierwszy.

„Kobiety zgodnie z przykazaniem zachowały spoczynek szabatu” – tak kończy się opis Męki Pańskiej czytanej w tym roku. Jakże inne jest to zdanie od tego o Jezusie. Jest tu jakaś bierność i poddanie się nieugiętym prawom. Jest spoczynek siódmego dnia, święty i nienaruszalny szabat naśladujący Boga odpoczywającego po trudzie stwarzania. To ostatnie zdanie Męki Jezusa jest dla mnie przede wszystkim ewangeliczną lekcją prawdy o konieczności odpoczynku. Wyobrażam sobie, że można być pracoholikiem także w pracy nad sobą. Tak się zawziąć i tak zmobilizować, by nie dopuścić do jakiegokolwiek wytchnienia i odprężenia. Szabat Jezusa leżącego w grobie, tego samego, który kilka dni wcześniej, zdawało się, ma świat u swych stóp, jest mądrością o naszym wzroście duchowym. Co z tego, że ruszę do przodu, jeśli nie zatroszczę się o niezbędne siły na długą nieraz drogę do wolności i dojrzałości?

Dwa zdania z Męki Pańskiej i dwa zupełnie inne światła na nasze życie. Mimo odmienności bardziej się dopełniają, niż wykluczają. Każde jest potrzebne.


Wojciech Dudzik OP - ur. 1981, dominikanin. Mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

ŻYCIE PRZYSWOJONE

SZKOŁA CZEKANIA

SIEDZIAŁEM SOBIE NA ŁAWCE

PRÓBA TŁUMU

Słowa nie do ominięcia


komentarze



Facebook