WĘDROWNA IKONA
Dz 5,27b-32.40b-41 * Ps 30 * Ap 5,11-14 * J 21,1-19

Od kilku lat z grupą dobrych znajomych spotykam się w wolne wieczory przy ognisku. Pierwsze ognisko rozpalamy, gdy tylko zimowy chłód odpuści, a ostatnie – jesienne, gdy mokre drzewo nie chce się już rozpalić. Te ogniska mają swój urok i siłę, szczególnie – nad brzegiem jeziora. Kiedy szczapy drewna są już przepalone, a żaru wciąż jeszcze sporo, przygotowujemy posiłek. W ciemności nocy widać tylko migoczący żar węgli i błysk zgłodniałych oczu. Zwykły opieczony chleb to już uczta, ale jej ukoronowaniem jest ryba. Lekko osmolona dymem ogniska, przesycona smakiem palonego drewna, położona na żarzących się węgielkach. Najlepiej smakuje jedzona prosto z paleniska. Powinna do tego zabawnie ubrudzić twarze i lekko sparzyć palce. Zawsze mam chęć zatrzymać ten czas, schować go w jak najgłębsze zakamarki pamięci, aby ocieplać jego wspomnieniem pojawiające się chłody i nakarmić głód, który niejeden raz nawiedza moje życie. Ta osmolona dymem i upieczona w żarze ryba to moja wędrowna ikona zmartwychwstania.

Na tej ikonie jestem ogłupiałym i zdumionym uczniem Jezusa, który w milczeniu i zadziwieniu wpatruje się w przygotowany nad brzegiem jeziora iście mesjański posiłek. Nad brzegiem, który przed chwilą był moją drogą ucieczki, i nad jeziorem, które było świadkiem mojej rezygnacji, czeka na mnie Ktoś, na Kogo ja już nie czekałem. Zmartwychwstały przychodzi i częstuje mnie wiarą mającą smak pieczonej ryby. Tę wiarę trzeba spożyć bez zbytecznych słów. On ogrzewa mnie miłością, która jest jak żar węgli: im większa ciemność dookoła, tym mocniejszy blask miłości, a im większy chłód, tym bardziej upajające ciepło pokochania. Zmartwychwstanie nie jest słodką, lukrowaną prawdą. Jest jak kromka chleba, którą trzeba rwać kawałek po kawałku, dokładnie żując i przełykając.

Jezus zmartwychwstały nie zapyta, dokąd właśnie szedłem brzegiem jeziora. On wie, On naprawdę wszystko wie. On wie, że miłość zmartwychwstała to miłość zraniona i zabita, choć żyjąca na wieki. Że zmartwychwstała nadzieja to nadzieja opłakana i pogrzebana, a zmartwychwstała wiara to ta, która dotknęła dna piekieł.

Pozostało Mu tylko jedno pytanie, które musi mi postawić, żeby zmartwychwstanie stało się i dla mnie: „Czy kochasz Mnie?”. W Jego ponawianym pytaniu: „Czy kochasz Mnie?”, kryje się moja odpowiedź. Tylko Jego nieustępliwe pytanie – nie o zdradę, lecz o moją miłość – pozwala mi odpowiedzieć: „Panie, Ty wszystko wiesz. Ty wiesz, że cię kocham”. Dopiero teraz mogę pójść za Nim, to znaczy tam, dokąd kilka chwil wcześniej jeszcze nie chciałem, skąd uciekałem.


Michał Adamski OP - ur. 1977, dominikanin, przeor klasztoru św. Jacka w Warszawie. Autor książek "Przejść pustynię, czyli od rozpaczy do nadziei" (2006) oraz "Miłość, która się spóźnia" (W drodze, 2012). (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Zapalaj innych

MIERNY, BIERNY, ALE... WIERNY

Miłość, która zejdzie na samo dno

BÓG ŻYWY CZŁOWIEKA ŻYJĄCEGO

ZBAWIENI KUSZENI


komentarze



Facebook