CHLEB, RYBA I JAJKO
Rdz 18,20-32 * Ps 138 * Kol 2,12-14 * Łk 11,1?13

 

Moją uwagę przyciąga ostatni fragment dzisiejszej Ewangelii. Trzy pytania Jezusa do ojców.

Sytuacja na pozór banalna: Syn prosi o chleb, rybę i jajko. Można się zastanawiać, czy mówienie o tym, że każdy ojciec zaspokoi pragnienie głodnego dziecka, nie jest zbyt dużym uogólnieniem. Bardziej jednak ciekawi mnie to, czy rzeczywiście każde dziecko poprosi o jedzenie. Czy Jezus nie mówi tu między wierszami o dziecięctwie? O takiej postawie, nawet bardzo dorosłych i poważnych ludzi, która wyraża się w pustych rękach otwieranych nieśmiało przed Bogiem. Chleb, ryba i jajko nie są szczytem kulinarnej finezji. Są dla Jezusa figurami prostoty i niewystarczalności. On w ten sposób uczy: na modlitwie nie bądź taki wszystko ogarniający; możesz ją zacząć, będąc głodny, możesz pozwolić sobie przed Bogiem na bycie małym dzieckiem, które czegoś nie wie, nie rozumie, i które ma kaprys, by zjeść dziś na śniadanie chleb z rybą i jajkiem. Jakże to niepopularne! Jakże mocno trzymamy fason, zachowując się podczas modlitwy jak pilnujący wszystkiego rodzic, a nie dziecko mówiące po prostu: „Ojcze”. Duch Święty chce i potrafi nauczyć nas modlitwy. On może nas przybrać za synów, czyli uczynić z nas dzieci przed Bogiem.

Jeszcze jedno warto zauważyć w tych trzech pytaniach. Jezus uderza w czuły punkt: w miłość rodzicielską. Jego pytania są retoryczne. Wiadomo, że żaden ojciec nie podsunie swojemu dziecku kamienia, węża i skorpiona. Ten ludzki odruch nakarmienia głodnego jest odbiciem gestu Boga. Jest śladem i dowodem naszego podobieństwa do Niego wspomnianego przy stwarzaniu człowieka. Jeśli więc chcę się czegoś nauczyć o Bogu, muszę najpierw zajrzeć do mojej duszy i mojego serca, które pragną dobra i pełni życia i co więcej – są zdolne do tego, by do tej pełni konsekwentnie się zbliżać. Potem mogę zobaczyć ludzi, którzy z bliska bądź z daleka, są towarzyszami mojej drogi. Każdy z nich odbija w sobie dobroć Ojca w niebie. Trzeba na to patrzeć trzeźwo, jak Chrystus, który nie zapomniał wtrącić niewygodnych słów: „Choć źli jesteście”. Te słowa nie muszą mnie smucić i prowadzić do narzekania, że „tak źle jak teraz, to jeszcze nie było”. Te słowa mogą mnie doprowadzić do zaskakującego odkrycia: Choć łatwo mi przychodzi zło, potrafię też uczynić tyle samo, czy nawet więcej dobra. I w tym dobru przypominam mojego Ojca.

 


Wojciech Dudzik OP - ur. 1981, dominikanin. Mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

PRÓBA TŁUMU

Drodzy czytelnicy

LANIE WODY

Puste ręce

ODBUDOWA


komentarze



Facebook