Archwium > Numer 482 (10/2013) > Dominikanie na niedzielę > MIERNY, BIERNY, ALE... WIERNY

MIERNY, BIERNY, ALE... WIERNY
Wj 17,8-13 * Ps 121 * 2 Tm 3,14-4,2 * Łk 18,1-8

 

Na początku drogi zakonnej otrzymałem od swojego starszego i bardzo doświadczonego współbrata ostrzeżenie: gdy zaczyna ci się podobać twoja własna modlitwa i lubisz się modlić – strzeż się. Po wielu latach, po licznych wzlotach i upadkach, zachwytach i zniechęceniach, bliska stała mi się na modlitwie formuła, którą uznałem za swoją: „Mierny, bierny, ale… wierny”.

Nie da się zbyt długo modlić, mając ręce wzniesione do Boga tylko siłą własnych mięśni. Co prawda, na jakiś czas prężenie muskułów w duchowości zdaje egzamin, ale przychodzi taki dzień, kiedy ręce dosłownie nam opadają. Nie czujemy ich, nie czujemy nic. Dlatego, aby dobrze się modlić, potrzebujemy wspólnoty tych, którzy podeprą nas w modlitwie. Bo w każdym z nas jest Jozue, który walczy z Amalekitami na polu bitwy w Refidim. Ale jest w nas i Mojżesz, który walczy na szczycie góry, wznosząc ręce, wsparty przez swoich kompanów.

Dlatego błogosławione są chwile, kiedy w swojej modlitewnej bezsilności i odrętwieniu żyjemy i wierzymy we wspólnocie (Kościoła, domowej czy zakonnej), w której inni modlą się obok nas. Błogosławione przewracane z mozołem kartki brewiarza, suche słowa psalmów, z oporem przesuwane paciorki różańca, gdy są wzmacniane wiarą i ufnością tych, którzy są obok. Błogosławiona spokojna i senna obecność modlących się wraz z nami przed Najświętszym Sakramentem, gdy zniecierpliwienie narasta w nas do granic wytrzymałości.

Jest jednak jedno źródło, nigdy niewysychające i nieginące, nieustannie zasilające naszą walkę: to wzniesione ręce Jezusa przybite do krzyża. Do mojego grzechu, mojej przegranej, mojej śmierci przybiła się na zawsze Miłość, która zwycięsko podnosi swoje ramiona.

Dlatego nie musimy już wygrywać – pozostało nam przyjąć zwycięstwo krzyża, które wywalczył dla nas Jezus. A modlitwa jest właśnie tym czerpakiem, który pozwala nam zaczerpnąć ze źródła.

Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę we mnie, gdy przyjdzie? Czy moja bierna i mierna modlitwa pozostanie wierna?

 


Michał Adamski OP - ur. 1977, dominikanin, przeor klasztoru św. Jacka w Warszawie. Autor książek "Przejść pustynię, czyli od rozpaczy do nadziei" (2006) oraz "Miłość, która się spóźnia" (W drodze, 2012). (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

BEZPIECZNY PORT

Arka wiary

ZBAWIENI KUSZENI

PRZYZNAĆ SIĘ DO BRAKU

Chrystus bez karabinu


komentarze



Facebook