DO SERCA PRZYTUL PSA
Dźwięki, także te, których nie słyszymy, zapachy, wygląd i kolor, ogon, zadek, nawet taniec - to wszystko może służyć zwierzętom do komunikacji. Także z ludźmi.

FOT. ANNA GAWLAK


 

Wszystkie stworzenia, które są pod niebem, służą na swój sposób
swemu Stwórcy, uznają Go i słuchają, lepiej niż ty.
św. Franciszek z Asyżu

 

Noc wigilijna to czas szczególny. Tak szczególny, że wszystko się wtedy zmienia. Nie tylko ludzkie życie, ale i życie zwierząt, które zaczynają mówić ludzkim głosem. To jedyny moment, gdy ci jedyni – poza samą rodziną – naoczni świadkowie narodzin Chrystusa w Betlejem mogą nam o tym opowiedzieć…

No tak się przynajmniej mówi. Ilu zatem z nas w noc wigilijną zakradało się do stajni, by dyskretnie posłuchać, o czym tam gawędzą konie? Albo do kurnika, by podsłuchać, o czym gdaczą kury? Czy do obory, by dowiedzieć się, jak tyłek gospodarza obrabiają krowy? A może i pies zaskomli coś na temat tego, czy dobrze go traktowaliśmy? Bo kot na pewno nie. Kot chodzi własnymi ścieżkami i jedyne, co miałby nam do powiedzenia w Wigilię, to: Ja spadam, bo mam sprawy do załatawienia. Narka.

Zakradało się, by posłuchać i… nic. Ani słowa. Żadne ze zwierząt nie było łaskawe nawet powiedzieć nam „cześć”. Wygląda na to, że cała ta wigilijna legenda nie jest funta kłaków warta. Bzdura jakaś i aż śmieszne się wydaje, jak mogliśmy się na to nabrać.

Doprawdy?

A może to nie legenda nie jest warta funta kłaków, ale nasza zdolność postrzegania i rozumienia świata? Rozumienia zwierząt.

Zwierzęta może i nie władają biegle angielskim, nie umieją odmieniać przez przypadki polskich rzeczowników, nie znają tajników chińskiego, arabskiego, swahili czy keczua. To jednak wcale jeszcze nie znaczy, że nie potrafią się z nami komunikować. Trzeba tylko nauczyć się słuchać.

A do tego potrzebne są nie tylko uszy.

Romeo i Julia

Powiada św. Franciszek, że każdy z braci naszych mniejszych służy Stwórcy lepiej niż my. Co to znaczy? Może to, że zwierzęta są znacznie bliżej natury niż ludzie. Nigdy nie oddaliły się zbytnio od matecznika, który powołał je do życia. I od jego reguł. A prawa przyrody mają pewien fascynujący walor. Są do bólu logiczne.

Istniejące w przyrodzie organizmy zachowują się dzięki temu bardzo racjonalnie. Wszystko, co robią i do czego dążą, jest poddane logice ich istnienia. Prowadzi do ewolucyjnego udoskonalenia właśnie po to, aby istnieć lepiej, sensowniej, praktyczniej. A to z kolei znaczy na przykład, że zwierzęta potrafią wykorzystać do porozumiewania się wszystko, co tylko wykorzystać się da.

Kiedy stado małp wznieca w koronie drzew tropikalnego lasu niebywały wręcz jazgot, moglibyśmy pomyśleć: co za hałaśliwa banda! Drą się jak opętane, bez ładu i składu, bez sensu. Bynajmniej. To nie są tylko wrzaski dla samych wrzasków. To… broń.

Żyjące w lasach tropikalnej Ameryki wyjce to małpy o specjalnie zbudowanej krtani, wzmocnionej jeszcze workiem rezonansowym, który wisi im na podgardlu. Gdy zaczną wyć, potrafią osiągnąć siłę ponad 100 decybeli, są zatem głośniejsze od silników odrzutowego samolotu. Chór tak potężnych dźwięków jest oszałamiający, nic więc dziwnego, że gdy wyjce otoczą swym krzykiem podchodzącego je jaguara, ten ogłuszony wycofuje się z bolącą głową. Zwyczajnie zakrzyczany.

To jednak nic przy sile głosu niektórych wielorybów. Pieśń humbaka – siedemnastometrowego walenia o długich płetwach – to jeden z najcudowniejszych dźwięków w przyrodzie. Osiąga ponad 150 decybeli, ma przepiękną melodię i niesie się na odległość setek kilometrów, w czym pomaga mu świetny przekaźnik fal, jakim jest woda. Wszystko po to, by usłyszała go pani humbakowa, niezwykle wrażliwa na urok piosenek swoich adoratorów. Humbak działa wedle sprawdzonej już pod niejednym balkonem zasady: zaśpiewaj jej, a będzie twoja! Byle głośno.

Nieco odmiennie do sprawy podchodzą nietoperze. U nich obowiązuje reguła: zaśpiewaj, byle cicho, a wtedy będzie twój. Obiad konkretnie. Te jedyne ssaki, które opanowały sztukę czynnego lotu, posługują się bowiem dźwiękiem tak, jak my dotykiem. Stosują echolokację, czyli technikę wykorzystywaną przez ludzi w konstrukcji radarów i sonarów. Bardzo krótkie i niesłyszalne dla ludzkiego ucha dźwięki, które emitują, odbijają się od przeszkód i wracają do ucha nietoperza jako echo. Takie samo, jakie słyszymy w pozbawionym mebli pokoju. A nietoperz potrafi za ich pomocą stworzyć trójwymiarową mapę okolicy, przez którą przelatuje. To zwierzę, które wypowiada się, by… lepiej widzieć. Nikt, nawet komar, nie ukryje się przed taką gadką.

Całą gamę dźwięków nieuchwytnych dla ludzkiego ucha stosują także zwierzęta, po których byśmy się tego nie spodziewali, chociażby słonie. Bulgoczące infradźwięki wydawane przez te olbrzymy są tak niskie i basowe, że człowiek ich nie wyłapie. Reszta słoniego stada jednak – owszem. Choćby komunikat o tym, gdzie znajduje się woda.

Pamiętacie, jak wygląda słoniowa noga? Duża, ciężka, płaska od spodu jak kloc drzewa. To także nie jest przypadek. To za jej pomocą słoń odbiera dźwięki w formie drgań ziemi. Inaczej mówiąc, choć ma spore uszy, potrafi słyszeć stopą!

Tygrysy żyjące w Azji potężnie ryczą. Ich atak na zdobycz staje się przez to bardzo efektowny. Naukowcy, którzy badali te koty, zaczęli się jednak zastanawiać nad pewną nielogicznością. Dlaczego bowiem drapieżnik podkradający się z takim mozołem do antylopy czy jelenia i atakujący znienacka, robiący wszystko, by go przedwcześnie nie zauważono, w decydującej chwili bezsensownie ryczy, co zdradza jego pozycję? Okazało się, że jego ryk niesie za sobą potężną dawkę dźwięków o niskiej częstotliwości. My ich nie słyszymy, ale to one działają paraliżująco na ofiary.

Przyroda jest jednak logiczna.

Kolorowe kłamczuchy

W świecie ludzi powiada się, że to Włosi mówią całym ciałem. U zwierząt to zupełnie normalne. Doszło nawet do tego, że potrafią one mówić… zadkami! Nie, to nie jest żart. Gazele przemierzające afrykańskie sawanny albo sarny w polskich lasach mają pośladki w białym kolorze i nie bez powodu ten fragment ich ciała nazywa się „lustrem”. Biały kolor odbija światło, dzięki czemu zwierzęta za pomocą tylnej części ciała potrafią komunikować się na duże odległości z innymi przedstawicielami swego gatunku.

„Bądź widoczny na drodze” – ta reguła przyświeca lemurom katta z Madagaskaru wyposażonym w bardzo długie ogony w kontrastowe biało-czarne paski. Gdy przemieszczają się w wysokiej trawie albo gęstym lesie, wznoszą je. Taki ogon jest świetnie widoczny, niczym zawieszona na żerdzi flaga.

Komunikat zupełnie innego rodzaju przekazuje nam żółto-czarna skóra salamandry plamistej – płaza, którego można spotkać także w polskich górach. Żółty i czarny to kolory, które mocno z sobą kontrastują. I o to chodzi! Salamandra nie tylko nie stara się bowiem przed nikim ukrywać, ale jej celem jest właśnie to, by była jak najbardziej widoczna. Po to, by przekazać ostrzeżenie: nie próbuj mnie dotykać, bo pożałujesz.

W języku zwierząt takie kolory nie pozostawiają bowiem wątpliwości, że ich właściciel jest silnie trujący i nie warto mu wchodzić w paradę. Stosują je z powodzeniem także gąsienice motyli, węże… Niektóre potrafią nawet kłamać.

Tak, tak, kłamstwo nie jest obce zwierzętom. Żyjący w Ameryce lancetogłów mleczny, zwany wężem królewskim, jest niezwykle kontrastowo ubarwiony, w czarne, żółte i czerwone paski. Niemal identycznie jak bardzo jadowite węże koralowe, które też żyją w tej okolicy. Lancetogłów nie jest jednak jadowity. To zwykły oszust, udający swych groźnych krewniaków!

Takie wprowadzanie w błąd nazywa się mimikrą batesowską, od nazwiska angielskiego przyrodnika Henry’ego Batesa, który badał motyle w Amazonii i znalazł wśród nich takie, które upodobniły się wyglądem do os.

Tańcz, głupi, tańcz

Językiem zwierząt może być także zapach. Tak właśnie porozumiewają się między sobą koty i inne drapieżniki, które zostawiają swoją woń na wszelkich przedmiotach. Większość zwierząt, które chcą wyraźnie zaznaczyć granice własnych terytoriów, po prostu wyznacza je zapachem. Dla drapieżników bardzo ważne jest, by podzielić obszar na kawałki i nie przekraczać granic konkurentów – tak, aby jedzenia wystarczyło dla wszystkich.

Zapach pozwala zwierzętom przekazać także inne informacje, niekiedy bardzo dla nich ważne, na przykład: jestem gotowa, by mieć dzieci. Większość samic zwierząt tak komunikuje się z potencjalnymi tatusiami, gdy dojrzeje do tego, by zostać mamą.

Ktoś, kto nie zna języka zwierząt, popatrzy na ul pełen pszczół i dostrzeże w nim tylko wielki chaos. Małe owady przesuwające się bez ładu i składu to w jedną, to w drugą stronę. To jednak także zwierzęcy język, gdyż pszczoły do komunikacji między sobą wykorzystują… taniec. Kroczek w lewo, kroczek w prawo, teraz w tył i znów do przodu – to tajemny, geometryczny kod, dzięki któremu pszczoła powracająca właśnie z patrolu przekazuje swoim koleżankom informację o tym, gdzie np. znajduje się pole pełne kwiatów ze słodkim nektarem. My tańczymy dla przyjemności, pszczoły są w ten sposób w stanie podać dokładne współrzędne geograficzne. Umielibyśmy tak? Tak zatańczyć tango albo twista, aby pokazać partnerowi, gdzie w mieście można się napić dobrej kawy?

Ludziom zdarza się przetańczyć całą noc. A i u zwierząt bywa, iż taniec tak je pochłonie, że przegapią kawałek życia. Jaskrawopomarańczowo ubarwione samce skalikurków gujańskich – ptaków z rodziny bławatników, które żyją w tropikalnej Ameryce – tańczą, aby przywabić samice. Robią to na otwartych polanach, gdzie są dobrze widoczne. Panie skalikurkowe przylatują, obserwują, zachwycają się pokazem. Wreszcie wybierają tego, który tańczy najefektowniej. Sygnalizują mu swoje zainteresowanie krótkim dziobnięciem. Zdarza się jednak, że samczyk wpada w taki amok samozachwytu nad swoimi pląsami na polanie, iż nie przerywa ich mimo tego znaku. Tańczy dalej w narcystycznym uwielbieniu. Samiczka dziobie go znów, i znów. Jeśli i to nie skutkuje – trudno. Przenosi swoje zainteresowanie na konkurenta. A ten zarozumialec najbardziej kochający samego siebie niech tańczy dalej! I niech żałuje!

Papużka z Księgi Guinnessa

Dźwięki, także te, których nie słyszymy, zapachy, wygląd i kolor, ogon, zadek, nawet taniec – wszystko może służyć zwierzętom do komunikacji. Także z ludźmi. Nie jest to więc żaden mit ani legenda, że zwierzęta w Wigilię potrafią przemawiać. Oczywiście, że potrafią. Nie tylko w Wigilię, ale także każdego innego dnia. Stosują jednak język, którego my najczęściej nie rozumiemy. To jest wieża Babel oddzielająca świat zwierząt i świat ludzi.

Powoli jednak. Ludzie wciąż nie potrafią nauczyć się języka zwierząt, jednakże one całkiem sprawnie radzą sobie ze skomplikowaną mową człowieka. Nasze głosy z powodzeniem naśladuje wiele ptaków, a także ssaków – np. białuchy, czyli żyjące w Arktyce białe walenie, zwane niekiedy „ćwierkającymi wielorybami”.

Kruki, kawki, szpaki, gwarki i papugi znane są z tego, że można nauczyć je ludzkich słów. Rekordzistą pod tym względem jest wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa samczyk papużki falistej imieniem Puck. Należy on do Amerykanki Camille Jordan i potrafi wypowiedzieć 1728 słów. To tyle, ile zna dziecko pod koniec trzeciego roku życia. Według lingwistów znajomość 1000 podstawowych słów pozwala zrozumieć 70 procent tego, co się słyszy w danym języku.

Papużkę Pucka przebija jednak pewien niezwykły ptak, który żyje w buszu Australii i lasach Nowej Gwinei. To niejaki lirogon, którego nazwa wzięła się stąd, iż ma efektowny ogon z delikatnych piór w kształcie instrumentu muzycznego, liry. Lirogony są niedoścignionymi mistrzami w naśladowaniu nie tylko ludzkiej mowy, ale i wszelkich dźwięków. Rejestrują je niemal jak magnetofon i później wykorzystują w swoich pieśniach. Spacerując po australijskim buszu, można zatem niekiedy usłyszeć ludzką mowę, dźwięk migawki aparatu fotograficznego, ryk piły łańcuchowej albo silnika samochodu, płacz dziecka, szczekanie psa czy dzwonek komórki. Wszystko, co lirogon kiedyś usłyszał i zarejestrował.

Może to być nawet kolęda w wigilijną noc, o ile ktoś mu ją zaśpiewa.

 


Radosław Nawrot - ur. 1973, studiował prawo na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, dziennikarz, autor wielu książek o tematyce sportowej. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

CZY PAN MNIE SŁYSZY?

ŁOWCA MOTYLI

GULASZ, LECZO I BŰVÖS KOCKA

RAZ JESZCZE TELEFON DO PRZYJACIELA

Barwy honoru


komentarze



Facebook