KAZNODZIEJA I UPŁYW CZASU
1J 2,18-21 * Ps 96 * J 1,1-18

31 grudnia trudno uniknąć podsumowań. A ponieważ dziś czytamy o Słowie, które było na początku, przyoblekło ciało i zamieszkało wśród ludzi, warto zapytać, jak u mnie w tym mijającym roku było ze Słowem.

Mam coś na sumieniu w tej sprawie, jedno zdanie wypowiedziane do mojego współbrata: „Nie miałem kiedy przygotować kazania, muszę się chyba pomodlić”. Uśmiecham się i czerwienię na to wspomnienie. Bo czy trzeba aż tak poważnych tarapatów, żeby odkryć oczywistość, od której należy zaczynać? Pomodlić się o słowo – niby proste, ale tak łatwo o tym zapomnieć. Gdy czytam dziś Janowe słowa: „Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał”, nie myślę wcale o nich – co to niby daleko są od Boga. Nie, myślę o sobie! O ściśniętym sercu kaznodziei, który nie wie, co powiedzieć. Ten uścisk prowadzi niekiedy na drogi niepamięci, że przecież tyle razy byłem ratowany. W wielkiej pustce twórczej przychodziły myśli, intuicje i obrazy. Niby nie wiadomo skąd, a działo się tak jak z poprzednim rozważaniem dla naszego miesięcznika. Termin oddania tekstu mijał, słowa nie chciały się układać w zdania. W desperacji poszedłem na adorację Najświętszego Sakramentu i tam w godzinnej ciszy powstało rozważanie. Wróciłem do celi, napisałem je w ciągu trzydziestu minut. Nigdy wcześniej tak się nie zdarzyło.

W Poznaniu przez wiele lat mieszkał wielki mistrz słowa, pisarz żydowskiego pochodzenia, Roman Brandstaetter. Żył z nim w wielkiej acz niełatwej przyjaźni założyciel „W drodze” ojciec Marcin Babraj. Bo nie prosto było przyjaźnić się z mistrzem. Ale Biblię kochał nad życie. Zmagał się o Słowo, spierał się z Nim, jak biblijny Jakub nad potokiem Jabbok. Dla człowieka o żydowskich korzeniach było oczywiste, że w prologu Ewangelii świętego Jana nie powinniśmy czytać, że Słowo było, ale że JEST. Jest przed wiekami, jest teraz, gdy piszę, po prostu JEST. To przecież Imię Najwyższego, którym przedstawił się Mojżeszowi z płonącego krzewu na pustyni: „JESTEM, Który JESTEM”. Potem czytano to jako JAHWE.

Za Mistrzem Brandstaetterem czytam więc świętego Jana: „Na świecie JEST Słowo, a świat staje się przez Nie, lecz świat Go nie poznaje”. Tak, to ja Go tyle razy nie rozpoznaję, choć istnieję dzięki Niemu. Ale czytam dalej i znajduję w tekście wielką pociechę: „Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjmują, daje moc, aby się stali dziećmi Bożymi”. Oglądam więc miniony czas, by bardziej uwierzyć, że Słowo wszystko podtrzymuje w istnieniu. I im bardziej przypominam sobie ten mijający 2013 rok, tym bardziej dziękuję i mówię za Janem: „Oglądam Jego chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy”.

 


Wojciech Prus OP - ur. 1964, dominikanin, doktor patrologii, studiował w Krakowie i Rzymie, przez osiem lat był dyrektorem Wydawnictwa "W drodze", obecnie jest duszpasterzem wspólnoty Lednica 2000. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Kościół otwarty - Kościół zamknięty

Mapa pielgrzymów

WPRAWNE OKO ŁUKASZA

Różaniec Basi

Święci o upadłych


komentarze



Facebook