WYCHOWANIE DO WIECZNOŚCI
Syr 3,2-6.12-14 * Ps 128 * Kol 3,12-21 * Mt 2,13-15.19-23

 

Wyobraźmy sobie galaktykę rodzin złożoną z małych, świecących iskierek rozrzuconych we wszechświecie. Święta Rodzina stanowi jej centrum. Jezus, Maryja i Józef w łonie Trójcy Świętej. Jest to centrum życia, światła, dobra, ciepła, rodzinności, centrum czasu i wieczności. Gdzie w tej galaktyce rodzin znajduje się moja rodzina? Im dalej od tego centrum, tym mniej jest życia, tym mroczniej, chłodniej, dziwniej…

Nie było mnie jeszcze na świecie, kiedy zmarł mój starszy brat Alesiek. Miał trzy lata. Chciałbym go kiedyś zobaczyć. Zadomowienie się Jezusa Chrystusa w życiu konkretnej rodziny Józefa i Maryi odsłoniło w pełni prawdę, że Bóg troszczy się o rodzinę. We wspólnocie z Bogiem żadne choroby, knowania Herodowe ani śmierć kogoś bliskiego nie mogą zniweczyć autentycznych relacji osobowych. Święta Rodzina: Jezus, Maryja i Józef żyją. Spodziewam się, że Bóg pokaże mi kiedyś w niebie moją własną rodzinę w całej pełni. Nie zostawił mnie samego pośród przeciwności losu, z raną z powodu śmierci brata. Jest Bogiem żyjących. Jest komunią Trzech Osób Boskich, których miłość to jeden płomień. Józef, Maryja i Jezus to również jeden płomień miłości. Miłość małżeńska, rodzina – to wyobraże­nie Trójcy.

W mojej galaktyce rodzin trzy gwiazdy przyświecały mi w drodze. Były tak jasne, że nigdy nie zwątpiłem w ich posłanie. Gwiazdą dzieciństwa była rodzina. Mój ojciec był człowiekiem silnym, małomównym i pracowitym. Mama wniosła w moje dzieciństwo całą wrażliwość swojego świata. Miała piękny głos, śpiewała w chórze kościelnym. Gdy służyłem do mszy, zawsze go rozpoznawałem. Odwracałem się, ona patrzyła na mnie, ja na nią, uśmiechali­śmy się do siebie i byliśmy szczęśliwi. Gwiazdą dorastania była moja ukochana. Wspaniale było z nią przebywać. Miała czyste spojrzenie. Gwiazda wieku męskiego to Chrystus. Porwał mnie ideał zakonu Braci Kaznodziejów.

Dziś, w święto Świętej Rodziny, chcę przypomnieć pewne spotkanie. Zadzwonił do mnie mój przyjaciel i powiedział: „Przyjdź, poznasz moją żonę, dzieci”. Nie dałem się długo prosić. Spędziłem czarujący wieczór. Ogrzałem się ciepłem, które od nich biło. Kolacja odsunęła ode mnie trudy dnia, rozmowa była wzruszająca, a baraszkujące dzieciaki zwracały na siebie naszą uwagę. Jak wspaniałych rzeczy doznawałem, przebywając z tymi ludźmi, którzy swoje małżeństwo uważali za dar Boga. Jakie orzeźwienie! Cóż za jasność myślenia! Cóż za ciepło ich miłości! Oni naprawdę wierzyli w miłość i pili ją łyk po łyku, jak dzieci Boga.

 


Zygmunt Chmielarz OP - ur. 1961, dominikanin, doktor teologii, kapelan szpitala im. Franciszka Raszei, duszpasterz "Odrodzenia", kapelan Arki, opiekun wspólnoty Wiara i Światło, duszpasterz ośrodka terapeutycznego "Detox", mieszka w Poznaniu (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

SPOLICZKOWAŁEM KSIĘDZA PIOTRA

okladka

"Nauczać kobiecie nie pozwalam" (1 Tm 2,12)

Żeby się tylko księża nie przestraszyli

PSALMISTA I JEGO BÓG


komentarze



Facebook