DAĆ DOWÓD NADZIEI
Dz 8,5-8.14-17 * Ps 66 * 1P 3,15-18 * J 14,15-21

 

Zawsze, gdy słucham apelu świętego Piotra: „Bądźcie gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest”, czuję dreszcz emocji. Z jednej strony wiąże się on z fascynacją, gdyż przecież jako zakonnik i kaznodzieja, porwany doniosłością tego wezwania, zainwestowałem całe życie w sprawę głoszenia i uzasadniania mojej chrześcijańskiej nadziei. Z drugiej jednak strony są w nim odcienie lęku, jeśli bowiem moje wysiłki prezentowania i uzasadniania mocy wiary okażą się mało przekonujące i wiarygodne, skompromituję nie tylko swoje osobiste wybory, lecz nade wszystko przyniosę kompromitację samemu Chrystusowi.

Niezależnie jednak od emocji, które towarzyszą apelowi Piotra, dostrzegam, że są w nim zawarte co najmniej trzy niepodlegające dyskusji prawdy.

Po pierwsze, chrześcijanin jest reprezentantem nadziei. Powiem więcej, życie wiarą jest najpewniejszą, najbardziej trwałą i najbardziej bezpieczną przystanią nadziei, do której może przybić człowiek w swym życiu. Po drugie, chrześcijańska nadzieja nie jest czymś mglistym, nie jest fantomem rzeczywistości ani tylko pobożnym życzeniem. Piotr mówi, że jest ona konkretna. Można ją zrozumieć, opisać, uargumentować, udowodnić i opowiedzieć innym. Po trzecie wreszcie, możemy być pewni, że zawsze znajdą się tacy, którzy, kierowani szczerym poszukiwaniem, ciekawością, przypadkiem, a czasem nawet ironią, będą się domagać od nas zdania sprawy z naszej chrześcijańskiej nadziei.

Rzecz wydaje się poważna – dać świadectwo nadziei – i trudna. Jak dobrać słowa, by ją opisać, i jak sformułować jej dowód, skoro wydaje się, że nadzieja, która dziś jest we mnie, nie jest oparta na moim „dziś”, lecz jest zakotwiczona gdzieś dalej, w wieczności, czyli w głębi samego Boga? Potrzebny jest więc most, który połączy moje dzisiejsze życie z najgłębszymi tajemnicami Boga, a dowód, dany nadziei, będzie opisem tego mostu, który mnie prowadzi wprost do serca Boga.

Słucham dziś apelu Piotra jako wezwania, by być prorokiem, czyli ubrać w życie, a następnie w słowa, moją chrześcijańską nadzieję. Nie mogę nigdy przestać poszukiwać jak najlepszego stroju dla mojej nadziei, czyli jak najlepszego opisu tego mostu, który łączy mnie z sercem Boga. Domagają się tego ode mnie ci wszyscy, którzy chcą, bym dał dowód nadziei. A ja nie mogę im odmówić. Chodzi bowiem o to, by oni sami, parafrazując słowa Augustyna, widząc me dowody – uwierzyli, wierząc – zaufali, a ufając – umiłowali.

 


Łukasz Wiśniewski OP - ur. 1984, dominikanin, studiuje teologię dogmatyczną na Uniwersytecie we Fryburgu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

STUDNIA

EKSCYTACJA

KRÓLESTWO NIEBIESKIE

JEZUS NA PERYFERIACH

TRAKTAT O SZCZĘŚCIU


komentarze



Facebook