Archwium > Numer 492 (08/2014) > Szukającym drogi > ŚWIĘCI WIELCY I MALI

ŚWIĘCI WIELCY I MALI
Wolno nam ufać, że wielu naszych bliskich i znajomych już dostąpiło zbawienia wiecznego, bo przeszli przez swoje życie naprawdę pięknie i blisko Boga. A jednak nadal modlimy się o ich zbawienie.

Kanonizacja Jana Pawła II zwiększyła zainteresowanie kultem świętych w Kościele, ożywiła również niektóre stare pytania: Jak się ma kult świętych do monoteizmu, czy nie stanowi jakiegoś zagrożenia dla wiary w Boga prawdziwego, w Trójcy Świętej jedynego? Czyżby wstawiennictwo Matki Najświętszej i świętych coś dodawało do zbawczej mocy Chrystusa Pana?

Któryś z czytelników zapytał mnie: „Czym różni się moja prośba o pomoc Bożą, kiedy zanoszę ją do wielkich świętych, takich jak Ojciec Pio czy Jan Paweł II, a kiedy zwracam się z nią do świętych, którzy nigdy nie będą kanonizowani? Moja mama żyła święcie i święcie umarła – czy wolno mi zwracać się do niej, żeby orędowała za mną u Chrystusa?”.

Postanowiłem nie odpowiadać wprost na te pytania. Przedstawię jedynie kilka uwag porządkujących naukę Kościoła na temat kultu świętych – w nadziei, że komuś, kto pragnie swoją wiarę przeżywać w Kościele i razem z Kościołem, ułatwią one samodzielne radzenie sobie z tego rodzaju problemami.

Obrażalibyśmy świętych, próbując oddawać im cześć boską

Trudno o większe nieporozumienie niż dopatrywanie się w kulcie świętych jakichś pozostałości religijności politeistycznej. Przecież poganie wyobrażali sobie bogów jako istoty pozaświatowe i ponadludzkie, natomiast męczennicy oraz inni święci – i to jest oczywiste dla każdego, kto oddaje im cześć – to tacy sami ludzie jak my. Są oni dla nas niejako starszymi braćmi i siostrami, ponieważ swoją ziemską pielgrzymkę już zakończyli. Odbyli ją szczególnie pięknie, jako całoosobowo oddani Bogu Jego przyjaciele. Czcimy ich, bo jak nie czcić i nie kochać tych, którzy są bez reszty i już na zawsze rozkochani w Bogu? Przecież również my pragniemy, by kiedyś – po osiągnięciu przeznaczonej nam przez Boga miary miłości – do nich dołączyć!

Jednak aniołowie, których w Kościele również czcimy, są to istoty pozaświatowe i ponadludzkie! Czy oddawanie im czci nie jest jakąś pozostałością religijności politeistycznej? W odpowiedzi na to pytanie wystarczy przypomnieć, jak energicznie anioł Rafał zareagował na pokłony, które chcieli mu oddawać Tobiasz wraz z synem, przypominając im, że tylko jednemu Bogu należy się nasze uwielbienie: „Jego uwielbiajcie przez wszystkie dni i Jemu śpiewajcie hymn!” (Tb 12,18). Podobnie protestują przeciwko próbom oddawania im czci boskiej aniołowie z Apokalipsy (19,10; 22,8–9). Na marginesie zauważmy, że analogiczną pokusę odparli z wielką stanowczością apostołowie Barnaba i Paweł (Dz 14,11–15).

Święty Augustyn tu właśnie widział przepaść, która dzieli religijność politeistyczną od kultu świętych: Pogańscy bogowie domagają się dla siebie czci należnej tylko jednemu Bogu. Tymczasem święci oraz dobrzy aniołowie mieliby nam za złe, gdybyśmy próbowali ich czcić zamiast Boga. Ciężko byśmy ich obrazili, gdybyśmy chcieli oddawać im cześć boską.

Oni nas miłują – wyjaśnia w Państwie Bożym X 1,3; 25 – i chcą, byśmy byli szczęśliwi. Dlatego pragną, abyśmy uzyskali to szczęście stąd, skąd i oni sami je otrzymują... Nie chcą oni, byśmy czcili ich jako bogów, chcą zaś, abyśmy wraz z nimi wielbili ich Boga, będącego też Bogiem naszym. Pragną nie tego, byśmy im składali ofiary, lecz tego, byśmy wraz z nimi byli ofiarą dla Boga... Więcej nam sprzyjają i więcej dopomagają wtedy, gdy wraz z nimi oddajemy cześć jedynemu Bogu, niż sprzyjaliby i dopomagaliby wtedy, gdybyśmy ich samych czcili przez składanie ofiar.

W czasach Augustyna jeszcze wielu ludzi praktykowało kulty pogańskie. I właśnie w tamtych czasach dla chrześcijan było oczywiste, że kult świętych nie ma nic wspólnego z pogańskim kultem wielu bogów, a nawet jest jego przeciwieństwem. 

Najdrożsi – tłumaczył św. Augustyn swoim diecezjanom – męczenników nie mamy za bogów, nie czcimy ich jako bogów i w żaden sposób nie wolno ich z nimi zestawiać. Nie wystawiamy im świątyń ani ołtarzy, ani ofiar. Owszem, przyznajemy świętym męczennikom miejsce czcigodne. Ale zauważcie: podczas modlitwy przy ołtarzu Chrystusa wymieniamy ich w miejscu uprzywilejowanym, jednak nie adorujemy ich tak jak Chrystusa. Czyż kiedyś słyszeliście, żebym ja albo jakiś brat i współbiskup mój, albo jakiś prezbiter mówił w kaplicy świętego Teognisa: Składam ci ofiarę, święty Teognisie? Albo: Składam ci ofiarę, Piotrze, składam ci ofiarę, Pawle? Nigdy tego nie słyszeliście. To się nie zdarza, tak się nie godzi. A kiedy ciebie zapytają: Czy ty oddajesz cześć Piotrowi? – odpowiedz tak: Ja nie oddaję czci Piotrowi, ale Bogu, którego czcił również święty Piotr. Piotr będzie cię wówczas kochał.

Rygorystycznie przestrzegane zasady

W teologii katolickiej podkreśla się różnicę między wielbieniem Boga a kultem świętych. Bogu – i tylko Jemu – należy się od nas kult uwielbienia (cultus latriae), natomiast świętych czcimy jako sługi Boże (cultus duliae – grecki wyraz doulos znaczy: sługa, a nawet niewolnik).

W ślad za tym rozróżnieniem idą rygorystycznie przestrzegane zasady modlitewne. Po pierwsze, nigdy nie wzywa się świętych, nawet Matki Najświętszej, podczas sprawowania Eucharystii. Owszem, podczas każdej mszy dajemy wyraz naszemu zjednoczeniu z Matką Najświętszą, z aniołami i świętymi, jednak czynimy to poprzez ich wspomnienie, bez zwracania się do nich bezpośrednio.

Ta zasada przestrzegana jest również w tekstach modlitewnych, które zanosimy do Boga podczas Eucharystii sprawowanej w dniu, kiedy wspominamy konkretnego świętego. Spójrzmy dla przykładu na modlitwę zanoszoną podczas mszy odprawianej 8 sierpnia, w dzień świętego Dominika: „Wszechmogący Boże, niech święty Dominik wspiera Twój Kościół swoimi zasługami i nauką i niech będzie dla nas troskliwym opiekunem”. 

Kościół dopuszcza jednak bezpośrednie zwracanie się do świętych. Wolno nam zwracać się do świętego przy jego grobie albo w litanii, albo jakimś prywatnym aktem modlitewnym. Przypatrzmy się litaniom, na przykład popularnej Litanii loretańskiej. Zaczyna się ona, podobnie jak inne litanie, wyraźnym zwróceniem się do Boga w Trójcy Świętej jedynego, kończy zaś potrójnym zwróceniem się do Chrystusa Pana, Baranka Bożego, który gładzi grzechy świata. Trudno o bardziej wyraźne podkreślenie, że Matkę Najświętszą czcimy jako wyznawcy Boga jedynego, w bezdyskusyjnym otwarciu na jedyne pośrednictwo zbawcze Jezusa Chrystusa.

Zauważmy ponadto, że prośbę Zmiłuj się nad nami kierujemy w litanii wyłącznie do Osób Boskich. Matka Najświętsza – choć szczególnie umiłowana przez Boga – jest jednak tylko stworzeniem, toteż stosownie do tego wołamy do Niej: Módl się za nami. Zarazem – ponieważ takie właśnie jest miejsce Matki Najświętszej w naszej pobożności – nie odczuwamy najmniejszego niepokoju z tego powodu, że zwracamy się do Niej z najczulszymi wyrazami oddania i miłości. Bogu na pewno to się podoba, bo przecież to On umiłował Ją więcej niż wszystkie inne stworzenia i wybrał Ją na matkę swojego Syna.

Jeszcze jednej zasady w naszym stosunku do świętych staramy się przestrzegać. Wolno nam ufać, że wielu naszych bliskich i znajomych już dostąpiło zbawienia wiecznego, bo przeszli przez swoje życie naprawdę pięknie i blisko Boga. A jednak nadal modlimy się o ich zbawienie i nie modlimy się do nich ani ich nie wzywamy, tak jak wzywamy świętych oficjalnie uznanych przez Kościół. Dlaczego? Bo tylko Bóg naprawdę wie, czy oni są już zbawieni. A przecież tylko ci, którzy są już zanurzeni w Bogu, mają taki udział w Jego wszechobecności, że mogą usłyszeć nas, kiedy się do nich zwracamy. 

Odnotowałem sobie kiedyś przejmujące świadectwo Ignacego Domeyki, przyjaciela Adama Mickiewicza, osoby niezwykle ważnej w historii Chile. Choć przez całe życie pamiętał o tym, że jest Polakiem, ojczyznę mógł po raz pierwszy odwiedzić dopiero w 1884 roku, ponad pół wieku po swoim wyjeździe na emigrację. Oczywiście przyszedł na grób matki. Wspominał, jak uczyła go modlitwy i wprowadzała w wiarę. Jednak nie ośmielił się do niej modlić. Modlił się tak: „O Boże! Oznajm jej przez swego anioła, że się modlę i modlić się aż do śmierci będę za jej zbawienie i na chwałę Twoją”.

Tylko do tych Bożych przyjaciół, których Kościół oficjalnie uznał za świętych lub błogosławionych, w naszych modlitwach mamy odwagę zwracać się bezpośrednio. Modlitwę staramy się traktować poważnie, toteż unikamy takich słów i działań, które miałyby formę modlitwy, a w rzeczywistości mogłyby być tylko retoryczną inwokacją.

Jeszcze dwa pytania

Jeszcze dwa pytania nasuwają się w związku z kultem świętych: Ponieważ nie jesteśmy w stanie poznać wszystkich świętych, w jaki więc sposób wybrać sobie tych ulubionych?

Trudno sobie wyobrazić, by człowiek kochający Pana Jezusa mógł pozostać obojętny wobec Maryi, Jego Matki. Z mniejszą stanowczością dopominałbym się o szczególne miejsce w naszej pobożności dla świętych – jak to obrazowo określała teologia ludowa – należących do świty Pana Jezusa: a więc dla Jana Chrzciciela, apostołów i ewangelistów, a zwłaszcza dla Piotra i Pawła, ale również dla Marii i Marty czy pierwszego męczennika Szczepana.

Ponadto wypadałoby – jednak nie odważyłbym się mówić, że jest to nasz obowiązek – nawiązać przyjaźń ze swoim aniołem stróżem oraz świętymi patronami: zarówno z chrztu, jak z patronami ojczyzny czy uprawianego przez nas zawodu. Chętnie wspominamy świętych popularnych w naszej epoce – takich jak Albert Chmielowski, Maksymilian Kolbe, Ojciec Pio, Edyta Stein, Siostra Faustyna, Matka Teresa z Kalkuty czy Jan Paweł II. Może się też zdarzyć, że poczujemy szczególny związek z jakimś świętym stosunkowo mało znanym, takim jak Natalia Tułasiewicz czy Antoni Neyrot (to dwoje świętych, z którymi osobiście czuję się szczególnie związany). 

Warto jednak pamiętać, że święci nie potrzebują naszego kultu – w tym sensie, że nasza pamięć nie czyni ich szczęśliwszymi. Niewątpliwie cieszy ich to, że Bóg jest dla nas, podobnie jak dla nich, kimś absolutnie pierwszym. I na pewno o wiele głębiej niż my wiedzą o tym, że Bóg, który jest miłością, chciałby, żeby wszyscy, których On kocha, miłowali się wzajemnie.

I tak doszliśmy do momentu, kiedy już niemal znaleźliśmy odpowiedź na drugie pytanie, którego jeszcze nie postawiliśmy. Być może niektórzy z nas się zastanawiają, czy warto kult świętych skupić tylko na tych największych, na tych szczególnie bliskich Boga – ich modlitwa wydaje się bowiem szczególnie skuteczna.

Otóż z takimi pomysłami zdecydowanie polemizuje św. Tomasz z Akwinu. My przecież – odpowiada na to pytanie – i bez świętych mamy bezpośredni dostęp do Boga, a ich wstawiennictwo za nami w żaden sposób nie zwiększa zbawczej mocy Chrystusa. Czcimy świętych i prosimy ich o to, żeby się za nas modlili, bo Bóg chce, żebyśmy my, Jego dzieci, wzajemnie się potrzebowali. Bogu ogromnie zależy na tym, żeby nas wszystkich – i tych największych, i tych najmniejszych – połączyć więzami wielokierunkowej wzajemnej miłości.


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, emerytowany profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Autor pominął trzy wypowiedzi

"Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych"

Czy kiedykolwiek wojna może być sprawiedliwa?

Katolicyzm i polska gospodarka

Cwaniactwo w sprawach wiary


komentarze



Facebook