BĄDŹ BLISKO MNIE
Trudno oczekiwać, że mój mąż czy żona domyśli się, co mi sprawi przyjemność, czego potrzebuję w zbliżeniu seksualnym, jakiego pragnę dotyku, czułości, pieszczoty. To ślepa uliczka. O tym trzeba porozmawiać.

FOT. CRISTIANO BETTA/FLICKR.COM


KATARZYNA KOLSKA: Małżonkowie to dwie osoby. Ale też dwa ciała, które mają stać się jednym. Ogromna bliskość, z którą czasami mamy spore problemy. Czy to znaczy, że boimy się naszego ciała?

BARBARA SMOLIŃSKA: Każdy z nas wchodzi w dorosłe życie z tym, co otrzymał w dzieciństwie. Jeśli dostaliśmy wystarczającą porcję miłości, bliskości, ciepła i poczucia bezpieczeństwa, nie powinniśmy mieć problemów z budowaniem bliskiej relacji w życiu dorosłym, bo nie będziemy się obawiać emocjonalnej i fizycznej bliskości. Ci, którzy dostali za mało, z jednej strony bardzo tego pragną i potrzebują, ale jednocześnie bardzo się tego boją, bo przecież boimy się tego, czego nie znamy. Osoby, które były traktowane nadopiekuńczo też mogą się chronić przed bliskością. Kiedy dorastamy, dojrzewamy do niezależności – jeśli rodzice trzymali nas na pasku i tę niezależność nam w niezdrowy sposób ograniczali, wówczas każda bliskość będzie dla nas czymś trudnym.

Czy bliskość fizyczna służy budowaniu dobrej relacji w małżeństwie?

Ona jest niezbędna. Tyle że ta bliskość ma kilka wymiarów.

Jako pierwsza pojawia się namiętność. Jest to czas zafascynowania druga osobą, zakochania, ale także pożądania seksualnego. I zazwyczaj właśnie od namiętności zaczyna się związek dwojga osób. Choć bywa i tak, że para się najpierw ze sobą przyjaźni, a namiętność i pożądanie przychodzą później.

Namiętność jest bardzo silna, ale też szybko się wypala. W jej miejsce pojawia się natomiast intymność, która związana jest z czułością, empatią, wspólnymi zwyczajami, rytuałami, sposobem zwracania się do siebie, powierzanymi sobie tajemnicami. Budowanie intymności to proces, coś, co trwa latami.

Ostatni wymiar budowania bliskości określiłabym jako zaangażowanie w relację. Ono jest związane z wyborem – mimo kryzysów w związku, mimo tego, że już wiem, iż partner nie jest idealny, że ma dużo wad, robię wszystko, żeby ten nasz związek rozkwitał, żeby nie brakowało w nim namiętności, intymności, bliskości.

Przez wiele wieków Kościół podkreślał prokreacyjną rolę współżycia. O tym, że seks ma nam sprawiać przyjemność i umacniać więź między małżonkami, raczej się nie słyszało.

To prawda. Mamy za sobą całe wieki postawy manichejskiej, czyli takiej, która mówiła, że ciało jest czymś złym. A mówiąc: „ciało”, mamy na myśli przede wszystkim potrzeby seksualne. I choć nauka Kościoła na ten temat bardzo się zmieniła w ostatnich kilkudziesięciu latach, to wciąż zbyt rzadko o tym słyszymy z ambony. Teologia ciała, o której mówił Jan Paweł II, i jego książka Miłość i odpowiedzialność, którą napisał jeszcze jako biskup krakowski, wciąż są mało znane albo w ogóle nieznane. Tymczasem pożycie intymne jest wyrazem więzi i tworzy więź. To nie podlega dyskusji.

Mówi się czasami, że ludzie są niedopasowani do siebie seksualnie. To chyba utrudnia budowanie bliskiej relacji?

Nie będę się wypowiadać o niedopasowaniu seksualnym na poziomie anatomicznym, bo nie jestem seksuologiem. Ale też nie wydaje mi się, żeby to był częsty problem. Natomiast jako psychoterapeuta miałabym ochotę powiedzieć, że każda para jest na początku w jakiś sposób niedopasowana. Kobieta ma inne potrzeby niż mężczyzna, mężczyzna oczekuje i pragnie czegoś innego niż kobieta. Żeby te swoje oczekiwania spełnić, trzeba najpierw poznać siebie, czyli wiedzieć, czego ja chcę i pragnę, co sprawia mi przyjemność, a potem trzeba poznać potrzeby drugiej strony. Czyli trzeba się dopasować.

Każda para musi szukać swojego rytmu i sposobu zbliżeń – ustalić, jak często ze sobą współżyjemy, jak długo ma trwać zbliżenie, czego potrzebujemy, jakiej gry wstępnej. Jeśli tak na to spojrzymy, wówczas cała historia związku to historia dopasowywania się. Bo nie można się dopasować raz na zawsze. Nasze potrzeby i oczekiwania się zmieniają, fazy związku przechodzą jedna w drugą, małżonkowie chorują, starzeją się, itd.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Barbara Smolińska - doktor nauk humanistycznych, psychoterapeutka i superwizor Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, szefowa Pracowni Dialogu, prowadzi terapię indywidualną, małżeńską, rodzinną, warsztaty psychologiczne oraz superwizje. Jest mężatką, ma czworo dzieci. Mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo W drodze 2016). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

"To będzie nasza tajemnica"

CZY PANI MI WIERZY?

KTO Z KIM ŚPI W SYPIALNI

U źródeł kryzysów małżeńskich

LEKARSTWEM SĄ SŁOWA


komentarze



Facebook