Archwium > Numer 498 (02/2015) > Jak zniszczyć Kościół > BRAMY PIEKIELNE NA DNIE SERCA

BRAMY PIEKIELNE NA DNIE SERCA
Obumieranie Kościoła będzie się działo. To jest nieuniknione, zwłaszcza że mamy do czynienia z kulturą, która przestaje podtrzymywać obyczajowość wyrosłą z chrześcijaństwa.

FOT. CHRIS HOFFMANN/CORBIS


DOMINIK JARCZEWSKI OP: Czy da się zniszczyć Kościół?

KS. GRZEGORZ STRZELCZYK: Zdaje się, że „bramy piekielne go nie przemogą” (Mt 16,18). Taką przynajmniej obietnicę zostawił nam Chrystus. Oczywiście trzeba doprecyzować, co to znaczy „zniszczyć” i o jaki „Kościół” nam chodzi. Na pewno w tym sensie, w jakim Kościół jest ciałem Chrystusa, czyli Jego obecnością w świecie, jest on niezniszczalny. Tego nie da się całkowicie usunąć. Natomiast każda ludzka wspólnota, zgromadzona w danym miejscu i w danym czasie, może przejść kryzys, może się rozpaść, może popaść w grzech i w tym sensie możemy mówić o zniszczeniu lokalnego Kościoła.

Kościół byłby taką dżdżownicą, od której możemy ucinać kolejne człony, ale w ten sposób niekoniecznie ją zniszczymy?

Taka jest jego konstrukcja. Jeżeli spojrzymy na ideę diecezji jako Kościoła lokalnego, to zobaczymy, że każda diecezja posiada wszystkie niezbędne elementy, stanowiące istotę Kościoła. W związku z tym, gdyby przestały istnieć wszystkie inne, a została tylko jedna, to ma ona w sobie potencjał do przywrócenia całości. Przecież biskup, który pozostał, może wyświęcić kolejnego biskupa Rzymu. Nawet gdyby tą jedyną ocaloną diecezją nie była rzymska, ciągłość następstwa na stolicy jest wciąż możliwa, bo z tego jednego Kościoła lokalnego może się rozrosnąć z powrotem Kościół powszechny w wielości jego Kościołów lokalnych.

Gdy mówi ksiądz o jednej diecezji, chodzi księdzu o struktury lokalne czy o grupę ludzi?

Credo wyznajemy: „Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół”. Najbardziej konkretnym z tych przymiotników jest „apostolski”. Kościół jest zbudowany w bardzo prosty sposób: jest to wspólnota ludzi, która wierzy w Jezusa Chrystusa, przyjęła sakramenty inicjacji i jest w niej biskup. W II wieku św. Ireneusz z Lyonu stanął przed pytaniem, skąd wiadomo, że nasza wiara jest prawdziwa, i odpowiedział, że poznajemy to po tym, że mamy widzialną strukturę jedności, w której biskup w prostej linii wywodzi się od apostołów. A zatem mamy wspólnotę zgromadzoną wokół biskupa.

Czyli gdyby zostały przecięte więzi między wspólnotą a jej biskupem, to byłaby to śmierć tej diecezji?

Jeżeli ktoś odchodzi od jedności ze swoim biskupem, to znaczy, że odchodzi od widzialnej jedności z Kościołem i z prawnego punktu widzenia przestaje być członkiem diecezji. Natomiast jest jeszcze jeden wymiar jedności w Kościele, który jest głębszy od wymiaru widzialnego. To jest wymiar sakramentalny. Wspomniałem na początku, że ludzie, którzy się jednoczą w diecezji, otrzymali sakramenty inicjacji. W sakramentologii mówimy o niezatartym znamieniu. Jeżeli ktoś już był ochrzczony, to został raz na zawsze włączony w Chrystusa i tego żadna schizma, żadne wyparcie się wiary, żadna herezja nie jest w stanie zatrzeć. On zawsze będzie członkiem Chrystusa.

Choćby nie chciał?

Choćby nie chciał.

Niezbyt to demokratyczne...

To w ogóle nie jest demokratyczne, bo to jest sakramentalne. My wielu rzeczy możemy nie chcieć, a nadal je mamy. Tak po prostu jest. Rzeczywistość jest znacznie bogatsza od naszej woli. To natomiast zmusza Kościół do dbania o tych jego członków, którzy w jakiś sposób albo odsunęli się poprzez wiarę osłabłą, albo wprost wiarę odrzucili. Nie możemy się przestać o nich troszczyć, bo oni są włączeni w ciało Chrystusa. To jest ciągle Jego członek, nawet jeżeli się opiera, zapiera i nie chce nim być. Ta struktura sakramentalno-chrzcielna ma gigantyczne znaczenie właśnie dlatego, że Kościół to jest ciało Chrystusa. Kiedy mówimy o diecezji, to często myślimy bardziej o instytucjonalnym wymiarze organizowania się Kościoła. Natomiast istotą sprawy jest wszczepienie w Chrystusa. To jest coś, co tworzy pewną podstawę także dla jedności między diecezjami.

Kiedy myślimy o przynależności do Kościoła, możemy zwrócić uwagę na różne tego wymiary. Możemy mówić o zgodzie na poziomie doktrynalnym, o posłuszeństwie w ramach struktur, a także o wspomnianej przez księdza więzi sakramentalnej. A co jeśli brakuje któregoś z tych elementów? Wierzę, ale kontestuję struktury. Przyjmuję sakramenty, ale nie zgadzam się z nauczeniem Kościoła…

W katolickiej nauce o Kościele przez długi czas akcentowany był przede wszystkim wymiar instytucjonalny. W dużej mierze wynikało to z tego, że na Zachodzie refleksją nad Kościołem zajmowali się przede wszystkim prawnicy i administratorzy, a niekoniecznie teolodzy. To przeakcentowanie jednej strony prowadziło już w średniowieczu do kontestacji – poszukiwano „Kościoła Ducha” i przeciwstawiano go Kościołowi instytucjonalnemu. Podobnie działo się wiele razy później. Zmiana teologicznej świadomości przychodzi powoli z XX wiekiem, kiedy rodzi się świadomość historyczna. Poprzez lekturę ojców Kościoła powraca się do intuicji Kościoła pierwszych wieków i na nowo odkrywa się bardzo silny związek myślenia teologicznego z prawnym. Ducha i instytucji. Stąd na przykład prawo kanoniczne w ostatnim kodeksie zawiera mnóstwo elementów ściśle teologicznych, przekładanych na język prawniczy. Oczywiście ani prawnicy, ani teolodzy nie są do końca zadowoleni z obecnych sformułowań, bo to trudne zadanie, i wydaje mi się, że jesteśmy dopiero na początku drogi odnajdywania optymalnych relacji między doświadczeniem wiary jednostek a strukturami kościelnymi, zwłaszcza jeśli chodzi na przykład o kościelne ciała doradcze.

Brzmi to paradoksalnie. Mamy problemy z odnalezieniem wiary w Kościele?

Nie, bo to nie jest problem wiary w Chrystusa.

Tylko problem wiary w Kościół?

Tak. Ten Kościół jest jednak w Credo.

Chcemy, nie chcemy – został.

Chcemy! Absolutnie chcemy. Tylko że systematyczne zgłębianie tego, co to znaczy, zaczęło się w Kościele łacińskim na dobrą sprawę dopiero w okresie poprzedzającym sobór watykański II. Encyklika Mystici Corporis Christi Piusa XII była właściwie pierwszą próbą systematycznego zmierzenia się z eklezjologią w magisterium łacińskim. Co nie znaczy, że Kościół się wcześniej nie wypowiadał na tematy z nim związane. Później, w czasie soboru watykańskiego II eklezjologia znalazła się na pierwszym planie. Mam natomiast wrażenie, że do tej pory nie nauczyliśmy się myśleć o strukturach prawnych w Kościele jako o strukturach teologicznych, na przykład w radzie parafialnej.

Jeżeli ją w ogóle mamy…

Kodeks prawa kanonicznego zaleca ich powoływanie. Oprócz tego w każdej parafii obowiązkowo powinna być rada ekonomiczna. W praktyce bywa różnie: trzeba zorganizować jakąś imprezę, to skrzykujemy radę.

Myślę, że to już jest coś, bo w niektórych parafiach chodzi raczej o grono ludzi, których zawsze można poprosić o wręczenie kwiatów biskupowi, kiedy przyjedzie na wizytację.

Kiedyś w czasie rekolekcji dla członków rad parafialnych zapytałem uczestników, jak działalność w radzie parafialnej wpłynęła na ich osobistą wiarę. Moje pytanie wywołało wielki popłoch, bo okazało się, że oni się nad tym nigdy nie zastanawiali. A przecież to są struktury rozeznania. Jeżeli wierzymy, że Duch Święty prowadzi Kościół w czasie rzeczywistym, to wierzymy, że poprzez strukturę sakramentalną został On udzielony każdemu członkowi Kościoła. Jeśli zatem tworzymy różne struktury prawne, to ich głównym zadaniem jest wsłuchiwanie się w głos Ducha Świętego.

Z drugiej strony straszy się nas niekiedy niemieckimi radami parafialnymi, które dyktują księdzu, od której do której godziny ma trwać msza i jakich tematów nie ma poruszać w czasie kazania.

To jest w dużej mierze kwestia systemu prawnego, w którym Kościół działa. Bo jeżeli na gruncie państwowym rada parafialna dostaje duże uprawnienia administracyjne, to ten wymiar administracyjny może zacząć dominować nad wymiarem rozeznawania. Rozeznawanie w Kościele jest zawsze wspólnotowe i jednocześnie podporządkowane decyzji pasterzy. Oni się mogą mylić, ale z tego rozliczy ich już Bóg. Zawsze jednak jest element wspólnotowy – i to na każdym poziomie jedności kościelnej. Jeżeli nie patrzymy na to jako na doświadczenie wiary, to wówczas rzeczywiście ograniczamy się do struktury czysto administracyjnej. A wtedy zaczyna się walka o władzę w niewierzących strukturach.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


ks. Grzegorz Strzelczyk - ur. 1971, prezbiter archidiecezji katowickiej, dogmatyk, specjalizuje się w chrystologii, adiunkt w Katedrze Teologii Dogmatycznej i Duchowości Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego, dyrektor Ośrodka Formacji Diakonów Stałych Archidiecezji Katowickiej. Autor książek: "Traktat o Jezusie Chrystusie"; "Teraz Jezus"; "Wolność, wiara, Bóg. Rozmowy o chrześcijaństwie". (wszystkie teksty tego autora)

Dominik Jarczewski OP - ur. 1986, dominikanin, absolwent filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim i teologii na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II, studiuje filozofię w Paryżu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

EKLEZJOLOGIA URAZOWA

CELEBROWANIE SZTYGARA

PO PTOKACH

Teologia to sport ekstremalny

REQUIEM DLA ASCEZY


komentarze



Facebook