GRANICE KOMPROMISU
Ubek nigdy nie przedstawiał się jako wróg Kościoła. Zawsze mówił, że chce Kościołowi pomóc. I często materialnie pomagał. Parafii albo księdzu. Tylko za jaką cenę...

FOT. ZYGMUNT WDOWIŃSKI/PAP


WŁODZIMIERZ BOGACZYK: Kto to jest patriota?

JÓZEF PUCIŁOWSKI OP: Ktoś, kto kocha swoją ojczyznę. Są dwa rodzaje patriotów. Normalny, który nie ogranicza się tylko do miłości swojej ojczyzny, ale także szanuje inne państwa, inne kraje, inne nacje. Natomiast patriota w złym tego słowa znaczeniu to ktoś, kto jest nacjonalistą i wyklucza innych.

Czy księża powinni być patriotami?

Powinni. Ale Kościół jest powszechny, chrześcijaństwo jest powszechne. Dlatego ksiądz powinien szanować inne narody. A także inne religie i wyznania.

A księża patrioci byli patriotami?

Byli sługusami.

Czyimi?

Komunistów.

Czyli nic dobrego nie da się o nich powiedzieć?

Eee, nie... Da się. Jeśli byli proboszczami, to bardzo dbali o świątynie. Na przykład ksiądz Kazimierz Lagosz, wybrany przez radę kapłańską we Wrocławiu w 1951 roku na wikariusza generalnego, czyli rządcę diecezji. Rada była nielegalna i w praktyce jednoosobowa, ale ksiądz Lagosz doprowadził do odbudowy katedry wrocławskiej, co prawda niszcząc wiele kościołów, także na terenie Wrocławia, skąd brał cegły. Ale naprawdę doprowadził do odbudowy Ostrowa Tumskiego. Takich przykładów, że księża patrioci dbali o budynki kościelne, znajdziemy naprawdę wiele.

A skąd w ogóle wzięli się księża patrioci? Wymyślili ich w 1945 roku polscy komuniści, by podzielić Kościół w naszym kraju?

Nie. Proszę zwrócić uwagę, że już w latach 20. w Związku Sowieckim po śmierci patriarchy Tichona doszło do rozbicia Cerkwi prawosławnej i podporządkowania jej Stalinowi. Ten sam pomysł wcielono w życie dwadzieścia lat później w Europie Środkowo-Wschodniej, na terenach okupowanych przez Sowietów.

Komuniści od razu przystąpili do bezwzględnej walki z katolicyzmem, który był silny w trzech krajach: na Węgrzech, w Czechosłowacji i w Polsce. Oczywiście Polska liczyła się najbardziej.

Na Węgrzech najpierw opanowali Kościół kalwiński i ewangelicko-augsburski. Potem dopiero zabrali się za katolicki, do którego należało 67–70 procent ludności. Ale ten Kościół miał kilka plam. W czasie wojny, tak to określę, niekoniecznie przyczyniał się do ratowania Żydów. Ratował nuncjusz Angelo Rotta, który wystawił im kilka tysięcy paszportów, ale węgierski Episkopat w większości był w tej sprawie bardzo długo cichy i spokojny.

W Czechosłowacji też był problem. Na czele kolaborującego z III Rzeszą państwa słowackiego stał przecież ksiądz Jozef Tiso, który wysłał do Auschwitz kilkadziesiąt tysięcy Żydów.

A w Polsce po wojnie Kościół był najbardziej liczącą się siłą. Rzeczywiście był solą w oku Stalina. Po zmianie granic w stosunku do czasów przedwojennych okrzepł, jeśli idzie o ludność i terytorium.

Chyba nie tylko z tego powodu. Także ze względu na postawę księży podczas okupacji.

Oczywiście. Tak jak powiedział Władysław Bartoszewski – duchowieństwo polskie zostało „spiątkowane”. Co piąty ksiądz zamordowany, jeśli nie w Dachau, to w Oświęcimiu. To było męczeństwo. Bardzo piękna karta w dziejach Kościoła. Ale to miało też pewne negatywne konsekwencje na przyszłość.

Jakie?

Byli wśród nich ludzie złamani psychicznie i zmęczeni fizycznie. Mieli już naprawdę wszystkiego dość. I na tym częściowo bazował reżim komunistyczny, tworząc ruch księży patriotów. To była jedna grupa. Druga to ci, którzy służyli w armii Berlinga.

A trzecią grupę stanowili księża, którzy już przed wojną mieli w Kościele jakieś problemy moralne. Ich często wysyłano do diecezji pińskiej. Tam był bardzo świątobliwy biskup Zygmunt Łoziński, który wszystkich przyjmował, bo brakowało księży. I po wojnie ci księża, oczywiście już przygotowani, z pieczęcią NKWD przyjeżdżali do Polski. To, moim zdaniem, tłumaczy prawdziwy wysyp księży patriotów w wielu miejscach na Ziemiach Odzyskanych, gdzie trafiali księża repatrianci.

Kiedy jesienią 1949 roku na Politechnice Warszawskiej powstawał ZBOWiD, to w kongresie założycielskim wzięło udział kilkudziesięciu sponiewieranych przez wojnę albo moralnie nieciekawych księży, którzy z całą salą skandowali „Stalin-Bierut, Stalin-Bierut”.

A czy nie było wśród nich osób ideowych? Wierzących w to, że nowa władza wprowadza też dobre rzeczy, takie jak na przykład reforma rolna. II Rzeczpospolita nie była państwem idealnym.

Może w 1945 roku ktoś się mógł na to nabrać. Ale bardzo szybko musiał przejrzeć na oczy. I jeśli był uczciwy, to zauroczenie musiało mu minąć.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Józef Puciłowski OP - ur. 1939, dominikanin, dr historii, duszpasterz, kaznodzieja, autor wielu książek i artykułów z zakresu historii najnowszej. W latach 70. związany z opozycją antykomunistyczną. Do zakonu wstąpił w 1981 roku. W latach 1996-2004 pełnił funkcję wikariusza generalnego zakonu dominikanów na Węgrzech, wicedyrektor ds. nauki Dominikańskiego Instytutu Historycznego, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Dominikanów, mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

Włodzimierz Bogaczyk - przez 29 lat pracownik ?Gazety Wyborczej? jako dziennikarz i wydawca regionalny. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

List od Boga

Możliwość budowania dobra

Krzyż

Dlaczego oni?

Odsunąć mroki beznadziei


komentarze



Facebook