Archwium > Numer 499 (03/2015) > Post jest po coś > POMAGANIEM NALEŻY SIĘ CHWALIĆ

POMAGANIEM NALEŻY SIĘ CHWALIĆ
Jezus mówił, że należy kochać biednych. Marks - że trzeba nienawidzić bogatych. W Polsce to się połączyło w jedną religię: kochamy biednych i nienawidzimy bogatych. A co najgorsze, nie ufamy sobie.

FOT. LESZEK OGRODNIK


 MARCIN ŻYŁA: Modlitwa, post i jałmużna to trzy zasady życia chrześcijańskiego podczas wielkiego postu. Z wątpliwościami, czy skierowana do Boga modlitwa i ukierunkowany na nasze wnętrze post są skuteczne, mierzymy się jednak rzadziej niż z pytaniami o sens jałmużny. Myślimy: Przecież wszystkim i tak nie pomożemy…

KS. JACEK STRYCZEK: Zagadnienie dóbr materialnych ma istotne znaczenie w Ewangelii. Gdy Jezus apeluje: „Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną” (Łk 16,9), mówi poniekąd o dwóch sferach związanych z pieniędzmi. Pierwszą jest pokusa, że pieniądze mogą stać się najważniejsze i zdeprawować człowieka. Jezus opowiada o mężczyźnie, któremu dobrze obrodziło pole. Zbudował więc spichlerze, a potem uznał, że może już tylko jeść, pić i korzystać z życia. W tej przypowieści pieniądz zmienia sposób myślenia człowieka.

Ale jest i drugi aspekt: „Pozyskujcie sobie przyjaciół” oznacza, że w ręku chrześcijanina pieniądz ma znaczenie, ponieważ wyznacza relacje z innymi. I że należy go używać, należy go „uczłowieczać”. Z tego wynika, że nie ma takiej sytuacji, w której nie należałoby się dzielić, nie należy robić czegoś dla drugiego człowieka.

Ale jak się dzielić? Komu pomagać?

Odpowiem na podstawie wielu lat moich doświadczeń i prób, najczęściej zaś błędów polegających na tym, że pomagałem ludziom tylko wyglądającym na biednych; bezdomnym, którzy mówili, że nie mają nic, a ja zabierałem ich do swojego mieszkania.

Jest prosta zasada: jeżeli komuś coś daję, jestem odpowiedzialny za to, co się z tym czymś stanie. Wynika ona z przykazania miłości wzajemnej – trzeba kochać tak, aby ten, kogo kocham, również potrafił kochać. Jeśli więc daję pieniądze ludziom, którzy właśnie dlatego, że je otrzymują, nie pracują ani nie starają się rozwiązać swoich problemów – tylko utrwalam ich w tej chorobie. Dlatego trzeba wiedzieć, komu się pomaga. A żeby się tego dowiedzieć, należy przyjąć metodologię lekarza: zacząć od zbadania, diagnozy i znalezienia właściwego rozwiązania.

Ma ksiądz czas na stawianie takich diagnoz, gdy mija na ulicy żebraków?

Nie mam. Dlatego im nie pomagam.

Jednak wśród nich może się zdarzyć taki, który naprawdę potrzebuje pieniędzy.

Pomoc żebrakom była aktualna sto lat temu, gdy ktoś, kto zachorował i tracił nagle pracę, miał nikłe szanse na przetrwanie. W naszych czasach jest inaczej. Są przytułki i darmowe jadłodajnie dla bezdomnych. Istnieją miejsca, w których pomaga się ludziom, aby się życiowo podnieśli. Dziś żebractwo to niemal wyłącznie mafia: ludzie przeszkoleni, którzy dzielą się zyskami ze swoimi „opiekunami”. Jeden z moich studentów w ramach eksperymentu wyszedł kiedyś na ulice Krakowa w przebraniu żebraka. W ciągu dwóch godzin zgromadził 80 złotych – wystarczyło, że ubrał starą kurtkę, a głowę zasłonił kapturem.

Jest kilka metod, aby się dowiedzieć, komu pomagać. Uważam, że każdy z nas powinien mieć jedną konkretną osobę, którą zna osobiście i ją wspomaga. Ja zawsze taką mam. Tu już nawet nie chodzi wyłącznie o pieniądze – czasem też o radę, wspólny czas.

Dla mnie zaskakujące jest to, jak trudno ludziom dostrzec potrzebujących w najbliższym otoczeniu. To może być sąsiad, a nawet ktoś z naszej rodziny! W przeszłości często się zdarzało, że zamożna ciotka pomagała np. ubogiemu siostrzeńcowi, który chciał się kształcić. Dziś też są takie sytuacje. Ale sporo jest i takich, że ludzie wolą nie zauważać bliskich w potrzebie, ponieważ sądzą, że sami mają dostatecznie dużo problemów.

Czego nie widzimy najczęściej?

Nie chcemy widzieć, że ktoś ma kłopoty. Czasem czujemy, że powinniśmy pomóc, ale obawiamy się, że zabraknie nam asertywności; że się wkręcimy w pomaganie i potem będzie kłopot z powiedzeniem „nie”. Bo aby pomagać, trzeba być asertywnym. Samo wyjście do potrzebującego nie wystarczy.

W naszych czasach pomaga się za pośrednictwem organizacji, które się w tym specjalizują. To przeskok podobny do tego, jaki wykonaliśmy od znachora do sali operacyjnej: dziś społeczeństwa obywatelskie rozwijają się dzięki organizacjom pozarządowym.

Często widzę ludzi grzebiących w śmietnikach w poszukiwaniu jedzenia. Niedawno byłem świadkiem, jak obok biurowca starsza pani próbowała sięgnąć do kontenera, w którym były pozostałości z lunchu. To są ludzie, którzy walczą o przetrwanie. Co nam szkodzi podejść do nich, porozmawiać, pójść tam, gdzie mieszkają, dowiedzieć się, jak wygląda ich sytuacja? To wszystko nie kosztuje dużo czasu. Co więcej, pozwala zmienić także nasze życie.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Ks. Jacek Stryczek - ur. 1963, duszpasterz akademicki, duszpasterz ludzi biznesu. Pomysłodawca, współzałożyciel i prezes Stowarzyszenia WIOSNA. Mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

Marcin Żyła - ur. 1979, dziennikarz, stały współpracownik "Tygodnika Powszechnego", publikował również w "Znaku" i "Dzienniku Polskim". Zajmuje się m.in. tematyką wielokulturowości i historii Bałkanów oraz Europy Środkowej. Mieszka w Krakowie. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także


komentarze



Facebook