MĘCZENNIK NAUKI
Bruno umierał samotnie. Nigdy nie zgromadził wokół siebie uczniów. Zbudował świat, do którego nie zdołał nikogo wprowadzić. Rozrywany przez wielkie pragnienia przeżył niezrozumienie i odrzucenie.

FOT. OWEN FRANKEN/CORBIS


MACIEJ MULLER: „Ja jednak wtedy myślałem / O samotności ginących. / O tym, że kiedy Giordano / Wstępował na rusztowanie, / Nie znalazł w ludzkim języku / Ani jednego wyrazu, / Aby nim ludzkość pożegnać, / Tę ludzkość, która zostaje” – napisał Czesław Miłosz. Czy Giordano Bruno rzeczywiście umierał opuszczony i niezrozumiany?

TOMASZ GAŁUSZKA OP: To był nieprzystający do szesnastowiecznej rzeczywistości niespokojny duch, całe życie dążył do wolności, eksperymentował, przekraczając wszelkie granice myślowe. Porzucał wszystko, co zastał, po to żeby pójść dalej. Nie szanował niczego, co ustalone, spetryfikowane. I ludzi, którzy tego bronili.

W naszej niedawnej rozmowie o inkwizytorach ukazałeś ich jako lekarzy dusz, walczących o nawrócenie i zbawienie heretyków. W przypadku Giordana Bruna mamy jednak do czynienia z inkwizycją, która doprowadziła do skazania na stos wybitnego człowieka.

Bruno ma stereotypową etykietkę „męczennika za naukę” – co pewnie by go zdziwiło, bo zginął z zupełnie innych powodów. Co ciekawe, nie sądzę, żeby Giordano Bruno dogadał się ze współczesnymi naukowcami. On gardził skrupulatnymi wyliczeniami, eksperymentami, precyzyjnym językiem...

Nieczęsto się wspomina, że Bruno był dominikaninem.

I nigdy nie przestał nim być. Po jego ucieczce z klasztoru zakon nie wszczął żadnego postępowania w jego sprawie. Co więcej, generał zakonu Hipolit Beccaria odwiedzał go w więzieniu inkwizycyjnym i walczył o jego życie.

Kilkanaście lat spędzonych w klasztorze dominikanów w Neapolu było najważniejszym etapem w życiu Giordana Bruna. Do zakonu wstąpił w 1565 roku jako kilkunastoletni chłopiec zafascynowany myślą neoplatońską, ale też pismami jednego z największych myślicieli renesansu Erazma z Rotterdamu, który podkreślał wolność i wielkie możliwości człowieka.

W Neapolu było wiele klasztorów. Dlaczego wybrał dominikanów?

W tamtejszym kościele św. Dominika Bruno widział zakonników, którzy „byli jak aniołowie” – wspaniale przemawiali i pięknie żyli. Dla nowicjusza szybko przyszedł oczywiście moment oczyszczenia motywacji. Okazało się, że aniołowie są zwykłymi ludźmi, którzy po prostu jedzą, śpią, odprawiają mszę, czytają pobożne książeczki…

A Bruno nie znosił dewocji. Jako nowicjusz zasłynął tym, że zdjął ze ściany celi wszystkie święte obrazki – w tym Katarzyny Sieneńskiej i św. Antonina z Florencji, inkwizytora z pierwszej połowy XV wieku. Zostawił tylko krzyż.

Czyli na tym etapie nie miał jeszcze problemów z boskością Chrystusa?

Nie zgadzał się z kultem jakiegokolwiek człowieka, w tym Jezusa z Nazaretu. Dla niego był to wybitny człowiek, prawdziwy mędrzec. Podczas formacji zakonnej wciąż pojawiały się problemy z poglądami Giordana: oskarżano go o arianizm, o podważanie doktryny o Trójcy Świętej. Bo w jego myśleniu funkcjonował jeden Bóg, niczym monolit – nie było mowy o Osobach Boskich, a tym bardziej o wcieleniu.

To jak on się uchował podczas formacji?

Dzięki swojej inteligencji. Całe życie był dobrym dyplomatą – z każdym potrafił się dogadać, do każdego dostosować (choć tylko do czasu). Przeszedł całą formację zakonną, bo dobrze rokował – jego dziwne pomysły tłumaczono młodością. A Giordano zdawał celująco wszystkie egzaminy, przyjął święcenia kapłańskie, obronił bardzo ortodoksyjny doktorat z teologii.

Przez kilkanaście lat życia zakonnego, do 1576 roku nasiąkł ogromną ilością wiedzy. U dominikanów panowała wolność studiowania (coś nie do wyobrażenia np. dla jezuitów). Czytał więc Tomasza z Akwinu, Alberta Wielkiego, Lukrecjusza, Epikura, Erazma (mimo formalnego zakazu generała dominikanów). I, co kluczowe, prawdopodobnie w bibliotece klasztornej odnalazł streszczenie O obrotach sfer niebieskich Mikołaja Kopernika.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Tomasz Gałuszka OP - ur. 1978, dominikanin, dr hab. historii, dyrektor Dominikańskiego Instytutu Historycznego, wicedyrektor Instytutu Historii oraz kierownik Katedry Historii Starożytnej i Średniowiecznej UPJPII, sekretarz Międzynarodowej Komisji Studiów nad Chrześcijaństwem Polskiej Akademii Umiejętności, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego oo. Dominikanów, autor kilku książek, m.in. Inkwizytor też człowiek i Badania nad Biblią w XIII wieku, oraz kilkudziesięciu artykułów naukowych. Mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

Maciej Müller - ur. 1982, studiował historię na Uniwersytecie Jagiellońskim i dziennikarstwo w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera, w latach 2007-2012 pracował w "Tygodniku Powszechnym" jako dziennikarz, a następnie szef działu religijnego. Współautor książki "Miłość z odzysku" poświęconej związkom niesakramentalnym w Kościele, autor wywiadu z prof. Chazanem "Prawo do życia. Bez kompromisu"; redaktor książki Tomasza Gałuszki OP "Inkwizytor też człowiek. Intrygujące karty Kościoła". Mieszka pod Krakowem z żoną, synkiem i dwiema córkami. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

DONOS NA DOMINIKANINA

ZABIĆ BISKUPA

SPÓR PRZY JEDNYM STOLE

KIM NIE BYŁ ŚWIĘTY DOMINIK

Przedsionki Pana Boga


komentarze



Facebook