Archwium > Numer 500 (04/2015) > Trudne karty Kościoła > TO NIE BYŁ CZAS FRANCISZKA W KOŚCIELE

TO NIE BYŁ CZAS FRANCISZKA W KOŚCIELE
Już w XVII wieku uświadomiono sobie, że ani katolicyzm, ani protestantyzm nie zostaną pokonane. Ale pogodzono się z tym dużo później. Dopiero Sobór Watykański II uznał, że protestanci są naszymi braćmi w wierze, odłączonymi, ale braćmi.

FOT. LEEMAGE/CORBIS


Proszę sobie wyobrazić, że przenosi się ojciec do Wittenbergi z roku 1517. Przyłączyłby się ojciec do protestantów czy pozostał katolikiem?

Hm… Mam nadzieję, że nie odłączyłbym się od Kościoła katolickiego. Wśród dominikanów byli jednak zwolennicy Lutra. Jeden z nich, Marcin Bucer, został nawet przywódcą reformacji.

Ale najbardziej szczera odpowiedź brzmi: Nie wiem. Dla wielu ówczesnych chrześcijan, którzy zapoznali się z nauczaniem Marcina Lutra, wiele jego tez brzmiało atrakcyjnie.

Dlaczego?

Bo na początku XVI wieku Niemcy były jak beczka prochu. Te napięcia miały dwustuletnie korzenie. Narastała niechęć wobec kurii rzymskiej, spowodowana nadmiernymi obciążeniami fiskalnymi Kościoła niemieckiego. Sejm Rzeszy wielokrotnie przedkładał papiestwu skargi, tak zwane Gravamina nationis germanicae, które niestety zostały zlekceważone.

Do tego trzeba dołożyć wiele nadużyć w życiu kleru i ogromny niepokój ludzi, którzy nie mieli pewności, czy będą zbawieni. W Europie czekano na reformę Kościoła. Czekano na zmiany, a te nie następowały. Oczekiwano innej religijności.

Jakiej?

Opartej na Piśmie Świętym. Było to związane z wynalezieniem w połowie XV wieku druku i dostępnością Biblii także w językach narodowych. W wielu miejscach wierni gromadzili się, by czytać Pismo i o nim rozmawiać. Ale to nie było duszpasterstwo. To były raczej inicjatywy świeckich humanistów. Kościół tych potrzeb nie zaspokajał.

I wtedy Luter przybił swoje tezy na drzwiach kościoła w Wittenberdze.

Niektórzy historycy mają wątpliwości co do tego, czy naprawdę je przybił, gdyż źródłem tej informacji był współpracownik Lutra, Filip Melanchton, którego tam wtedy nie było i który powiedział o tym kilkadziesiąt lat później.

Pewne jest to, że Luter wysłał swój list z zastrzeżeniami wobec nadużyć związanych z odpustami do przynajmniej dwóch biskupów i pewnej liczby teologów. Napisał go po łacinie, jednak szybko list przetłumaczono na język niemiecki i masowo kolportowano. To pokazuje, jak wielka była potrzeba rozmawiania na te tematy.

Czy można powiedzieć, że w sprawie odpustów Luter miał rację?

Na pewno było wiele nadużyć. Podam przykład. Żył w tym czasie w Niemczech Albrecht Hohenzollern – arystokrata, dwudziestoparoletni młody człowiek bez powołania kapłańskiego, który został arcybiskupem, a później także kardynałem. Miał dwa biskupstwa, w Halberstadt i w Magdeburgu. Na więcej nie pozwalało ówczesne prawo kanoniczne. Ale kapituła w Moguncji wpadła na pomysł, żeby go wybrać arcybiskupem także w tej diecezji. Dlaczego? Z powodów finansowych. Żeby to nowy arcybiskup z własnej kieszeni zapłacił annaty, czyli obowiązkowe daniny przekazywane do Rzymu. A były to ogromne sumy.

Albrecht bardzo chciał tego arcybiskupstwa, ale nie miał czym zapłacić. I tu zaczyna się koszmar. Koszmar, bo słowo skandal nie wystarcza. Niemieccy bankierzy Fuggerowie udzielili mu kredytu.

Kiedy Albrecht został mianowany przez Stolicę Apostolską komisarzem odpustowym, chciał jak najszybciej spłacić kredyt, więc uruchomił w swoich trzech diecezjach na olbrzymią skalę duszpasterstwo odpustowe. W ten sposób odpusty, które są użyczeniem zasług nabytych przez Chrystusa, zostały potraktowane jako zabezpieczenie pożyczki.

Z dzisiejszej perspektywy trudno to zrozumieć. Podobnie jak dziwny może się wydawać graniczący z pogaństwem nadmierny kult relikwii. Relikwia świętego w oczach wiernych miała wtedy większe znaczenie niż Najświętszy Sakrament.

To był rzeczywiście problem. Kult relikwii, pielgrzymki, odpusty zaciemniły znaczenie sakramentów, środków wiary, które są zbawczym działaniem Chrystusa w Kościele.

A relikwie często postrzegano w kategoriach magicznych.

Na zasadzie amuletu?

Często tak, chociaż nie można tego generalizować. Sobór Trydencki pozostawił relikwie. Ale wcześniej brakowało duszpasterstwa sakramentów. Ludzie wiedzieli, że to coś ważnego, ale nie rozumieli dlaczego. Nie tylko prości ludzie, także wielcy intelektualiści, tacy jak Erazm z Rotterdamu.

Który miał zostać kardynałem, tylko nie przyjął tej godności.

Papież Paweł III chciał go mieć w gronie współpracowników przygotowujących sobór. Erazm wymówił się podeszłym wiekiem i złym stanem zdrowia. Ten wielki myśliciel był przedmiotem podziwu nie tylko władców i elit intelektualnych, lecz także papieży. Leon X poczytywał sobie za zaszczyt napisanie przedmowy do przygotowanej przez Erazma greckiej edycji Nowego Testamentu. Ciekawe jednak, że nawet papieże, nie mówiąc już o biskupach, nie doceniali niebezpieczeństwa, jakie Erazm stanowił dla kształtowania postaw wiary i myślenia o Kościele. Swój program odnowy teologii oparł na walce z teologią scholastyczną i z pobożnością opartą na ceremoniach zewnętrznych. Ale wśród tych ceremonii w jednym rzędzie stawiał nie tylko odpusty, okazywanie czci relikwiom i nabożeństwa, ale także mszę świętą. To, co dla Kościoła tak cenne – sakramenty – nie miało dla niego większej wartości. Nie odnajdywał się w życiu sakramentalnym.

Umarł wierny swoim zasadom, bez spowiedzi i komunii świętej. To pokazuje, jaka wówczas była dezorientacja w hierarchii środków zbawienia, w tym, co jest ważne w pobożności, a co jest mnie istotne. Pielgrzymka czy odpust nie są konieczne, a Eucharystia jest. Wtedy tego nie rozumiano.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Ireneusz Wysokiński OP - ur. 1958, archiwista Prowincji, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Polskiej Prowincji Dominikanów w Krakowie, do 2012 roku był współpracownikiem Dominikańskiego Ośrodka Historycznego w Vasvár. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Tworzenie kawałków nieba

HOJNOŚĆ W DAWANIU

Słowo zasiane

Dbanie o futerał

Kościół w połowie drogi


komentarze



Facebook